Przejdź do głównej zawartości

T5 Toksyczna słodycz spotykana w różnych produktach

Bojąc się, że nie przeczytasz całej tej publikacji ze względu na odczucie, że ten temat Cię nie dotyczy rozpocznę od tego, że jeden z najbardziej niebezpiecznych produktów jakim jest aspartam znajdziesz w dietetycznych napojach (także tych najpopularniejszych), w tysiącach produktów typu light oraz w zwykłych (w tym płatki śniadaniowe, dżemy oraz cały przekrój żywności), w witaminach czy w najbardziej popularnej gumie do żucia. Z kolei inną toksyczną substancję jaką jest sacharyna znajdziemy w paszach dla zwierząt więc pośrednio możemy ją skonsumować za pomocą schabowego na naszym talerzu. Dlatego zachęcam Cię do zapoznania się z tym artykułem nawet jeśli sam nie używasz sztucznych słodzików. Może uchronisz przed nimi swojego sąsiada pijącego dietetyczną Colę w celu zrzucenia zbędnych kilogramów, co jak będę starał się pokazać może być zabójcze dla jego zdrowia. Dziś nie będę pisał o białym cukrze, którego szkodliwość jest powszechnie znana, ale skupię się na toksycznych słodzikach typu aspartam, sacharyna, sukraloza. Opiszę te trzy, ponieważ są one najczęściej stosowane, ale co jakiś czas wychodzi nowy produkt, u którego prędzej czy później udowadnia się jego toksyczność. Najtrudniejsze w ocenie czy produkt przez nas kupowany przypadkiem nie zawiera tych słodkich trucizn jest to, że są one dziwnie nazywane lub mają ładnie brzmiące nazwy marketingowe. Podobnie jak w przypadku soi wiele produktów na rynku zawiera sztuczne słodziki bez wyraźnego określenia ich w składzie (polecam lekturę etykiety gumy do żucia). Dlatego warto dobrze się zastanowić kupując produkt z nazwami nieprzypominającymi nazwy jedzenia (w tym także wszystkie E, a konkretnie E951 – aspartam, E955 – sukraloza, E954 – sacharyna). W tej publikacji powiemy sobie o słodzikach nie tylko oszukujących Twoje ciało, ale mających wysoce toksyczne działanie.

Aspartam używany jako diabetyczny słodzik jest bardzo dobrym przykładem jak na naszej planecie wielkie lobby, a co za tym idzie wielkie pieniądze mogą wprowadzić na rynek toksyczną substancję tylko ze względu na zyski jakie może ona przynieść. Nie będę tutaj opisywał całej historii tej substancji, ponieważ nie jest moją rolą pokazywanie naszego świata w złej odsłonie. Chcę tylko zwrócić uwagę, że mimo iż wszyscy wiedzą, że aspartam jest wysoce toksyczny i jego tło wprowadzenia na rynek jest co najmniej skandaliczne, dalej jest on powszechnie używanym środkiem spożywczym. Jak masz ochotę, to dodałem film o aspartamie – pozycja nr 19. Mówię o tym dlatego, że niekoniecznie powinniśmy mieć zaufanie do substancji dopuszczonych do obiegu. Wręcz przeciwnie – wszystko co nie jest naturalne traktujmy jak substancje nie do użytku wewnętrznego (z resztą zewnętrznego także). Wracając do aspartamu warto znać jego działanie w naszym organizmie. Aspartam sam w sobie jest dość niestabilną substancją chemiczną składającą się z fenyloalaniny, kwasu asparaginowego oraz metanolu. Natomiast w naszym ciele rozkłada się na alkohol metylowy, kwas mrówkowy i inne toksyczne substancje. Kiedy zjemy jakiś produkt lub wypijemy napój zawierający aspartam, po naszym organizmie rozprowadza się jedna z jego toksyn jakim jest metanol. Metanol po dostaniu się do naszych tkanek zostaje przetworzony na formaldehyd, który z kolei w naszych komórkach wiąże się z białkami i naszym DNA. To, że formaldehyd jest odpowiedzialny za uszkodzenia DNA oraz to, że to aspartam mutuje w ten sposób komórki zostało pokazane w badaniach. Ten składnik apartamu naukowcy szczególnie wiążą z wzrostem guzów mózgu. Z kolei inny składnik aspartamu jakim jest kwas asparaginowy wpływa na wzrost zawartości tego kwasu w naszych komórkach (plus wzrost glutaminianu), co powoduje napływ dużej ilości wolnych rodników. W tym przypadku wolne rodniki także najbardziej uszkadzają komórki neuronowe. Ostatni składnik aspartamu, czyli fenyloalanina może (nie u wszystkich osób) doprowadzić do zmniejszenia poziomu serotoniny, a to będzie skutkowało problemami emocjonalnymi i depresją. Poza tym aspartam metabolizuje się w kwas mrówkowy, który zabija komórki pozostawiając martwe, puste miejscach w tankach. Badania na szczurach pokazywały, że nawet w grupie przyjmującej niewielkie ilości tego słodzika szczury umierały szybciej niż normalnie (każdy z 1500 szczurów w tym eksperymencie umarł przedwcześnie), a sekcje zwłok ukazały liczne guzy, chłoniaki, białaczkę i tym podobne zmiany w każdym zwierzęciu. Jak widać każdy ze składników aspartamu jest wysoce toksyczny więc uważam, że powinniśmy go unikać nawet w tej gumie do żucia, na temat której się tak uparłem.

Innym nienaturalnym słodzikiem jest sacharyna. Ta chemiczna substancja nie ulega procesom metabolicznym, więc podobnie jak aspartam nie ma w sobie kalorii. Porównywalnie jak w przypadku aspartamu historia wytwarzanej ze smoły węglowej sacharyny jest co najmniej zastanawiająca. Fakt, że już kiedyś była zakazana ze względu na szkodliwość, a dziś znów możemy ją spotkać w produktach spożywczych co najmniej daje do myślenia. Sacharyna jest uznana za substancję rakotwórczą i mimo braku kaloryczności można uznać ją za czynnik sprzyjający otyłości. W badaniach zwierzęta otrzymujące sacharynę wykazywały się zwiększonym apetytem, a co za tym idzie, zwiększeniem wagi. Jak myślisz czy ten fakt można wykorzystać przy produkcji mięsa? Jak najbardziej, dlatego wiele pasz dla zwierząt jest wzbogaconych sacharyną czy innym toksycznym słodzikiem. Dlatego jeśli jesz mięso jest spore prawdopodobieństwo, że pośrednio spożywasz sztuczne słodziki. Na etykiecie mięsa nie znajdziesz informacji o tych truciznach, a zresztą często sami hodowcy o tym nie wiedzą. Kto by badał pasze dla zwierząt? Ich skuteczność jest określana badając przyrost masy zwierząt, a nie jak niektórym się wydaje czy finalny produkt będzie mógł zasłużyć na miano zdrowego (co na marginesie w przypadku mięsa jest niemożliwe). Zauważyłeś, że za pomocą mięsa możemy pośrednio jeść już przynajmniej dwa potencjalnie szkodliwe produkty? Na razie mamy sztuczne słodziki oraz genetycznie modyfikowaną soję.

Kolejną ciekawą substancją dodawaną do produktów jest sukraloza. Sam proces jej pozyskiwania dużo mówi o tym produkcie. Mianowicie uzyskuje się ją poprzez chlorowanie cząsteczek cukru. Dzisiaj już wiele badań ujawniło toksyczność tej substancji i podejrzewa się ją o związek z chorobami autoimmunologicznymi. Mimo iż jest to znów substancja mająca sprzyjać odchudzaniu także może przyczynić się do otyłości. Nasz organizm taką truciznę będzie chciał za wszelką cenę odprowadzić od organów wewnętrznych, czyli będzie ją odkładał w tłuszczu na obwodzie naszego ciała. Jednak mimo tego wyrafinowanego sposobu chronienia naszego organizmu toksyny zawsze mogą zostać przekazane do krwi co może mieć bardzo negatywne skutki odbijające się na naszym zdrowiu. Ciekawe jest też to, że sukraloza została dopuszczona do rynku mimo iż badania nad tą substancją wciąż trwają. Nie będę wypisywał konkretnych schorzeń do jakich sukraloza przyczynia się u zwierząt laboratoryjnych, ale wspomnę tylko o powiększeniu wątroby czy zaniku grasicy oraz węzłów chłonnych.

Na rynku istnieją inne potencjalnie niebezpieczne słodziki. Dla mnie osobiście określenie czy dany produkt może być dla nas szkodliwy jest proste. Mianowicie wszystko co powstało w laboratorium nie ma prawa być znane naszemu organizmowi, a to znaczy, że jest dla niego toksyczne. Jak zawsze w przypadku niebezpiecznych substancji człowiek wymyślił normy określające bezpieczne poziomy ilości przyjmowania powyższych trucizn. Mnie oczywiście nie przekonuje fakt, że możemy spożywać toksyczne substancje w ilości bezpiecznej uznanej za taką przez naukowców. Ponadto łatwo obliczyć statystycznie, że dzieląc całkowitą ilość sztucznych słodzików zjadanych w naszym kraju przez ilość jego mieszkańców to wyjdzie nam, że nawet te normy są kilkukrotnie przekraczane. Pamiętając, że w statystykach ujmowane są takie osoby jak Ty i ja oraz wiele osób dbających o swojej zdrowie nie spożywających takich substancji, to statystyczny Kowalski zjada ich jeszcze więcej. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że najwięcej słodkich trucizn przyjmują osoby wymagające właśnie największej czystości organizmu, czyli diabetycy. Niestety to w ich diecie znajdziemy różnego rodzaju słodziki o różnie ładnie brzmiących nazwach oraz produkty nie zawierając cukrów ale mające w sobie jedną z powyższych lub inne przeze mnie nieopisane toksyczne substancje (lub też ich mieszanki).

W jednym z dużych badań wykazano, że kobiety regularnie spożywające sztuczne słodziki przybierają na wadze zdecydowanie więcej niż kobiety nie przyjmujące takich darów współczesności. Na marginesie – zauważyłem, że w wielu badaniach gdzie było badane przyjmowanie różnych spożywczych substancji chemicznych, osoby je przyjmujące przybierały na wadzę bardziej niż grupa kontrolna. Dla mnie osobiście jest to kolejny argument za tym, że przyjmowana chemia spożywcza jest traktowana przez nasz organizm jako trucizny, przed którymi bronimy się odkładając je w tkance tłuszczowej. Ten mechanizm chroni nasze ciała, ale też nie pozwala schudnąć osobom mającym nawet niskokaloryczne diety. Na tym tle wystarczy wziąć pierwszy lepszy słoik w sklepie spożywczym i przeczytać jego skład (jeśli oczywiście jest prawdziwy) i zastanowić się jak wiele chemii spożywa przywołany już Kowalski każdego dnia. Wracając do słodzików badacze wywnioskowali, że im więcej jesz sztucznych słodzików, tym bardziej chce Ci się jeść. Może to jest odpowiedź na pytanie czemu producenci tak chętnie je dodają do swoich produktów. Przecież w ogólnym rozrachunku im więcej jemy, tym więcej zarabiają producenci żywności. Możesz pomyśleć, że pojedynczy producent nie widziałby celowości takich działań lub mógłby je uznać za nieetyczne. Jednak przypatrując się strukturze producentów łatwo zauważyć, że tak naprawdę liczących się producentów żywności jest kilka i mitem jest rynek dużej konkurencji. Jako przykład można przywołać produkty „polskiego” Winiary należącego do Nestle, produkty firmy Pudliszki należącej do Heinza czy wody Żywiec należącej do Danone (pomijając już fakt, że właścicielami wszystkich firm są akcjonariusze co oznacza, że pozornie konkurencyjne firmy często należą do jednego właściciela). Dlatego jeśli masz nadwagę lub chcesz komuś pomóc schudnąć warto rozpocząć od eliminacji każdej sztucznej substancji zawartej w żywności.

Zauważyłeś, że Twój organizm każdego dnia próbuje zjeść podobną ilość pożywienia? Jak nie zjesz śniadania, to zazwyczaj obiad będzie bardziej obfity, a z kolei jak przegłodzisz się cały dzień, to na kolację odbijesz sobie to zdecydowanie większym posiłkiem niż w dniu kiedy wcześniej spożywałeś odpowiednie posiłki. Nasz organizm zawsze dąży do otrzymania odpowiedniej ilości energii w ciągu jednego dnia. Dlatego jeśli w danym posiłku otrzyma jej mniej (np. poprzez dodanie pozbawionych kalorii sztucznych słodzików), to w następnym będzie starał się to nadrobić. Można nawet wykorzystywać ten fakt jedząc np. kaloryczne śniadanie wiedząc, że do końca dnia nie będziemy mieli możliwości spożycia większego posiłku. Organizm dąży do równowagi kalorycznej w ciągu doby ale wydaje się, że takie działanie można rozszerzyć na cykle tygodniowe czy miesięczne. Właśnie z tego powodu wiele ścisłych diet kończy się niepowodzeniem, a wręcz efektem jojo. Tutaj działa mechanizm przetrwania, czyli nasz organizm otrzymując mniej pożywienia zmienia metabolizm na bardziej wydajny, a my dodatkowo kończymy dietę zaczynając nadrabiać większymi posiłkami niż przed dietą. To  nie ma prawa się udać.

Poza powyższymi argumentami przeciwko używaniu słodzików w jakiejkolwiek formie pozostał nam jeszcze temat oszukiwania ciała. Nasz zmysł smaku jest niczym innym jak czujnikiem służącym organizmowi do wykrycia jakie substancje są zawarte w pożywieniu, a co za tym idzie jego odpowiednie przygotowanie się do ich obróbki. Słodki smak informuje organizm o cukrach zawartych w pożywieniu, więc jest to sygnał dla mózgu aby pobudził trzustkę do wydzielenia insuliny, która zostanie wykorzystana do metabolizmu cukrów (transport cukru z krwi do komórki). Kiedy jemy sztuczne słodziki tak naprawdę oszukujemy organizm, który przygotował się na dopływ cukrów, a których mu nie dostarczyliśmy. Regularne wprowadzanie w błąd organizmu może być przyczyną wielu chorób, w tym między innymi cukrzycy typu 1, kiedy to ciągle oszukiwana trzustka po prostu może odmówić współpracy. Poza tym już w etapie jedzenia żywności słodkiej (czy picia słodkich napojów) trzustka wydzieliła insulinę do krwi i jeśli w tym czasie nie dostarczymy organizmowi cukrów poprzez zastosowanie słodzików, to poziom cukrów we krwi znacznie spadnie w porównaniu do okresu przed posiłkiem. To będzie skutkować naszym odczuciem wilczego głodu i zachcianką kalorycznej żywności. Moim zdaniem permanentny stan utrzymywania niskiej wartości cukrów we krwi spowodowany np. przez stosowanie słodzików będzie prowadził do naszego rozdrażnienia, zmęczenia i w dalszej perspektywie do depresji. Poza tym warto zastanowić się czy przyjmowanie sztucznych słodzików nie prowadzi do tak wyrachowanego oszukiwania naszego mózgu, że odczucie słodkości nie pozwala mu na uwalanie zapasów glukozy nawet wtedy kiedy faktycznie są potrzebne. Po co uwalniać zapasy skoro przed chwilą zastał zjedzony słodki posiłek? Będzie to przyczynkiem do coraz gorszego naszego samopoczucia. Dlatego warto zastanowić się czy przypadkiem kupowany przez nas produkt z napisem light nie jest większym zagrożeniem niż pełnowartościowy produkt. Oczywiście nie chodzi mi o wybór pomiędzy dietetyczną, a prawdziwą colą (choć ja nie wypiję żadnej z nich, to od dietetycznej trzymałbym się jak najdalej). Mimo obiegowej opinii, że żywność light może być zdrowsza dziś sobie pokazaliśmy, że niekoniecznie. Poza tym nie powiedzieliśmy sobie o takich rzeczach jak terminy przydatności do spożycia sztucznych słodzików, które często wynoszą tylko kilka miesięcy co przy rocznym lub dwuletnim terminem ważności niektórych produktów je zawierających wydaje się co najmniej dziwne.

Podsumowując, każda żywność odbiegająca mocno od naturalnego stanu będzie dla nas szkodliwa, a mówiąc o żywności powstającej w laboratorium możemy być tego pewni. Oszukiwanie własnego ciała za pomocą słodzików jest jak gra w ruletkę tylko, że tutaj możemy być pewni prędzej czy później wygranej, w tym przypadku choroby. Wiem, że wiele osób ma w swojej rodzinie osobę chorą na cukrzycę, która mimo swojej choroby nie chce zrezygnować ze słodkości tego świata i za pomocą sztucznych chemikaliów próbuje obejść swoją chorobę. Proszę Cię o zwrócenie jej uwagi na potencjalne zagrożenia z powodu takiego zachowania. Osoba chora na cukrzycę szczególnie potrzebuje naturalnej żywności roślinnej i każde odejście od natury mocniej odczuje na swoim zdrowiu.

Nie każda słodycz jest słodyczą dla Twojego ciała 

Komentarze

  1. Przez czysty przypadek trafilam tutaj dzisiaj i przepadlam ...ale wierze,ze to co najlepsze w naszym zyciu zjawia sie "przypadkiem" i tak odczytuje dzisiejszy pobyt tutaj :) ! Jestem zachwycona, oszolomiona i troche przerazona ...jakby nie patrzec kazde odczucie jest tutaj na miejscu ;) . Mam jedno pytanie , wlasciwie to wiele pytan ale dzisiaj pozwole sobie na to jedno: stevia ???? Wiem oczywiscie,ze jest milion stevii ale juz nauczylam sie szukac i kupuje ta gdzie w skaldzie nie ma kilkunastu pozycji ;) a co najwyzej 2 ;) ..jednak nie zmienia to fatku...czy ona jest lepsza niz cukier? Bo do opisanych slodzikow nawet nie ma co porownywac, tz mam taka nadzieje. Z gory dziekuje za chocby male spostrzezenia na ten temat i pozdrawiam z daleka ;) Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Cię bardzo serdecznie tutaj:)
      Jeśli chodzi o słodziki, które możemy stosować to na pewno napiszę kiedyś o tym artykuł. Ogólnie Stewia jest "prawie" bardzo dobra. Najlepsza jest taka nieprzetworzona, czyli w formie suszonej rośliny. Mam taką w sklepie i bardziej przypomina zioła niż cukier czy biały proszek. Jednak osobiście nie używałbym jej jeśli jest ona w formie białego proszku. Proces produkcji stewi w takiej formie jest bardzo toksyczny. Napisałem wcześniej słowo "prawie" wiec szybko wyjaśniam czemu. Stewia nie ma w sobie kalorii a słodki smak. Wiec istnieje ryzyko oszukiwania organizmu, który szykuje się na cukry a tu... nic. Więc stosuj stewie w pokarmach, które mają jakie kalorie. Słodzenie herbaty stewią w moim odczuciu może zbyt mocno obciążać trzustkę i nawet przyczynić się do cukrzycy (nie oszukujmy swego ciała, słodki smak równa się pokarm). Jednak w pokarmach jako suszona roślina stewia ja najbardziej:)
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
    2. Witam serdecznie i strasznie dziekuje za tak szybka odpowiedz !!! Dzisiaj juz nie anonimowo doczytuje dalej ... Tak myslalm ze pewnie cos w tym bedzie bo chyba gdzies podswiadomie wiedzialam,ze bezkane uzywanie stewii czyms moze grozic :( ... Najlepiej byloby chyba zrezygnowac ze slodzenia , oj tak, to by bylo cos tylko jak tego dokonac ;) ??? Twoj blog zdecydownaie sklania mnie do podjecia zdecydowanych "krokow we wlasciwym kierunku" :) ... Niby staram sie odzywiac zdrowo, unikac konserwantow, przetworzonej zywnosci, pic tylko wode ale czym wiecej czytam tym widze ile jeszcze przede mna :( tym bardziej,ze od 15 lat choruje na wrzodziejace zapalenie jelita grubego :( ... Jeszcze raz bardzooo dziekuje za szybka odpowiedz i motywacje :) !!!! Pozdrawiam serdecznie ze slonecznej Francji !!!

      Usuń
    3. Zazdroszczę szczególnie tego słowa "słonecznej"
      Jeśli chodzi o słodkie to wraz z wprowadzania nowych nawyków będziesz miała mniejszą ochotę na nie. Jednak czasem możemy trochę "zgrzeszyć" robiąc sobie zdrowe zamienniki słodyczy. Tutaj pomoce będą np daktyle, morwy itp. Np. możemy zmielić w blenderze suszone morele, daktyle z orzechami nerkowca, dodać trochę skórki z pomarańczy, soli i łyżkę wody. Zmiksować i uformować w kuleczki wkładając do środka jagodę goi , migdała itp. Obtoczyć w wiórki kokosowe i mamy swoje słodycze:)
      Jeśli chodzi oto ile przed Tobą to się w ogóle tym nie przejmuj. Delektuj się nową wiedzą i wprowadzaniem nowych zmian. Niech to będzie fajna przygoda i pamiętaj, że sama droga już jest celem. Ciesz się tym co już osiągnęłaś a nie martw się tym co przed Tobą. A efektem ubocznym Twoich działań będzie wyleczenie jelita grubego... (które na marginesie dziś raczej chciałoby odpocząć od słodkości...)
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
  2. Witam i mam pytanie,
    Co Pan sądzi o ksylitolu, czy to bezpieczna forma słodzenia i ewentualnie czy kraj pochodzenia ma duże znaczenie...pytam, bo kupiłam ksylitol jako zamiennik cukru pochodzący z Chin i jestem ciekawa Pana opinii.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie,
      Kiedyś napiszę osobny artykuł o naturalnych słodzikach. Osobiście nie jestem fanem ksylitolu, mimo iż mówi się o nim tak wiele dobrego. Zastanawiałaś się kiedyś jak to się dzieje, że z brzozy powstaje biały cukier łudząco podobny do tego zwykłego? Ogólnie ksylitol na pewno jest lepszy niż zwykły cukier ale nie ma co z nim przesadzać. Natomiast raczej powinniśmy kupować ksylitol fiński, oryginalny. Dziś producenci mocno oszukują nazywając "ksylitem" wiele produktów wykonanych z owoców, zamiast z brzozy. Na przykład ksylitol pochodzący z chin pewnej polskiej firmy produkującej bio żywność powstaje z kukurydzy, może nawet takiej GMO. No a to już nie ma wiele wspólnego z ksylitolem. Może warto abyś zadzwoniła do producenta Twojego ksylitolu? Ja osobiście jako słodzik używam miód lub do czegoś na ciepło syrop klonowy.
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

O2 Lewatywa z Kawy

W temacie dlaczego czyścimy jelito starałem się opisać jak ważne jest posiadanie czystego jelita. W tym poście zaprezentuję jeden ze sposobów jego oczyszczania za pomocą lewatywy z kawy. W innych publikacjach już wspominałem, że lewatywa z kawy była jednym z kluczowych elementów mojej terapii przy nowotworze i uważam ją za jeden z najłatwiejszych i najskuteczniejszych sposobów oczyszczenia jelita grubego, wątroby oraz krwi z nagromadzonych toksyn. Oczywiście nie jest to jedyny sposób oczyszczania ciała i kiedy się wie jak, to można spokojnie oczyścić organizm bez wykonywania lewatywy. Jednak zazwyczaj jest to najprostszy sposób na rozpoczęcie nowej zabawy z uzdrawianiem swojego ciała. Na początek proponuję zadać pytanie - Jak to działa?

Kryzys ozdrowieńczy

Podejmując trud oczyszczania naszego organizmu w pewnych momentach nasze samopoczucie może ulec pogorszeniu. Tworząc odpowiednie warunki dla organizmu służące pozbywaniu się zgromadzonych przez lata toksyn, narażamy się na chwile kryzysowe, które nazywamy kryzysami ozdrowieńczymi, oczyszczającymi (choć to dwa różne kryzysy). Mianowicie w czasie zmiany drogi z rozwoju zanieczyszczeń i chorób na ich redukcję, w naszej krwi zaczynają krążyć duże ilości toksyn pochodzące z tkanek naszego organizmu. W początkach oczyszczania nasz układ wydalniczy może nie być w stanie na czas usuwać wszystkich gromadzących się toksyn i objawi się to naszym kryzysem ozdrowieńczym, czyli np. bólem głowy, nudnościami, gorączką itp. Jeśli w tym momencie źle zinterpretujemy nasze objawy i zahamujemy cały proces, to nasze wysiłki pójdą na marne. Wstrzymując dietę lub biorąc leki przepisane na dane objawy cały proces uzdrawiający może zostać przerwany. Pisząc artykuły na tej stronie staram się tak dopisywać kolej…

O5 Zabieg płukania wątroby

W artykule zaczynającym się na literę O4 starałem się ukazać potrzebę usunięcia kamieni z naszej wątroby. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, to proszę zrób to przed przeczytaniem tej publikacji. Dzisiaj postaram się w czytelny sposób opisać jedną z metod oczyszczania wątroby. Poniższa procedura jest znana ludzkości od tysięcy lat z różnymi modyfikacjami w zależności od miejsc jej wykonywania na naszej planecie. Ja skupiłem się na starożytnej metodzie lekko ulepszonej przez Andreasa Moritza. Wydaje mi się, że zaproponowana metoda jest najbardziej efektywna przy jednoczesnym najmniejszym ewentualnym złym samopoczuciu. Możliwe, że znasz lub poznasz inne metody, ale wszystkie oparte na wypiciu dużej ilości oleju roślinnego mają podobne działanie. Samo płukanie wątroby zajmie nam jeden wieczór, ale trzeba się do niego przygotowywać przez 6 dni. Warto także zaplanować wolny dzień po płukaniu wątroby, więc samą procedurę najczęściej przeprowadza się w weekend. Ze swojej strony zaznaczam…