Przejdź do głównej zawartości

T4 Ryba jako źródło toksyn

W tej publikacji prawdopodobnie narażę się na Twoją dezaprobatę co do treści w niej zawartych, ale ufam że Twój umysł jest na tyle otwarty aby móc choć ze spokojem przeczytać wiadomości tu zawarte. Jak zawsze w przypadku tego typu artykułów podkreślam, że nie namawiam Cię do bycia stuprocentowym weganem, wręcz przeciwnie. Chcę tylko abyś uwzględnił nowe informacje w swojej codziennej diecie. Moim celem jest wpłynięcie na Twój talerz w taki sposób aby warzywa i owoce były na jego większej części, a produkty odzwierzęce rzadszym dodatkiem. W tym artykule poruszymy temat „zdrowej” rybki, której konsumpcja jest tak mocno propagowana przez nasze media. Dla mnie osobiście dobrym wyznacznikiem tego co powinniśmy jeść jest umiejętność zdobycia danego produktu bez dodatkowych narzędzi. W związku z tym jeśli natura chciałaby abyśmy my jako gatunek lądowy jedli ryby, to nie robiłaby sobie z nas takich żartów i dała jakieś narzędzia w naszym ciele. Próbowałeś kiedyś złowić rybę bez wędki czy sieci rybackich? Jest to bynajmniej na tyle trudne, że nawet gdybyś poświęcał na to całe dnie, to ryba nie gościłaby na Twoim stole za często. W artykule o ludziach roślinożercach starałem się ukazać nasz gatunek jako pierwotnie nieprzystosowany do jedzenia mięsa. W tej publikacji poza zagrożeniami jedzenia żywności nieprzewidzianej dla nas opowiem przede wszystkim o toksynach zawartych w „zdrowych” rybkach. Mimo charakteru artykułu negującego wartości ryb, postaram się wpleść kilka wskazówek dla osób chcących jednak uwzględnić rybę w swojej diecie.

Ryba jako produkt zwierzęcy zawiera bardzo dużą ilość białka zwierzęcego, które zapycha nasze tętnicę, powoduje raka i jest doskonałą pożywką dla pasożytów zamieszkujących nasze jelita. Zagrożenia płynące z nadmiernej konsumpcji białka zwierzęcego zawarłem w artykule tematycznym, a teraz tylko dodam, że białko zwierzęce zalegające w naszym jelicie grubym jest przyczyną powstawania metanu. Jest to o tyle znaczące, że przez to poważnie zmniejsza się przyswajalności witamin produkowanych przez dobroczynne bakterie jelitowe. Czyli nie dość, że jedząc produkty zwierzęce z natury rzeczy jemy mniej warzyw i owoców zawierających witaminy, to jeszcze doprowadzamy do mniejszej ich produkcji przez sam organizm. Jednak w tym artykule nie będziemy się skupiać na skoagulowanym, czyli ściętym czy ugotowanym białku zwierzęcym, którego strawienie jest ogromnym wyzwaniem, tylko skupimy się na dodatkowych bonusach jakie dają nam ryby, czyli toksynach. 

Wszystkie ryby morskie są skażone dużą ilością rtęci i innych metali ciężkich. Człowiek w ostatnich dziesięcioleciach dzięki swojej działalności wpuścił do morza (i robi to każdego dnia) ogromne ilości rtęci i innych metali ciężkich, a ponadto dioksyn, dieldrynów, toksafenów, pestycydów itp. Wody znajdujące się na naszej planecie oczyszczają się z tego brudu za pomocą glonów, które to właśnie między innymi pochłaniają metale ciężkie. Stąd zaczyna się cały łańcuch wzrostu toksyczności. 

Małe zwierzęta (zooplankton) jedzą glony zawierające wspomnienie metale ciężkie. One są jedzone przez małe rybki, które z kolei są pokarmem dla większych ryb. W takim łańcuszku każde kolejne zwierzątko jest coraz bardziej toksyczne i zawiera coraz więcej metali ciężkich. Na pewno słyszałeś o dużej zawartości rtęci w tuńczyku. Tuńczyk jest dużą rybą dlatego zdążył w swoim życiu zgromadzić spore ilości metali ciężkich. Jednak problem nie dotyczy tylko tuńczyka, ale wszystkich ryb zamieszkujących morza i oceany. Zasada jest prosta – im większa ryba, tym więcej ma w sobie metali ciężkich. W związku z tym chcąc zminimalizować ilość toksyn w rybie powinniśmy wybierać osobniki małe i żyjące stosunkowo krótko. Jednak nawet one są skażone i nie rozwiązuje to problemu białka zwierzęcego. 

Jedzenie ryb z naszego Morza Bałtyckiego wydaje się już absolutnym szaleństwem. W czasie licznych wojen prowadzonych na naszym morzu znalazła się w nim ogromna ilość odpadów toksycznych, amunicji, statków, samolotów i Bóg wie co tam jeszcze. To co Rosjanie wlali do morza tylko po II wojnie światowej jest okrutną zagadką. Starsze osoby może nawet pamiętają, jak żołnierze radzieccy zlewali ropę z czołgów, aby móc potwierdzić aktywność bojową swoim przełożonym. Zresztą wystarczy odwiedzić tereny Stoczni Gdańskiej aby móc sobie wyobrazić zatruwanie naszego morza przez ostatnie lata. Także rolnictwo, a w tym masowa produkcja wieprzowiny w naszym kraju mocno zatruwa wody Bałtyku. Na tym tle szczególnie nie polecam naszej, „dobrej” flądry. Mój tata będąc na terenach Rafinerii Gdańskiej wśród czarnej od ropy wody widział tylko jedne zwierzątka, którym się udawało przeżyć w tym bagnie - to właśnie były flądry. Ich toksyczność jest dla Ciebie szczególnie niebezpieczna. 

Zwróć uwagę, że ja mówię tylko o rzeczach dla nas widocznych, a ile niebezpiecznych odpadów znalazło się w Bałtyku to chyba nawet sam obecny władca Rosji nie ma pojęcia. Morze Bałtyckie jest o tyle problematyczne, że wody w nim się znajdujące nie są dobrze filtrowane przez oceany, a temperatura wody jest dość niska, więc biodegradacja toksyn zachodzi bardzo powoli. Ponieważ zatruwanie Bałtyku wciąż trwa, to ilość toksyn w nim zawarta wzrasta każdego dnia. Dlatego nie polecam ryb morskich, w tym szczególnie ryb z naszego polskiego Bałtyku. 

Gdybym jednak miał wybierać zastanowiłbym się nad śledziem atlantyckim, szczególnie w wersji surowej czyli z popularnej solanki. Oczywiście wymoczyłbym go odpowiednio długo aby pozbyć się dużej ilości zawartej w nim soli i jadł go bez gotowania czy podgrzewania, czyli na zimno. Stosowałbym także naszą pierwszą zasadę żywieniową, czyli nie łączyłbym go w jednym posiłku z produktami węglowodanowymi (np. ziemniaki, ryż, kasze, makaron). Szczególnie nie polecam ryb importowanych z Wietnamu czy z Chin (panga, tilapia, mintaj, sola). W badaniach te ryby miały znacznie przekroczone normy zawartości ołowiu, rtęci czy kadmu. 

Dobrze przeczytałeś słowo „normy”. Wszyscy wiedzą, że ryby mają w sobie metale ciężkie więc określono dopuszczalne wartości. Pozostaje pytanie czy ryba znajdująca się na Twoim talerzu akurat została przebadana ale odpowiedź brzmi – raczej nie. Nawet jeśli ktoś by ją przebadał, to i tak ma w sobie metale ciężkie w stężeniu dopuszczalnym. Mnie jednak nie przekonuje jedzenie ołowiu, rtęci, kadmu w jakiejkolwiek ilości, nawet jeśli „naukowcy” stwierdzili, że to bezpieczne (bezpieczne na dzisiaj - normy mają to do siebie, że się zmieniają i dostosowują do obecnego świata).




Ryb hodowlanych niestety także nie można uznać za bezpieczne. W swoich poszukiwaniach natknąłem się na wiele badań potwierdzających ich wysoką toksyczność, często nawet większą od ryb dzikich. Za toksyczność ryb hodowlanych obarcza się mączkę rybną służącą jako pokarm. Poza tym jedząc ryby hodowlane narażamy się na konsumpcję różnych dodatków stosowanych przez producentów oraz antybiotyków, pestycydów, polichlorowanych bifenyli, dioksyn, dl-PCB i wielu innych. Ponadto na przykład pstrąg hodowlany w badaniach miał podobne stężenie rtęci co ryby Bałtyckie. Możliwe, że słyszałeś o opiniach mówiących, że kobiety w ciąży nie powinny jeść łososia czy innych ryb hodowlanych ze względu na toksyny zawarte w paszy stosowanej przez producentów, a które mogą uszkodzić mózg płodu. Tutaj na marginesie dam Ci dodatkową wskazówkę – wszystko co szkodzi kobietom w ciąży szkodzi także i Tobie, nawet jeśli akurat nie jesteś w ciąży. Dziś wiele krajów w ogóle zaleca, aby kobiety w ciąży nie jadły żadnych ryb.

Naukowcy przeprowadzający badania odnośnie toksyczności łososia hodowlanego alarmowali, że nie należy go jadać częściej niż raz w miesiącu. Produkcja łososia i innych ryb wręcz wymaga od producentów stosowania słabej jakości paszy. Dziki łosoś potrafi zjeść w ciągu dnia ilość pożywienia dziesięciokrotnie większą od masy jego ciała. W związku z tym producenci powinny dostarczyć dla swoich hodowlanych łososi około 10 kilogramów ryb (sardynek, makreli itp.) na każdy kilogram ich masy ciała. Sam widzisz, że takie postępowanie byłoby co najmniej nieopłacalne. Dlatego producenci są niejako zmuszeni do używania słabej jakości paszy dla swoich ryb, a to przekłada się na gorszą jakość ich produktów (choć ciężko mi się piszę słowo "produkt" określające żywą istotę).

W tym miejscu chciałem polecić Ci dzikie ryby jeziorne z dobrego źródła, jako ewentualny rzadki dodatek do Twojej diety. Jednak natknąłem się na badania, w których wiele popularnych ryb jeziornych także miało wysokie zawartości metali ciężkich (to między innymi ryba maślana, okoń, węgorz, płoć). W związku z tym boje się, że niektóre ryby nie figurują jako zawierające dużo toksyn tylko ze względu na brak odpowiednich badań lub ich skuteczne ukrywanie. Ponadto z wodami lądowymi wiążę się problem zatruwania ich przez nasze współczesne rolnictwo. Wszystkie chemikalia stosowane przez rolników zanieczyszczają wody gruntowe, a co za tym idzie także rzeki i jeziora. Dlatego jeśli masz możliwość to staraj się wybierać ryby z jezior znajdujących się daleko od pól uprawnych, choć i tak nie powinny one u Ciebie gościć za często.

Z ryb morskich poza śledziem pochodzącym z wód oceanicznych ewentualnie zastanowiłbym się nad sardynkami. Jednak w naszym kraju najczęściej są zapakowane w metalowe puszki, a wszystko co jest zapakowane w metalowym (w tym szczególnie aluminiowym) opakowaniu z natury odpada. Aluminium łatwo przechodzi do pożywienia (do piwa też). Dlatego warto się zastanowić nad rezygnacją z folii aluminiowej, która często jest przez nas preferowana przy okazji np. ryby z grilla czy jako opakowanie naszej kanapki. 

Szczególnie nie polecam tuńczyka, makreli, halibuta, sandacza, szczupaka jako ryb zawierających największe stężenie metali ciężkich. Chcąc uwzględnić w swojej diecie rybę, to proszę wybieraj małe gatunki i młode ryby. Jednak jeśli jesz ryby ze względu na zawarte w nich dobroczynne kwasy tłuszczowe Omega 3, 6 i 9 to muszę Cię rozczarować. Kwasy Omega 3, 6 i 9 tracą swoje dobroczynne właściwości podczas procesu podgrzewania. W związku z tym ludzie jedzący ugotowaną, smażoną, wędzoną czy upieczoną rybę ze względu na zbawienne tłuszcze są po prostu oszukiwani! Poprzez obróbkę termiczną kwasy tłuszczowe Omega utleniają się co powoduje ich uszkodzenie, a jako takie są dla nas szkodliwe. Poza tym utlenianie kwasów tłuszczowych jest jak założenie fabryki wolnych rodników na naszej patelni, które dodatkowo zaatakują nasz organizm. 

Stąd wcześniej poleciłem Ci śledzia w wersji surowej, jeśli mimo wszystko chcesz czasem zjeść „zdrową” rybkę. Jednak i tym razem muszę Cię rozczarować ponieważ w rybach tak naprawdę kwasy tłuszczowe Omega 3 są w wersji pochodnej, a nie w wersji pierwotnej a taka wersja dla naszego ciała jest zdecydowanie mniej użyteczna (na marginesie także wszystkie suplementy diety Omega 3 wytwarzane na bazie oleju z ryb mają w sobie wersję pochodną, a sam sposób ich produkcji pozostawia wiele do życzenia). Więcej o kwasach tłuszczowych możesz przeczytać w artykule D7

Gdybyś jednak chciał zapewnić swojemu ciału odpowiednią podaż kwasów tłuszczowych Omega to polecam przede wszystkim olej lniany (ogólnie siemię lniane), ale także ziarna konopi, gorczycę, orzechy włoskie. Jednak tutaj także nie należy ich podgrzewać, więc ewentualnie olejem polewamy gotowane warzywa już na talerzu bądź nasiona czy orzechy spożywamy na surowo. Wracając do ryb proszę Cię także o unikanie wszystkich ryb wędzonych. Wędzenie ryb dodatkowo wzbogaca naszą mieszankę toksyn w nich zawartych o rakotwórcze węglowodory i inne szkodliwe związki pochodzące z dymu wędzarniczego.

Dochodząc do końca naszych rozważań dotyczących ryb warto zastanowić się nad ich dużą toksycznością. Metale ciężkie zawarte w rybach są o tyle problematyczne, że ich wydalanie za pomocą naszych różnych środków oczyszczających będzie dość trudne i zajmie nam wiele czasu. Dlatego jeśli jesz ryby to polecam Ci jedzenie jednocześnie (nie musi być w tym samym posiłku) chlorelli (taki glon), która z kolei potrafi usuwać metale ciężkie z naszego organizmu. Choć w mojej ocenie nie warto przesadzać z jedzeniem tego produktu ale o tym jeszcze napiszę w osobnej publikacji. Poza tym ogólnie wodorosty mają właściwości pozwalające usuwać metale ciężkie z naszego ciała. Stąd jak dla mnie sushi, gdzie jemy wodorosty razem z surową rybą jest prawie idealne. "Prawie" ponieważ nie do końca pasuje mi tam ryż, który jako węglowodan utrudni trawienie białka zwierzęcego zawartego w rybie. Jednak surowa ryba będzie dla naszego ciała zdecydowanie lepsze niż usmażona na "śmierć".

Pisząc ten artykuł nie chciałem zrazić Cię całkowicie do ryb. Jeśli chcesz uwzględnić w swojej diecie jakiś produkt zwierzęcy, to mimo wszystko ryby obok jajek i masła wydają się najlepsze, choć raczej jedzmy je dość sporadycznie. Jedzenie jakichkolwiek martwych zwierząt łączy się z dużą toksycznością. W tym artykule nie wspomniałem nic o chorobach jakie mają ryby, pasożytach zamieszkujących ich wnętrzności czy gniciu jakie zachodzi w ich organizmach zanim tafią one na nasz stół (w każdym martwym organizmie zachodzi proces rozkładu od momentu jego śmierci, a my ludzie często jemy zwłoki innych zwierząt mające kilka dni i więcej). A przecież to wszystko także trzeba mieć na względzie wkładając do pieca „zdrową” rybkę. Jednak analizując biografię osób długowiecznych, czyli żyjących ponad sto lat w dobrym zdrowiu można zauważyć, że ich dieta opiera się na naturalnych produktach roślinnych oraz zjedzeniu od święta niewielkiej porcji ryby. Szczególnie zwracam uwagę na termin „od święta” bo czasem można mieć wrażenie, że święta są w naszej kuchni każdego dnia. W związku z tym jedząc cały rok świeże produkty roślinne można pozwolić sobie na zjedzenie karpia na Święta Bożego Narodzenia czy śledzia na Święta Wielkanocne i może nawet jeszcze kilka razy w roku bez większych szkód dla naszego ciała. Choć ja dalej uważam nas za roślinożerców (a już na pewno nie padlinożerców…)

      Zapraszam do obejrzenia filmu o hodowli ryb znajdującego się w mojej liście filmów wartych obejrzenia pod numerem 21 o tytule Cała prawda o rybach. Film osobiście obejrzałem już po napisaniu tego artykułu ale myślę, że będzie on ciekawym uzupełnieniem.

W sieci kłamstw największy odsetek stanowią tak zwane grube ryby

Komentarze

  1. Bardzo dobry artykuł !! Jestem tego samego zdania, i śmieszą mnie ludzie którzy tak chwalą ryby i opowiadają jakie to one są ZDROWE, nie wiedzą tak naprawdę co jedzą i nazywają się wegetarianami choć prawdziwy wegetarianin NIE JE RYB .

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle Marianie mega treściwy artykuł :-) Mama Wiola

    OdpowiedzUsuń
  3. Wartościowy artykuł - do podobnych wniosków doszedłem po lekturze książki Zięby - skoro omegi są tak nietrwałe a ich obróbka cieplna jest dla nich zabójcza to polecanie ryb jako źródła dobrych tłuszczów jest nieporozumieniem, chyba, że zjada się je na surowo - sushi czy - jak piszesz - śledź. W tym rozważaniach pomijam aspekt zanieczyszczenia ryb - zarówno hodowlanych jak i morskich. Pozostają ryby słodkowodne dziko żyjące.
    U nas w domu ryby w zasadzie już zniknęły z codziennego menu :/

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak... coraz wiecej produktów odpada..;. ale przecież dieta całkowicie roślinna, pozbawiona białek zwierzęcych także jest obarczona ryzykiem toksyczności. Te wszystkie buraki, selery, marchewki, pietruszki, brokuły rodem z Hiszpanii. Sałata, pomidory - ja na przykład nie mam własnego ogródka - wiesz jak ona chłoną rtęc ołow i kadm??? Niestety w dzisiejszym świecie toksyny są wszedzie. A rybka czasem urozmaica nasz stół. Ale wezme sobie do serca sprawe sledzia, fladry, aluminium i sardynek.
    Pozdrawiam,
    Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tylko informuje, a decyzje co jeść pozostawiam Tobie:) Ja nie nawołuje do diety wegańskiej ale aby zdawać sobie sprawę jak ten świat dziś je poukładany i jakich w tym przypadku ryb lepiej unikać. Natomiast jeśli chodzi o metale ciężkie, to tak jak napisałem proponuje aby ca jakiś czas jeść trochę wodorostów, w tym przede wszystkich chlorelle która dość skutecznie usuwa metale ciężkie z organizmu.
      A jeśli chodzi o warzywa, to ja akurat preferuje małe gospodarstwa ekologiczne, choć niestety zimą sam czasem korzystam z warzyw pochodzących z Włoch (co prawda są to warzywa bio ale dalej nie mam do nich jakiegoś specjalnego przekonania). Nie jest to rozwiązanie idealne, no ale jakoś trzeba sobie radzić;)
      A śledzia to akurat jeśli jemy ryby to polecam:)
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
  5. Bardzo dziekuję. Za te wszystkie cenne informacje i ogólnie zdrowe podejcie :-)
    A ta chlorella to jaka? W tabletkach?
    Pozdrowienia, Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsza jest chyba sproszkowana. Ja piję ją mieszając z wodą. Taki zielony napój (dodaje tam też macę, ostropest, pyłek pszczeli). Nie pije tego codziennie tylko co jakiś czas. No ale ja nie jem ryb;)
      Ale jeśli smakowo nie przejdzie ona przez usta, to w ostateczności może być w formie tabletek, ale takich które są w 100% z chlorelli...
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
  6. Bardzo dziękuję, poszukam.

    OdpowiedzUsuń
  7. dzień dobry ,od dawna już zażywam chlorelle ,ale trochę się martwię w końcu to glon, czy asorbuje zanieczyszczenia z wody...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc mam podobne obawy. Jednak ogólnie glony bardzo dobrze oczyszczają nasze ciała i to nie tylko z metali ciężkich ale też z innych toksyn. Na przykład Kelp jest pomocny w przypadku zbyt dużego przerostu grzybów w ciele. Najbardziej martwią mnie nawet nie same zanieczyszczenia, ale skutki wybuchu elektrowni atomowej w Japonii, skąd do mórz i oceanów cały czas przeciekają radioaktywne cząstki. No, ale taki mam świat, że gdzie się nie ruszymy czyhają się jakieś zagrożenia. Mimo wszystko osobiście jem wodorosty...
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
  8. Dziękuję Panie Marianie. Wspaniały artykuł. Czasem sam zapach ryb odrzuca od ich spożywania, więc może i w ten sposób natura chce nas od tego odwieść. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem możliwe:) Choć proszę pamiętaj, że ja nie namawiam do całkowitego porzucenia jedzenia ryb, tylko do ich świadomego konsumowania:)
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

O2 Lewatywa z Kawy

W temacie dlaczego czyścimy jelito starałem się opisać jak ważne jest posiadanie czystego jelita. W tym poście zaprezentuję jeden ze sposobów jego oczyszczania za pomocą lewatywy z kawy. W innych publikacjach już wspominałem, że lewatywa z kawy była jednym z kluczowych elementów mojej terapii przy nowotworze i uważam ją za jeden z najłatwiejszych i najskuteczniejszych sposobów oczyszczenia jelita grubego, wątroby oraz krwi z nagromadzonych toksyn. Oczywiście nie jest to jedyny sposób oczyszczania ciała i kiedy się wie jak, to można spokojnie oczyścić organizm bez wykonywania lewatywy. Jednak zazwyczaj jest to najprostszy sposób na rozpoczęcie nowej zabawy z uzdrawianiem swojego ciała. Na początek proponuję zadać pytanie - Jak to działa?

Kryzys ozdrowieńczy

Podejmując trud oczyszczania naszego organizmu w pewnych momentach nasze samopoczucie może ulec pogorszeniu. Tworząc odpowiednie warunki dla organizmu służące pozbywaniu się zgromadzonych przez lata toksyn, narażamy się na chwile kryzysowe, które nazywamy kryzysami ozdrowieńczymi, oczyszczającymi (choć to dwa różne kryzysy). Mianowicie w czasie zmiany drogi z rozwoju zanieczyszczeń i chorób na ich redukcję, w naszej krwi zaczynają krążyć duże ilości toksyn pochodzące z tkanek naszego organizmu. W początkach oczyszczania nasz układ wydalniczy może nie być w stanie na czas usuwać wszystkich gromadzących się toksyn i objawi się to naszym kryzysem ozdrowieńczym, czyli np. bólem głowy, nudnościami, gorączką itp. Jeśli w tym momencie źle zinterpretujemy nasze objawy i zahamujemy cały proces, to nasze wysiłki pójdą na marne. Wstrzymując dietę lub biorąc leki przepisane na dane objawy cały proces uzdrawiający może zostać przerwany. Pisząc artykuły na tej stronie staram się tak dopisywać kolej…

O5 Zabieg płukania wątroby

W artykule zaczynającym się na literę O4 starałem się ukazać potrzebę usunięcia kamieni z naszej wątroby. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, to proszę zrób to przed przeczytaniem tej publikacji. Dzisiaj postaram się w czytelny sposób opisać jedną z metod oczyszczania wątroby. Poniższa procedura jest znana ludzkości od tysięcy lat z różnymi modyfikacjami w zależności od miejsc jej wykonywania na naszej planecie. Ja skupiłem się na starożytnej metodzie lekko ulepszonej przez Andreasa Moritza. Wydaje mi się, że zaproponowana metoda jest najbardziej efektywna przy jednoczesnym najmniejszym ewentualnym złym samopoczuciu. Możliwe, że znasz lub poznasz inne metody, ale wszystkie oparte na wypiciu dużej ilości oleju roślinnego mają podobne działanie. Samo płukanie wątroby zajmie nam jeden wieczór, ale trzeba się do niego przygotowywać przez 6 dni. Warto także zaplanować wolny dzień po płukaniu wątroby, więc samą procedurę najczęściej przeprowadza się w weekend. Ze swojej strony zaznaczam…