Przejdź do głównej zawartości

T10 Alkohol – czy aby na pewno na zdrowie?

           W tym artykule postaram się ukazać jak naprawdę działa alkohol na nasz organizm. Szukając odpowiedzi na pytanie czy alkohol jest szkodliwy dla zdrowia nie musimy się specjalnie wysilać, ponieważ wystarczy, że przypomnimy sobie syndrom dnia następnego popularnie nazywany „kacem” jaki występuje kiedy trochę przesadziliśmy z ilością tego trunku. Nie ma większego znaczenia czy mówimy o wódce, koniaku, piwie czy winie, ponieważ to tak naprawdę ten sam alkohol zwany etanolem, który będąc de facto cukrem bardzo szybko się wchłania do naszej krwi, praktycznie od razu po spożyciu. Dzięki temu zjawisku od razu możemy odczuć przypływ energii. Jednak w związku z tym, że taki prosty cukier nie niesie ze sobą żadnych substancji odżywczych to do jego metabolizmu nasze ciało musi zużyć własne zasoby substancji odżywczych, a więc każdy kieliszek ograbi nas z naszych własnych zasobów minerałów oraz witamin. Sam ten fakt powinien dać nam do myślenia, a przecież w ogóle jeszcze nie zaczęliśmy omawiać jakie szkody potrafi wyrządzić sam alkohol. Jednak nie jestem naiwny i wiem, że czasem nawet i Ty możesz mieć ochotę na kieliszek wina. Dlatego mimo iż omówię jakie spustoszenie niesie alkohol w naszym ciele, to w drugiej części artykułu postaram się dać wskazówki jak rozsądnie go pić i jakie czynności podjąć aby zminimalizować straty przez niego wyrządzone. Z resztą coraz częściej bliżej mi do opinii, że czasem nawet lepiej wypić kieliszek wina niż być napiętym i mocno zestresowanym. Aczkolwiek na pewno nie jest to rozwiązanie długofalowe i nie tędy droga w radzeniu sobie z własnymi emocjami. Z resztą jeśli już zacząłeś wprowadzać zmiany w swoim życiu w kierunku zdrowia to jestem pewien, że alkohol nie jest Ci już tak potrzebny jak kiedyś. Nie przydłużając może zaczniemy, ale dziś proszę bez kieliszka…

         Na początek omówmy sobie co dokładnie alkohol robi z naszym ciałem. Skupię się tylko na etanolu, ponieważ to on jest składnikiem każdego produktu z asortymentu sklepu monopolowego (jest co prawda jeszcze metanol, ale ten akurat zazwyczaj degustuje się tylko raz w życiu). Od razu musimy zdać sobie sprawę, że etanol dla naszego organizmu to nic innego jak trucizna, którą nasze ciało stara się jak najszybciej unieszkodliwić. Niestety etanol jest dość osobliwą trucizną, ponieważ kiedy nasze ciało go utlenia powstaje aldehyd octowy. On z kolei rozpoczyna całą serię reakcji chemicznych w naszym mózgu powodując nasze otępienie, przez które mimo ogromnej toksyczności etanolu sięgamy po kolejny kieliszek. Nasze ograniczone myślenie po kieliszku wynika z wpływu alkoholu na substancje znajdujące się w mózgu, takie jak serotonina, kwas gamma-aminomasłowy itp. Powoduje to spowolnienie aktywności naszych neuronów, których praca staje się dość ociężała i przez to gorzej nam logicznie myśleć, ale też dzięki temu czujemy się rozluźnieni i mówiąc kolokwialnie bardziej „wylewni”. Jednak spójrzmy na to wszystko od początku. Kiedy alkohol dostaje się do żołądka szybko zaczyna przenikać przez jego ściany dostając się do krwiobiegu, a niesiony z krwią dociera do większości tkanek w naszym ciele (a tak naprawdę już w jamie ustnej i przełyku zaczyna trafia do krwi, a czasem przy większej ilości trafia także do jelita cienkiego). Organem, który będzie starał się go unieszkodliwić jest oczywiście wątroba. Tutaj musimy zdać sobie sprawę, że wątroba jest w stanie zneutralizować bardzo niewielkie ilości alkoholu. W czasie jednej godziny dobrze pracująca wątroba jest w stanie poradzić sobie z jednym kieliszkiem wódki lub jedną lampką wina lub jednym małym piwem (zwracam uwagę na słowo „lub”). Każdy kieliszek ponad siły wątroby będzie przekształcony w złogi tłuszczowe i z biegiem czasu spowoduje powstanie lawiny kamieni wewnątrz naszej wątroby, o których pisałem w artykule O4. Poza kamieniami wewnątrz-wątrobowymi komórki wątroby ucierpią znacznie, co powszechnie wiadomo może w konsekwencji doprowadzić do zapalenia wątroby, jej marskości lub stłuszczenia. Stłuszczenie wątroby nie jest tylko skutkiem samego alkoholu. Jak wspomniałem na początku alkohol to tak naprawdę rafinowany i wysoce kwasotwórczy cukier i tak jak cukier będzie on doprowadzał właśnie do stłuszczenia wątroby. Dlatego nie trzeba pić alkoholu aby mieć stłuszczoną wątrobę, o czym czasem przekonują się młode mamy, kiedy u ich pociech jedzących nałogowo słodycze diagnozuje się właśnie stłuszczenie wątroby. Czyli ogólnie wypijanie większych ilości alkoholu źle działa na naszą wątrobę i wydaje mi się, że nie ma potrzeby wypisywanie dokładnych mechanizmów za tym stojących. Idąc dalej jak wszyscy wiemy alkohol doskonale rozpuszcza tłuszcze. Jednak już mało osób zdaje sobie sprawę, że błony komórkowe naszych komórek przede wszystkim składają się właśnie z tłuszczów (kwasów tłuszczowych). Kiedy alkohol zaczyna krążyć w naszej krwi, to błony komórkowe naszych komórek niejako także się „rozpuszczają”. Oczywiście nasz organizm nie może pozwolić sobie na rozpuszczanie błon komórkowych swoich komórek i za wszelką cenę będzie starał się je jakoś ustabilizować. Będzie to także robił za pomocą kwasów tłuszczowych. W zdrowej błonie komórkowej większość kwasów to kwasy tłuszczowe nienasycone, w tym najlepiej jak dużo z nich będzie Omega 3 (umownie nazwijmy je „roślinnymi” chociaż będąc w naszym ciele stały już się nami). Kiedy błony komórkowe się „rozpuszczają” organizm będzie starał się za wszelką cenę je ustabilizować, a najlepsze do tego będą kwasy tłuszczowe nasycone (te kwasy tłuszczowe są „stabilniejsze” i „twardsze”, a umownie nazwijmy je „zwierzęcymi”). Dlatego kiedy pijemy alkohol, to mamy ochotę na tłuste jedzenie. Piwo czy wódka zdecydowanie częściej towarzyszy człowiekowi jedzącemu golonkę niż osobie jedzącej sałatkę. Szczerze mówiąc w tym kontekście kieliszek alkoholu przy bardzo tłustym jedzeniu wydaje się usprawiedliwiony. Na marginesie powiem, że praktycznie każda znana mi osobą zaczynająca jeść zdecydowanie więcej produktów roślinnych niż zwierzęcych automatycznie zaczyna pić mniej alkoholu. Wracając do „rozpuszczanych” błon komórkowych za pomocą alkoholu niebezpieczne jest to, że kiedy pijemy więcej niż kieliszek, to rozpoczynamy cały mechanizm wbudowywania kwasów tłuszczowych „zwierzęcych” w błony komórkowe, a to będzie znacznie obniżało wydolność samej błony. Gorszym aspektem jest to, że większość z nas kiedy pije alkohol lub następnego dnia często ma ochotę na niezdrowe jedzenie, w którym roi się od nienaturalnych kwasów tłuszczowych trans (fast food, frytki, chipsy, słodycze, pizza, smażone jedzenie na olejach roślinnych itp.) . Jeśli je spożywamy to one będą wbudowywane w błony komórkowe i to one staną się częścią z nas, a budowanie naszego ciała z kwasów tłuszczach trans naprawdę nie jest najlepszym pomysłem. Skoro już powiedziałem, że jeden kieliszek przy golonce może nie być najgorszym pomysłem to jednak muszę powiedzieć też, że ogólnie alkohol drażni a w konsekwencji uszkadza śluzówkę i zaburza pracę jelit. Utrudnia to przyswajanie składników odżywczych z pokarmów, a to jeszcze dodatkowo zuboży nasze ciało w potrzebne substancje. Idąc dalej alkohol zmniejsza wydolność naszych białych krwinek powodując zmniejszenie naszej odporności, ale nie tylko jej ponieważ układ odpornościowy wykonuje zdecydowanie więcej funkcji niż tylko ochronną przed przeziębieniem. Jak już wspominałem w artykule W1 alkohol wykazuje ogromne działanie odwadniające organizm, o czym szybko sobie przypominamy dnia „następnego”. Nawet jeden dzień tak mocnego odwodnienia może przyczynić się do niekorzystnych zjawisk w naszym ciele. Do metabolizowania 250 ml wina potrzebujemy około 500 ml wody, a piwa zazwyczaj trzykrotnie więcej niż wypiliśmy. Zmniejszenie ilości dostępnej wody w komórkach, limfie i krwi poza osłabieniem ich funkcji przyczynia się do zakłóconego procesu eliminacji toksyn, co akurat w czasie spożycia alkoholu zdecydowanie nam by się przydało. 

Zalety alkoholu

Wydaje mi się, że dalsze szukanie szkodliwych efektów alkoholu jest zbędne. Poniżej opiszę jeszcze trzy najbardziej popularne trunki to jest wódkę, wino i piwo i przy tej okazji obalę jeszcze kilka niebezpiecznych mitów z nimi związanych. Jednak w tym miejscu chciałbym choć trochę powiedzieć o zaletach alkoholu. Osobiście uważam, że wiele mieszanek ziołowych opartych na alkoholu ma zdecydowanie mocniejsze działanie niż bez niego. Dzięki alkoholowi pożądane substancje z wybranych przez nas ziół dostają się od razu do krwiobiegu dzięki czemu substancje czynne zawarte w ziołach zadziałają zdecydowanie efektywniej. Czasem alkohol nawet aktywuje niektóre zioła, które w jego towarzystwie działają lepiej niż bez niego. Jednak pamiętajmy, że nalewki ziołowe i temu podobne rzeczy pijemy raczej w małych ilościach i rzadko ilość spożycia przekracza jeden kieliszek dziennie. Z drugiej strony alkohol też wpływa na układ energetyczny naszego ciała. Kiedy „energia witalna” przebiegająca w naszym ciele zostaje przyblokowana, to kieliszek wina doskonale ją rozprasza i sprawia, że czujemy się bardziej zrelaksowani. Z mojej perspektywy bardzo sporadyczne odblokowanie energii krążącej w ciele może przynieść więcej korzyści niż szkód wyrządzonych przez alkohol. Jednak od razu zwracam uwagę na słowo „sporadycznie” (np. raz na kilka tygodni) i małą ilość wypitego alkoholu (kieliszek, dwa). Długotrwałe stosowanie takiego „odblokowacza” wyrządzi ogromne szkody w naszym ciele. Ogólnie lepiej popracować nad swoim umysłem i emocjami aby nie dochodziło do blokad energetycznych niż „leczyć” objawy alkoholem. Inną niewątpliwą zaletą alkoholu, o której nie można zapominać jest jego oddziaływanie towarzyskie. Wiele imprez, urodzin czy jakichkolwiek spotkań bez alkoholu wyglądałyby zupełnie inaczej, chociaż czasem mam wątpliwości czy aby na pewno zawsze wychodzi to nam na plus. Jednak nie ma co ukrywać, że niektóre przyjaźnie, a nawet związki partnerskie potrzebują czasem kilka kropli alkoholu aby wyjaśnić wzajemne relacje. Jednak nie będę rozwijał tego wątku, ponieważ kolejne zdania mogą mnie tylko zagonić w ślepy zaułek. 

Gatunki alkoholu i ich wpływ na zdrowie

Przyjrzyjmy się teraz poszczególnym trunkom aby trochę rozjaśnić panujące wokół nich powszechne poglądy, które niekoniecznie muszą być prawdziwe. Skupię się na trzech najbardziej popularnych rozpoczynając od najmocniejszego, czyli od wódki:

·       Wódka – jest to jeden z najlepiej rozładowujących stres alkoholi, ale też jeden z najszybciej wpędzających nas w nałóg (chociaż dzisiejsze chmielowe piwo chyba jednak ją deklasuje). Dlatego nie polecam wódki stosowanej dla relaksu. Na pewno plusem wódki są jej właściwości potrafiące neutralizować niektóre mikroorganizmy. Tego aspektu często doświadczamy empirycznie, kiedy w czasie biesiadnych zabaw, na których zdarzy się skażone jedzenie nie cierpią właśnie osoby pijące tego wieczoru ten alkohol. Dlatego w przypadku problematycznej niestrawności kieliszek wódki (najlepiej z czarnym pieprzem) wydaje się uzasadniony. Jednak musimy zdawać sobie sprawę, że wódka to trunek o największym stężeniu alkoholu i to ona pita w nadmiarze zrobi największe spustoszenie w naszym ciele. Poza tym wódkę często pijemy w towarzystwie napojów, które raczej do zdrowych nie należą (jakoś drink z sokiem ze świeżo wyciśniętej marchewki furory nie robi). Dlatego wódkę powinniśmy pić naprawdę sporadycznie i w niewielkiej ilości. W moim odczuciu czasem lepiej wypić czysty kieliszek wódki popity wodą (może być z cytryną) niż wypijać ją w towarzystwie toksycznych napojów jako przysłowiowe drinki (wliczam w to także whisky z colą). Jednak przypominam, że wątroba jest w stanie zneutralizować tylko jeden kieliszek na godzinę więc nawet kiedy zamierzamy wypić większą ilość wódki, to musimy wykonywać dłuższe przerwy między kieliszkami. W czasie przerw pijmy dodatkowe ilości wody.

·         Wino – osobiście uważam, że wino jest najlepszym z możliwych wyborów odnośnie rodzaju alkoholu dla nas. Jednak pamiętajmy, że alkohol zawarty w winie jest tak samo toksyczny jak w innych trunkach. Koniec końców to ta sama substancja chemiczna czyli etanol, który robi wciąż to samo spustoszenie w naszym organizmie. W tym miejscu dobrze jest obalić jeden mit mówiący o tym, że kieliszek lub dwa wina dziennie są dobre dla naszego układu krążenia. Dzisiaj coraz więcej badań sugeruje, że jest to bardzo mylna opinia i nawet lekarze już tak chętnie nie mówią o czerwonym winie w przypadku chorób krążenia. To co ewentualnie chroni nas przed zakrzepami, miażdżycą a w konsekwencji zawałem serca, to flawonoidy, które faktycznie występują w winie. Jednak trzeba wiedzieć, że te same flawonoidy występują w większości warzyw czy owoców, a szczególnie w soku z ciemnych winogron. Wypicie szklanki soku z winogron zawiera zdecydowanie więcej flawonoidów niż czerwone wino, a przy tym nie ma żadnych skutków ubocznych. Dlatego polecanie czegoś co ogólnie ma zły wpływ na zdrowie po to aby dostarczyć do organizmu jakąś dobroczynną substancję w moim odczuciu jest nieporozumieniem. Oczywiście wino początkowo rozrzedza krew dając mylne odczucie polepszenia samopoczucia, jednak później zagęszcza ją zdecydowanie bardziej niż przed wypiciem wina. Mimo wszystko jeśli mamy ochotę na alkohol, to wino wydaje się najlepszym możliwym wyborem, ponieważ mimo toksyczności da nam choć część dobroczynnych związków z winogron, o które akurat w naszym kraju w dobrej jakości nie występują.

·         Piwo – gdyby nie jedna dziwna substancja zawarta w piwie to może mogłoby być ono postawione na równi z czerwonym winem. Tą substancją jest chmiel, o którym wiedza poza tym, że jest zawarty w piwie u większości z nas jest znikoma. Już dawno temu zauważono, że dziewczęta zbierające chmiel zaczynają miesiączkować wcześniej niż ich rówieśnice. Dzieje się tak, ponieważ chmiel jest chyba najbardziej uzbrojoną w związki estrogenowe (hormony „żeńskie”) rośliną na świecie. Stąd piwosze tracą swój testosteron, który zostaje zastąpiony estrogenami i zaczynają im rosnąć większe piersi i „ładne” brzuszki. Warto wiedzieć, że kiedyś chmiel nie był stosowany w piwie i dopiero w XVI wieku z premedytacją „wrzucono” tą roślinę do piwa, choć wielu browarników w tamtym czasie protestowało przeciw takiemu „barbarzyństwu”. Dziś już o tym nikt nie pamięta i chmiel po prostu jest częścią piwa. Jednak musimy wiedzieć, że chmiel może nawet doprowadzić do impotencji o czym często przekonują się pracownicy browarów mający bezpośredni kontakt właśnie z nim. Ogólnie spadek libido u mężczyzn najczęściej jest powiązany z konsumpcją chmielu. To właśnie chmiel odpowiada za nasze odprężenie podczas konsumpcji piwa i raczej można go postawić bliżej narkotyków niż produktów spożywczych. Poza chmielem w piwie znajdziemy też słód (zazwyczaj jęczmienny), który ogólnie jest jednym z gorszych gatunkowo cukrów zawierający substancje oddziaływające negatywnie na naszą psychikę. Muszę też obalić mit, że piwo ma dobry wpływ na nerki. Wbrew obiegowej opinii to właśnie piwo może przyczynić do powstania kamieni nerkowych. W większości browarów woda używana do produkcji piwa zawiera nieorganiczny wapń, który wraz z narastającym odwodnieniem będzie odpowiedzialny właśnie za powstawanie kamieni nerkowych. Na koniec warto też wspomnieć, że piwo butelkowane jest zdecydowanie zdrowsze niż piwo z puszki. Poza aluminium, które pijemy wraz z napojem z puszki ważną rzeczą jest zawartość drożdży piwnych, które w szklanej butelce mają szanse przeżyć. Drożdże piwne są jednym z lepszych pokarmów, a właściwie są „maszynką” do wytwarzania substancji odżywczych, w tym szczególnie witamin z grupy B, a w tym witaminy B12. Dziś jednak nie musimy pić piwa aby zapewnić sobie ich podaż do naszego ciała, ponieważ mamy „suplementy” czy napoje pro biotyczne je zawierające. Jednak warto wspomnieć, że jeśli już pijemy piwo to lepiej wybierać piwo niepasteryzowane, czyli popularnie nazywanym piwem żywym. W nim właśnie powinniśmy znaleźć korzystne dla nas drożdże piwne. Dziś coraz więcej takich piw jest dostępnych w sklepach (sam w swoim sklepie mam kilka takich), choć jednak w ogólnym rozrachunku starajmy się unikać konsumpcji piwa, nawet tego dobrze wykonanego.

            Jak pić alkohol

            Najlepiej wcale lub jak najrzadziej. Jednak mimo iż jestem optymistą to tak jak już napisałem nie jestem naiwny i trochę radości z życia się nam należy (z resztą sam mimo iż pije rzadko to nie jestem całkowitym abstynentem). Dlatego napiszę kilka prostych rad jak choć trochę złagodzić negatywny wpływ alkoholu na nasze ciało. W związku z tym, że alkohol wypłukuje z naszego ciała substancje odżywcze logiczne wydaje się ich uzupełnianie w trakcie picia, przed, a także po nim. W tym celu pomocne mogą być nam świeżo wyciśnięte soki. Z praktyki wiem, że trudno czerpać przyjemność z lampki wina kiedy za chwilę trzeba podejść do wyciskarki w celu zrobienia sobie soku. Dlatego proponuję wypicie kilku soków np. rano w dniu, kiedy będziemy spożywać alkohol oraz kilka soków w dniu następnym. Ogólnie potrzebne będą nam szczególnie witaminy z grupy „B”, witamina „C” oraz minerały. To wszystko powinno nam zapewnić kilka szklanek odżywczego soku. Choć nie jestem zwolennikiem suplementacji, to w dniu kiedy naprawdę przesadziliśmy możemy wspomóc się dodatkowymi porcjami witaminy „C” lewoskrętnej. Poza tym postarajmy się jeść odżywcze warzywa i owoce. Do sałatek możemy dodać sproszkowany ostropest aby wspomóc pracę naszej wątroby. W związku z tym, że alkohol rozpuszcza nasze błony komórkowe to szczególnie w dniu picia i w dniu następnym spożywajmy dobre jakościowo tłuszcze, w tym te zawierające kwasy tłuszczowe Omega 3 takie jak np. olej lniany. Wiem, że w dniu „kacowym” często mamy ochotę na niezdrowe jedzenie ale to właśnie w tym dniu ono powinno być na najwyższym poziomie. Nie ma być dietetyczne, ale ze świeżych składników i dobrych tłuszczów. W tym dniu możemy też zjeść jakieś pokarmy określane jako superfoody, takie jak jarmuż, nasiona konopi, jagody goi, korzeń macy, olej kokosowy itp. Kiedy pijemy alkohol starajmy się pić duże ilości wody, a jeśli mamy możliwość to możemy do niej wsypać szczyptę soli himalajskiej. Osobiście kiedy pije wino, to dolewam do niego wody. Dzięki temu wypijam mniej wina przy jednoczesnym uzupełnianiu wody, no i mogę pozwolić sobie np. na dwa kieliszki, a nie jeden (ilość wina ta sama, a jakoś dłużej się przy nim siedzi). Mimo wszystko pomiędzy spożyciem alkoholu należy wypić szklankę świeżej wody. Przed pójściem spać także odpowiednio się nawodnijmy i dzień następny także rozpocznijmy od kilku szklanek ciepłej wody, może być z dodatkiem soku z cytryny. Tak jak już wspomniałem powyżej wydaje się, że wybieranie wina jest zdecydowanie bezpieczniejszym rozwiązaniem niż inne alkohole. Nasza wątroba jest w stanie „przerobić” jeden kieliszek wódki lub wina lub małe piwo na godzinę więc jak mamy zamiar wypić większą ilość to starajmy się to robić bardzo powoli. Jednak należy pamiętać, że alkohol wzbudza niejako „ogień” w naszym ciele dlatego osoby o konstytucji Pitta powinny pić go jak najrzadziej, ponieważ u nich ten wewnętrzny „ogień” jest ciągle rozpalony. Jak na ironię to one najczęściej piją więcej niż inne typy ciała.

            Podsumowując, picie alkoholu w trakcie terapii uzdrawiających nasze ciało powinno być całkowicie wyeliminowane. Alkohol jako substancja bardzo kwaśna zakwasi nasze ciało i zagęści żółć wątrobową przyczyniając się do produkcji kamieni wewnątrz-wątrobowych, z których przecież chcemy się właśnie oczyścić. Alkohol może przyczynić się do powstania praktycznie każdej choroby w organizmie dlatego pominąłem opis jego destrukcyjnego działania na poszczególne narządy. Mimo wszystko zauważmy, że alkohol jako substancja naturalnie występująca w przyrodzie towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów. Nie tylko człowiek korzysta z niego, ale także wiele zwierząt potrafi się nim upić. Czasem można przypuszczać wręcz, że alkohol był motorem napędowym starożytnego rolnictwa, gdzie nasi przodkowie podpatrując przyrodę zauważyli dobroczynne cechy fermentacji. Należy jednak podkreślić, że w naturalnych procesach fermentacyjnych powstaje alkohol o mocy około 12%. Właśnie to 12% okazało się być górną granicą tolerancji stężenia alkoholu dla ludzkiego ciała. Dlatego właśnie polecałem, że jak już pić, to wino zamiast wódki. Poza tym póki co nikt nie wpadł na pomysł pasteryzacji wina więc obecne w nich drożdże trochę zniwelują skutki uboczne picia wina, w tym przede wszystkim utratę witamin z grupy „B”. Na koniec chciałbym podzielić się jeszcze jedną historią związaną z alkoholem. Mianowicie w jeszcze nie tak dawnych czasach kiedy kobieta nie była w stanie nakarmić swojego świeżo urodzonego dziecka, ponieważ nie mogła uwolnić pokarmu ze swoich piersi niektórzy lekarze polecali im wypicie piwa (oczywiście po kryjomu). Dzięki temu zabiegowi całe napięcie związane z porodem i nową sytuacją schodziło ze świeżo upieczonej matki i pokarm się pojawiał. Dziś byśmy powiedzieli co za lekkomyślność pić alkohol w takim stanie, ale czy lepsze jest nakarmienie dziecka pokarmem matki, która co prawda wypiła piwko czy lepiej faszerować dziecko chemikaliami, antybiotykami i innymi specyfikami? Sytuacja trudna do jednoznacznego osądu, tym bardziej dla mnie jako ogólnie przeciwnika alkoholu, ale nie można zauważyć faktu, że czasem alkohol rozładowując napięcie może przynieść jakiś pożytek…
Nawet poważny artykuł naukowy o działaniu alkoholu
 na system nerwowy zdradza zazwyczaj między wierszami,
czy autor jest abstynentem, czy też nie
                                                                   Bertrand Russlell

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O2 Lewatywa z Kawy

W temacie dlaczego czyścimy jelito starałem się opisać jak ważne jest posiadanie czystego jelita. W tym poście zaprezentuję jeden ze sposobów jego oczyszczania za pomocą lewatywy z kawy. W innych publikacjach już wspominałem, że lewatywa z kawy była jednym z kluczowych elementów mojej terapii przy nowotworze i uważam ją za jeden z najłatwiejszych i najskuteczniejszych sposobów oczyszczenia jelita grubego, wątroby oraz krwi z nagromadzonych toksyn. Oczywiście nie jest to jedyny sposób oczyszczania ciała i kiedy się wie jak, to można spokojnie oczyścić organizm bez wykonywania lewatywy. Jednak zazwyczaj jest to najprostszy sposób na rozpoczęcie nowej zabawy z uzdrawianiem swojego ciała. Na początek proponuję zadać pytanie - Jak to działa?

Kryzys ozdrowieńczy

Podejmując trud oczyszczania naszego organizmu w pewnych momentach nasze samopoczucie może ulec pogorszeniu. Tworząc odpowiednie warunki dla organizmu służące pozbywaniu się zgromadzonych przez lata toksyn, narażamy się na chwile kryzysowe, które nazywamy kryzysami ozdrowieńczymi, oczyszczającymi (choć to dwa różne kryzysy). Mianowicie w czasie zmiany drogi z rozwoju zanieczyszczeń i chorób na ich redukcję, w naszej krwi zaczynają krążyć duże ilości toksyn pochodzące z tkanek naszego organizmu. W początkach oczyszczania nasz układ wydalniczy może nie być w stanie na czas usuwać wszystkich gromadzących się toksyn i objawi się to naszym kryzysem ozdrowieńczym, czyli np. bólem głowy, nudnościami, gorączką itp. Jeśli w tym momencie źle zinterpretujemy nasze objawy i zahamujemy cały proces, to nasze wysiłki pójdą na marne. Wstrzymując dietę lub biorąc leki przepisane na dane objawy cały proces uzdrawiający może zostać przerwany. Pisząc artykuły na tej stronie staram się tak dopisywać kolej…

O5 Zabieg płukania wątroby

W artykule zaczynającym się na literę O4 starałem się ukazać potrzebę usunięcia kamieni z naszej wątroby. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, to proszę zrób to przed przeczytaniem tej publikacji. Dzisiaj postaram się w czytelny sposób opisać jedną z metod oczyszczania wątroby. Poniższa procedura jest znana ludzkości od tysięcy lat z różnymi modyfikacjami w zależności od miejsc jej wykonywania na naszej planecie. Ja skupiłem się na starożytnej metodzie lekko ulepszonej przez Andreasa Moritza. Wydaje mi się, że zaproponowana metoda jest najbardziej efektywna przy jednoczesnym najmniejszym ewentualnym złym samopoczuciu. Możliwe, że znasz lub poznasz inne metody, ale wszystkie oparte na wypiciu dużej ilości oleju roślinnego mają podobne działanie. Samo płukanie wątroby zajmie nam jeden wieczór, ale trzeba się do niego przygotowywać przez 6 dni. Warto także zaplanować wolny dzień po płukaniu wątroby, więc samą procedurę najczęściej przeprowadza się w weekend. Ze swojej strony zaznaczam…