Koronawirus – jak do tego podejść…


        Postanowiłem napisać kilka słów ze względu na prośby innych osób na podzielenie się moją opinią dotyczącą obecnej sytuacji. Nie jestem tutaj ekspertem, nie śledzę na bieżąco wszystkich wiadomości związanych  z obecną „epidemią”, ale chcę podzielić się kilkoma uniwersalnymi zasadami, które może akurat Tobie ułatwią przejście nad tą zadziwiającą sytuacją. Na początek muszę jasno stwierdzić, że nie uważam koronawirusa za jakąś wielką zarazę mającą teraz nękać ludzkość za jej grzechy. Zdecydowana większość z nas, nawet w sytuacji zamrażania, nie robiąc zbyt wiele jest w stanie uporać się z infekcją (do tego bardzo często nie będąc nawet tego świadomym). Statystycznie tylko kilka procent zarażonych osób jest naprawdę zagrożonych, co oznacza że zdecydowana większość z nas jest bezpieczna. Dodatkowo jeśli nie jesteśmy w grupie ryzyka (osoby starsze, przewlekle chore, osoby z bardzo słabą odpornością), to właściwie koronawirus będzie dla nas z pewnością tylko chwilowo mniejszą lub większą niedyspozycją. Jednak czy to oznacza, że powinniśmy go zignorować? Z pewnością NIE!!!

         Fakt, że tylko kilka procent jest zagrożonych, a tak naprawdę, jeśli zbadali byśmy faktyczną liczbę osób zarażonych w stosunku do tych z powikłaniami (w momencie napisania tych kilku słów w Polsce jest zidentyfikowanych około 200 przypadków – co, umówmy się, uważam nie jest prawdziwą liczbą, a nawet nie jest blisko niej), to statystyki pokazałaby nowego wirusa jeszcze mniej groźnego dla większości z nas, niż kreuje nam się jego opis. Piszę to tylko po to, abyśmy poczuli się bezpieczniej. Aby niektórzy z nas mogli porzucić lęk przed zarażeniem. Jednak z drugiej strony, sama sytuacja w momencie zarażania już nie będzie dla nas przyjemna. Mimo, iż  nawet jak nasz organizm sobie poradzi gładko z chorobą, to z pewnością zostaniemy poddani kwarantannie, będziemy poddawani zabiegom medycznym, a także dotknie to bliskie nam osoby. A to wszystko będzie bardzo stresujące i mało komfortowe. W związku z tym, jak najbardziej zgadzam się z wprowadzanymi działaniami w naszym kraju mającymi na celu jak najmniejsze rozprzestrzenia wirusa. Zdecydowanie, póki co lepiej się nie zarazić samym wirusem, nie dlatego, że sam wirus jest bardzo groźny, ale w związku z  całą otoczką takiej sytuacji. Z drugiej strony, możemy zarazić bliską nam osobę, która obecnie ma słabszą odporność czy jest w starszym wieku. Dlatego polecam stosowanie się do tych najprostszych zaleceń jak higiena czy unikanie niepotrzebnych kontaktów z innymi ludźmi (na marginesie, nie wszystkie choroby przewlekłe klasyfikują nas do grupy zwiększonego ryzyka – przede wszystkim te, gdzie podawane są leki osłabiające nasz układ odpornościowy, czyli w niektórych chorobach autoimmunologicznych. Czyli np. niedoczynność tarczycy czy hashimoto nie sprawiają, że jesteśmy bardziej zagrożeni). 

Tutaj pojawia się moja dodatkowa pierwsza porada co można robić. A mianowicie możemy używać tak zwanego olejku "Czterech Złodziei" . Do jego zrobienia wystarczy zmieszać olejki eteryczne, takie jak olejek goździkowy (40 kropli), cytrynowy (35 kropli), z drzewa herbacianego (20 kropli), cynamonowy (20 kropli), eukaliptusowy (15 kropli), rozmarynowy (10 kropli). Ta mieszanka olejków eterycznych ma silne działanie przeciwwirusowe, a nazwa pochodzi stąd że w Średniowieczu w czasie epidemii pewna grupa społeczna (związana z branżą perfumową) postanowiła okradać bardzo chorych, umierających ludzi. Mimo ich bezpośredniego kontaktu z chorymi, złodzieje nie chorowali. Ich sekretem okazała się właśnie wyżej wymieniona mieszanka.

Jak używać olejku? Dla mnie najważniejsze jest działanie profilaktyczne ochrony dłoni. Wtedy możemy dodać kilka kropli do wody (dobra proporcja to 1 kropla na około 15 ml wody) i mamy doskonały środek dezynfekujący, którym możemy spryskiwać właściwie wszystkie powierzchnie. Ja w sytuacjach kiedy czuje, że będę narażony na ewentualne patogeny, to do dłoni i twarzy używam oleju (w sumie obojętnie jaki, np. z czarnuszki, sezamowy, słonecznikowy itp.) z dodatkiem olejków eterycznych. Na 100 ml oleju dodajemy około 45 kropli mieszanki olejków eterycznych. Naszą mieszankę olejków możemy też używać do dezynfekcji powietrza (wtedy około 15 kropli naszej mieszanki możemy dodać do kominka podgrzewanego świeczką) podobnie jak białą szałwię(może warto abyś też ją poznał – na pewno znajdziesz informacje w internecie). Naszą mieszankę możemy też używać do płukania ust (1 kropelka na 30ml wody). Oczywiście mydło, spirytus i tym podobne sposoby są w porządku, ale używanie powyższego olejku zabezpiecza nas dodatkowo, niejako na chwilę w przyszłość. 

Chciałbym też, abyśmy podeszli do tej sytuacji z mądrością. Oznacza to, że po prostu powinniśmy zaakceptować nową rzeczywistość i się do niej dostosować. To my swoimi myślami wywołujemy cierpienie, lęk, stres, a nie dana sytuacja. Rzeczywistość jest taka, że teraz powinniśmy unikać spotkań towarzyskich, czy zadbać o swoją odporność (o czym zaraz napiszę jak). Zamiast się martwić, możemy ten czas spożytkować na rzeczy na które wcześniej nie mieliśmy czasu. Możemy rozwinąć się duchowo, emocjonalnie czy rodzinnie. Może zauważymy jakie rzeczy są naprawdę dla nas ważne, a których wcześniej nie spostrzegaliśmy lub uznaliśmy, że należą się nam one za samo bycie człowiekiem. Ja osobiście także odwalałem na najbliższy czas wszystkie konsultacje zdrowotne w swoim gabinecie. Zaakceptowałem to i myślałem, że spożytkuję zyskany czas na inne rzeczy mające przyczynić się do mojego rozwoju. Jednak za chwilę okazało się, że w mojej drugiej pracy (jestem też współwłaścicielem sklepu spożywczego) jestem bardziej potrzebny niż zwykle. Zaakceptowałem także to i teraz żyję spokojnie pracując więcej w swoim sklepie. Jest to coś, co mogłoby mnie wkurzać, albo też mogłoby dać trochę radości z prostej pracy. Staram się wybierać to drugie...

Osobiście nie boję się zarażenia jako ja, ale już jako ojciec, mąż na pewno wolałbym go uniknąć, aby nie obarczyć nim moich najbliższych (a przede wszystkich całej otoczki z tym związanej, o której wspomniałem wcześniej). Ale na pewne rzeczy nie mam wpływu, a jak nie mam wpływu, to się o nie nie martwię – bo to i tak nic nie da (może to tylko osłabić moją odporność, a więc de facto może tylko zaszkodzić mojemu zdrowiu). A więc to co mogę zrobić, to zadbać o radość w swojej rodzinie oraz zrobienie jakiś działań wzmacniających odporność.

Ale odporności nie da się zbudować w krótką chwilę. Nie wystarczy łykać witaminy C, A, D, E czy K, brać cynk czy selen, jeść czosnek, imbir, kurkuminę, pić zioła takiej jak kwiat lipy, kwiat bzu czy pić sok z czarnego bzu itd. Przez te wszystkie lata swojej pracy wokół tematu zdrowia nauczyłem się, że moja odporność i moich klientów była najlepsza, kiedy nasze ciała było na co dzień odżywiane naturalnymi produktami, gotowanymi w domu, na bieżąco były oczyszczane i to z czego wcześniej sobie nie zdawałem aż tak mocno sprawy – były wyspane. Razem z żoną nie chorowaliśmy w ogóle przez kilka lat, jednak zostaliśmy obdarowani pięknem wrażliwego dziecka, które stało się naszym kompasem duchowo-emocjonalnym. Nasze dziecko od początku miało słaby sen i właśnie chroniczny brak snu spowodował, że w końcu moja żona się rozchorowała, a ja także byłem tego bliski kilka razy. Wszystkie inne czynniki, które sprawiały że przez wiele lat nie chorowaliśmy nie miały znaczenia. A więc pierwsza rada jest prosta - wysypiaj się. Najlepiej abyśmy chodzili spać tak, aby zasnąć najpóźniej przed 23:00 (my staramy się kłaść przed 22:00). Sen zapewni nam regenerację organizmu i wzmocni bardziej naszą odporność niż łykane witaminy. Nie twierdzę aby nie brać witamin, które polecają „guru” od zdrowia, ale ja spokojnie przez kilka lat nie zachorowałem na żadną infekcję bez brania żadnych suplementów, a kiedy słabo spałem, to byłem bliski zachorowania mimo iż na ten czas zaczęliśmy z żoną suplementację witaminami (w tym szczególnie ADEK) aby jakoś złagodzić skutki braku snu.

Kolejną ważną rzeczą jest zadbanie o naszą florę bakteryjną. Nie chcę się tu rozwodzić (kilka lat temu napisałem na ten temat kilka artykułów – do poczytania na moim blogu), ale jej stan będzie zapewniał odpowiedni trening naszemu układowi odpornościowemu, a także ona sama w sobie będzie nas chronić. Najlepszą formą jest oczywiście jedzenie jak najmniej przetworzonych warzyw i kiszonek (w tym zakwas, kombucha, sok z kiszonej kapusty czy ogórków, zsiadłe mleko z surowego mleka). Jednak to trochę trwa aby odbudować prawidłową florę bakteryjną. Aby to przyspieszyć możemy zażywać różnego rodzaju probiotyki. Nie będę wypisywał żadnych nazw, bo to przecież nie jest artykuł reklamowy. Warto po prostu kupować dobrej jakości i różne. Pamiętaj też, że stres może zaburzyć florę bakteryjną, a także przetworzone jedzenie, w tym słodycze, alkohol, chemia itp.

Skoro już wspomniałem o stresie, to jeszcze raz zaznaczę, że to on potrafi upośledzić nasz układ odpornościowy w tak mocny sposób, że żadne suplementy go nie podniosą. Stąd jak napisałem wcześniej – akceptujmy sytuację i się do niej dostosujmy, nie oceniajmy jej, tylko bierzemy ją taką jaką jest, nie ogarniajmy jej całościowo, ale tylko chwilę obecną. To takie proste, ale oczywiście w teorii;) A więc to też  jest dobry czas na medytację, a jak jeszcze tego nie robiliśmy, to może właśnie pojawiła się okazja do rozpoczęcia jej praktykowania;)

Kolejnym ważnym aspektem jest to, abyśmy zadbali o czystość wewnętrzną naszego ciała. To, że z żoną po prostu przestaliśmy w ogóle chorować na rozmaite infekcje, było zasługą w dużej mierze oczyszczania organizmu. Nie będę teraz polecał żadnych metod (dużo artykułów na ten temat już napisałem), ale po prostu starajmy się nie jeść po 18:00 (najlepiej aby też był to lekki posiłek, głównie warzywny) i zróbmy sobie, jak możemy, jeden dzień postu w tygodniu (dla tych co nie mogą, może to być dzień na świeżo wyciskanych sokach). Dzięki oczyszczaniu organizmu mogłem przez lata doświadczać czasem wręcz kichania na mają osobę (w końcu mam gabinet i małe dziecko), bez zachorowania na infekcję. To jest proste – jeśli mamy śluz w organizmie, to mamy pożywkę dla wirusów czy bakterii. Nie mając śluzu, nie mają one się na czym rozwijać. Oczywiście poza dietą śluz jesteśmy w stanie wytworzyć za pomocą stresu czy brak ruchu. 

To są w mojej ocenie najważniejsze rzeczy do zrobienia, żebyśmy byli gotowi jak już dopadanie nas jakiś wirus. Ja osobiście założył bym, że dopadnie – może nie teraz, ale może  na jesień, może za rok, a może w końcu większość z nas zachoruje, a może za dwa miesiące będzie po wszystkim – nie ma to żadnego znaczenia. Skupmy się na teraźniejszości, a zadbanie o własne zdrowie zawsze wyjdzie nam na dobre.

Co jeszcze możemy zrobić? Zawsze polecam picie świeżo wyciskanych soków. Teraz w modzie jest sok z selera naciowego pity na czczo – w sumie to polecam, sam go często piję. Ale soki możemy pić różne, przede wszystkim warzywne, a teraz także z dodatkiem korzenia imbiru. Oczywiście do naszej diety warto dodać więcej czosnku, cebuli, imbiru, chrzanu czy aromatycznych przypraw. Możemy kupić sobie cynk (najlepiej w formie płynnej), witaminy ADEK i C, kompleks witamin B czy jeść codziennie orzecha brazylijskiego (selen). Możemy pić herbatki ziołowe (zioła na teraz to kwiat bzu, jeżówka, krwawnik, kwiat lipy, gorzknik kanadyjski, tymianek itp.). Możemy pić wodę z cytryną i imbirem. Warto też pić sok z aloesu, pyłek pszczeli (pierzgę czy propolis), jeść dwa goździki dziennie, brać jod. Warto jeść też kaszę jaglaną, figi, grzyby shitake czy reishi. Jedzmy zdrowe tłuszcze (olej kokosowy ma największe działanie przeciwwirusowe, podobnie jak olej z czarnuszki), ale teraz nasze dania nie powinny być zbyt tłuste. Zawsze jest dobry czas na oczyszczanie z metali ciężkich, a więc jak mamy możliwość, to możemy robić sobie takie smoothie oczyszczające ( łyżka spiruliny, łyżka chlorelli, świeże kolendra, natka pietruszki, jakieś owoce, ciepła woda – miksujemy i pijemy np. na śniadanie). Nie musimy stosować wszystkiego naraz – wszystko w obrębie naszych możliwości. Dobrze też jeść mniej mięsa i jajek (nabiał ograniczyć do masła). Alkohol wbrew opinii niektórych, także powinniśmy spożywać okazjonalnie.

Czy wypisałem wszystkie sposoby na poradzenie sobie  z wirusem czy uniknięcie go? Z pewnością nie. Po pierwsze napisałem ten artykuł pracując w sklepie więc jest spisany na szybko, bez większych przemyśleń. Ale moim celem nie było napisać co masz zrobić, ale pokazać Ci jak możesz podejść do tej nowej sytuacji. A więc zamiast się martwić o siebie, czy rodzinę – zacznij się troszczyć. Troszcz się o radość, sen, zdrową dietę. Troszcz się o bliskich pamiętając, że to nie wyklucza uśmiechu. A może teraz dostałaś od losu więcej czasu? Spożytkuj go. Ja osobiście jestem w pewien sposób zafascynowany obserwując to co się dzieje. Jednak podchodzę do tego jak do doświadczenia, które pokazuje mi jak działa psychologia tłumu w praktyce, jak łatwo zburzyć naszą codziennością. Na pewno warto wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość, bo przecież mogą nas spotkać trudniejsze rzeczy, tym bardziej, że obok koronawirusu za chwilę przyjdą różne kryzysy ekonomiczne, co może odbić się na naszym portfelu.

Wszystko co powyżej napisałem, nie róbmy ze strachu przed chorobą, ale z miłości do naszego ciała. Efektem ubocznym będzie zdrowsze i mocniejsze ciało. Możemy też spojrzeć na to tak, że ze strony ekologicznej taka przerwa w funkcjonowaniu ludzkości da oddech naszej Ziemi i przez ten krótki czas będziemy zatruwać ją trochę mniej. A więc z punktu widzenia Ziemi, to Ona na pewno dziękuje za tego nowego wirusa. Z kolei ludzkość zachodu doceni swoje wygodne życie i papier toaletowy, chleb tostowy, czy drożdże ;) Może odnowią się relacje rodzinne, może mężowie będą mogli stać się mężczyznami... Zawsze są dobre strony każdej sytuacji... Tylko zacznij je dostrzegać :)

 

Komentarze

  1. Witaj, dziękuję za dobry artykuł. Olejki doradzam rozpuszczać w alkoholu lub właśnie w oleju, niestety w wodzie się nie rozpuszczają. Czy coś się zmieniło w Twoim podejściu odnośnie wirusa od momentu napisania? Minął ponad miesiąc. Chciałam też zapytać co uważasz o burzy cytokinowej? Jak jej przeciwdziałać? Czy uważasz, że stanowi zagrożenie w dobie koronawirusa? W takiej sytuacji nie tylko osoby o obniżonej odporności byłyby zagrożone. Pozdrawiam i dużo zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie,
      Dziękuje za podpowiedź:) Ja swoje mam w oleju więc nie pomyślałem jak będą w wodzie... Odnośnie koronawirusa mój sposób patrzenia się zgłębił, mam większe zrozumienie, ale chyba nie chciałbym pisać co dokładnie o tym wszystkim myślę. Gdyby wyraził całe swoje prawdziwe zdanie, to trochę zahaczałoby ono o teorie spiskowe, trochę o przypadek, trochę o wykorzystanie sytuacji przez pewne siły na świecie, trochę o psychologie rządzących i ich wyborców, trochę o głupotę, a trochę o uwagę, itd. Abym mógł wyrazić całkowite zdanie musiałbym tak naprawdę nakręcić kilka wykładów, ale póki co się od tego bronię. Ale powiem może tak, że zamiast przyjmować statystyki podawane nam przez media, lepiej analizować na chłodno dane statystyczne na temat samej śmiertelności. W ten sposób patrząc okaże się, że nawet we Włoszech śmiertelność nie wzrosła, na świecie to już w ogóle, a sama przeżywalność na koronawirusa wynosi 99,9% (jeśli weźmiemy pod uwagę ponad 80% ludzi, którzy nawet nie wiedzą że go mają i przechodzą go bezobjawowo). Np. w Polsce co roku na zapalenie płuc umiera minimum 12 tysięcy ludzi, a na grypę na świecie co roku potrafi umrzeć nawet pół miliona ludzi. Oczywiste jest, że w tej grupie zawsze znajdzie się część pacjentów którym wykrylibyśmy koronawirusa (pewnie za pomocą aktualnego testu wykrywalibyśmy go u nich nawet kilka lat temu;)) Może jak będzie chęć, to coś jeszcze napiszę...U osób z rozszalałbym układem odpornościowym pewnie przydałoby się uspokoić wolne rodniki, np, za pomocą witaminy C. Ogólnie koronawirus w szpitalach jest źle leczony. Czasem przyjmowanie węgla co kilka godzin przyniosłoby lepsze rezultaty niż respirator...
      Pozdrawiam,
      Marai

      Usuń

Publikowanie komentarza