Przejdź do głównej zawartości

T11 Kremy, farby do włosów, czyli ukryte jedzenie chemii

        Pewnie słyszałeś, że wiele kobiet używających rozmaite zdobycze cywilizacji potrafi zaabsorbować nawet ponad dwa kilogramy chemicznych substancji pochodzących z kosmetyków rocznie. Dzieje się tak, ponieważ skóra, na którą nakładamy różnego rodzaju pudry, kremy czy też farby do włosów doskonale pochłania wszystko, co się w tych specyfikach znajduje i każda substancja wsmarowana w skórę po chwili znajdzie się w naszej krwi. Z drugiej strony dzięki skórze będącej przecież największym organem ciała możemy wywnioskować jaki jest aktualny stan naszego zdrowia. Dlatego zamiast maskować objawy nieczystości w ciele manifestujące się choćby za pomocą wyprysków (ale tak naprawdę każdej choroby skóry) lepiej będzie jeśli zaczniemy działać we wnętrzu organizmu. Niestety często łatwiej nam „leczyć” czy ukrywać niedoskonałości skóry będącej odbiciem naszego wnętrza na jej powierzchni niż szukać prawdziwej przyczyny choroby. W tej publikacji napiszę trochę o toksycznych chemikaliach zawartych w kremach (także tych do opalania), farbach do włosów czy szminkach używanych przez nas czasem łącznie każdego dnia…

Nie jestem przeciwnikiem stosowania kosmetyków w celu poprawy urody czy choćby nastroju, ale aby używać ich będąc świadomym co nakładamy na swoje ciało. Aby zauważyć jak dzisiejsze kosmetyki oddaliły się od ich naturalnych poprzedników wystarczy przeczytać ich etykiety. Postaram się zbytnio nie skupiać na ich toksycznym składzie, jednak pamiętaj, że większość kosmetyków powstaje na bazie ropopochodnych substancji. Często możemy w nich spotkać toksyczne parabeny, formaldehydy, laurylowy siarczan sodu i naprawdę wiele więcej składników, których nazwy nawet ciężko przeczytać. Jak już wiesz, każda nienaturalna substancja będzie przyczyniać się do osłabienia Twojego organizmu i w czasie kiedy mamy poważniejszą dolegliwość do wyleczenia najlepsza będzie rezygnacja ze wszelkich źródeł toksyn. Jednak dobrą informacją jest to, że każdy kosmetyk może mieć swój alternatywny naturalny odpowiednik, o którym dziś też postaram się trochę napisać. A więc może zacznijmy od kremów, tak chętnie przez nas używanych.

Kremy do ciała
Specjalnie napisałem kremy do ciała mając na myśli ogólnie wszystkie kremy jakie nakładamy na skórę. Warto wiedzieć, że większość zawartych w nich toksyn nie jest rozpuszczalna siłami Natury, więc jeśli nie uda się ich organizmowi wydalić, to pozostaną z nami do końca naszych dni (i pewnie kilka lat dłużej). Najczęściej stosowane w przemyśle kosmetycznym są parabeny, które są używane w celu niedoprowadzania rozwoju bakterii w kosmetykach. Dziś już został udowodniony związek między rakiem piersi, a właśnie parabenami. Na marginesie dodam, że nawet udało się wyodrębnić tą substancje z tkanki nowotworowej, a więc taki krem zawierający parabeny powinien mieć takie same ostrzeżenie przed rakiem jak paczka papierosów. W czasie produkcji kremów ich zapach nie do końca jest ładny i raczej nie zostałby zaakceptowany przez potencjalnych klientów. Dlatego aby kremy ładnie pachniały dodaje się do nich syntetyczne aromaty. Te chemiczne zapachy będą drażnić Twój układ nerwowy i w końcu mogą go zaburzyć powodując choćby alergie. Inną toksyną na jaką powinniśmy uważać w kosmetykach jest alkohol propylowy. Jest on substancją rakotwórczą, jednak ciężko będzie nam go zidentyfikować na etykietce, ponieważ zazwyczaj kosmetyki zostają nim skażone w procesie pakowania. Dlatego jeśli mamy mocno zaburzone ciało powinniśmy używać kosmetyków naprawdę z dobrych źródeł lub wytwarzać je samemu (to już dla ambitnych). 

Warto też wiedzieć, że jeśli producent używa danego specyfiku w bardzo niewielkiej dawce (w tak zwanej „nieznacznej”), to nawet nie mamy szans na zobaczenie go na etykietce opakowania. W kremach często znajdziemy też formaldehyd, laurylowy siarczan sodu, które…, a z resztą chyba nie ma sensu o tym pisać. Po prostu każda dziwnie i nienaturalnie brzmiąca nazwa na opakowaniu prawdopodobnie będzie obca dla naszego organizmu i będzie ona potraktowana jako toksyna. Dla osób bardziej wnikliwych na końcu artykułu wymieniłem substancje zawarte w kosmetykach, które mają udowodniony niekorzystny wpływ na nasze zdrowie (od alergii, stanów zapalanych do raka). Najgorsze w kremach jest to, że wszystko co jest wchłaniane przez skórę omija metabolizm organizmu i w ogóle nie jest neutralizowane. Toksyny od razu zaczynają krążyć w naszej krwi i zatruwają tkanki naszego ciała. Tutaj wydaje się prosta zasada mówiąca, że jeżeli nie możemy jeść danego kremu, to nie powinniśmy go nakładać na skórę. Dziś całe szczęście mamy coraz większy wybór i często możemy spotkać kosmetyki bardziej zbliżone do naturalnych. Jednak trzeba pamiętać, że samo słowo bio czy ekologiczne w przypadku kremów nie może być jedynym czynnikiem jakim powinniśmy się kierować. Prawo dopuszcza, że 95% substancji zawartych w takim kremie powinno mieć naturalne pochodzenia, a co się znajdzie w pozostałych 5%, to już zależy tylko i wyłączenie od producenta. Mimo wszystko dla zdrowej osoby taki kosmetyk nie powinien zbytnio wyrządzić krzywdy. Osobiście preferuję naprawdę naturalne „kremy” zawierające tylko jedną substancję. Mianowicie najczęściej do smarowania skóry używam oleju kokosowego. Ten olej polecam szczególnie dla typu Pitta, ponieważ jeśli masz suchą skórę, to może on lekko ją dodatkowo wysuszać (najlepiej samemu sprawdzić empirycznie). W przypadku suchej skóry warto stosować choćby olej sezamowy. Z innych bardziej kosmetycznych olejów, które czasem nakładam na skórę, to olej aragonowy, olej z czarnuszki, olej z awokado, olej rycynowy, olej migdałowy czy olejek jojoba. Trochę to zabrzmiało jakbym przesadnie dbał o skórę co niekoniecznie jest prawdą, ale po prostu jak skończy mi się dany olejek, to zazwyczaj kupuje inny. 


Kremy do opalania

Odnośnie skutków stosowania kremów do opalania, a tym samym blokowania promieni słonecznych napisałem już w publikacji N2 więc nie będę się powtarzał. Ogólnie traktowanie promieni słonecznych będących źródłem życia na tej planecie jako wysoce niebezpiecznej broni Natury przeciwko nam, jeśli spojrzymy na to trochę z dystansu wydaje się co najmniej dziwne. Jednak w tej publikacji skupiamy się na toksynach, a tych w kremach do opalania akurat nie brakuje. Większość kremów do opalania zawiera takie toksyny jak oksybenzonem, awobenen oraz naprawdę duża ilość innych syntetycznych rakotwórczych chemikaliów, których nie ma sensu wymieniać, a które wchłaniane przez skórę zatruwają nasze ciało. Producent kremu może starać się nas zapewniać, że tych chemika-li skóra nie wchłania, ponieważ zostają one rozłożone przez Słońce. Jednak w tym momencie warto zadać sobie pytanie jak w takim razie się stało, że zdecydowana większość osób badana w Stanach Zjednoczonych była skażona właśnie tymi truciznami zawartymi w kremach do opalania? Gdyby było to tylko kilka procent, to można pokusić się o stwierdzenie, że używali kremy wewnętrznie zamiast zewnętrznie. No ale chyba ponad dziewięćdziesiąt procent Amerykanów nie wpadło na taki pomysł? Odpowiedź jak często to bywa jest bardzo prosta. Mianowice wszystkie chemiczne związki nasze ciało wchłania jak gąbka i nie ma większej różnicy czy je zjemy czy wetrzemy w skórę. Raczej też nie jest zbiegiem okoliczności to, że częstotliwość występowania raka, w tym rak skóry drastycznie rośnie mimo stosowania przez nas coraz większej ilości kremów do opalania. Poza chemikaliami musimy też zdać sobie sprawę, że nałożone na skórę toksyny sprzyjają produkcji wolnych rodników, a które to naprawdę mogą wpłynąć na powstanie raka skóry zdecydowanie bardziej niż „złowrogie” promienie słoneczne (choć nie zawsze wolne rodniki są złe ale o tym kiedy indziej). Toksyczne chemikalia w połączeniu z promieniowaniem UV są nawet wykorzystywane przez naukowców w celu wytworzenia wolnych rodników, których potrzebują do swoich badań. Czy warto przeprowadzać takie eksperymenty na swojej skórze? Nie wydaje mi się. 

Oczywiście nie stosowanie kremów do opalania nie jest równoznaczne z wystawieniem się w pełni Słońca przez cały dzień bez żadnej ochrony. Jednak jak można się naturalnie zabezpieczać przed Słońcem oraz wiele innych związanych z tym informacji, a w tym o witaminie D napisałem we wspomnianym artykule N2. Osobiście nie stosuję żadnych kremów do opalania, a zastępuje je olejami (olej kokosowy, masło shea czy olej z nasion malin). Najlepszym jednak wyjściem jest rozsądne wystawiania się na Słońce aby nie dopuścić do oparzeń. Jednak kiedy przypadkiem trochę przesadzimy, to możemy rozpuścić dwie łyżki lewoskrętnej witaminy C w pół szklanki wody i nałożyć na skórę. Na marginesie warto też wiedzieć, że większość kremów do opalania blokuje promienie UVB, czyli te odpowiedzialne za wytwarzanie witaminy D i szczerze mówiąc zdecydowanie mniej „groźne” niż promienie UVA, które akurat mogą wyrządzić naprawdę krzywdę. Jednak kremy do opalania częściej chronią nas przed UVB, a nie przed UVA dając mylne poczucie bezpieczeństwa. Niestety stosując taki krem tak naprawdę pochłaniamy zdecydowanie za dużo promieni UVA „podobno” odpowiedzialnych za powstawanie raka skóry. Jeśli nie posmarujesz się żadnym kremem, to zdecydowanie szybciej Twój organizm da Ci znać, że już przesadziłeś ze Słońcem, a dzięki absorpcji witaminy D z promieniu UVB będziesz niejako chroniony przed szkodliwymi promieniami UVA. Dlatego jeśli już używamy kremów z filtrem rozsądne byłoby zażywać duże dawki witaminy D, no ale takie działanie chyba wydaje się trochę mało logiczne. Może lepiej umiejętnie korzystać ze Słońca, bez filtrów ale pamiętać aby nigdy nie doprowadzać do oparzeń skóry. Warto też wiedzieć, że szkodliwe promienie UVA potrafią penetrować przez szybę czy ubrania. Z kolei promieni UVB niestety tego nie potrafią a więc opalanie się przez szybę niestety nie ma sensu…

Farby do włosów

Nic nowego tutaj nie napiszę. Wszystkie chemikalia zawarte w farbach do włosów, a jest ich sklasyfikowanych ponad 5 tysięcy, przenikają przez skórę głowy podtruwając nasze całe ciało. Niestety większość farb do włosów jest bardzo toksyczna. Używanie farb do włosów może nawet wywoływać tak odległe wydawałoby się zapalenie pęcherza moczowego. Dzieje się tak, ponieważ dostające się do krwi toksyny w końcu muszą zostać odfiltrowane przez nerki, a stamtąd przedostają się do pęcherza moczowego. W pęcherzu chemikalia działają drażniąco na komórki go tworzące powodując ich uszkodzenia, czego efektem będą nawracające infekcje, a może nawet rak. Udowodniono, że rak pęcherza występuje dwa razy częściej u kobiet farbujących włosy raz w miesiącu niż u tych farbujących zdecydowanie rzadziej. Z kolei zwiększone ryzyko zachorowania na raka piersi u fryzjerek jest już znane od dawna. Badań dotyczących ewentualnej szkodliwości farb do włosów wykonano dość sporo. Niektóre z nich wykazały związek farbowania włosów z rozwojem nowotworów krwi czy szpiku kostnego ale też wspomnianym wcześniej rakiem pęcherza moczowego czy rakiem piersi. Oczywiście są też badania, które takiego związku nie wykazały. I jak tu wierzyć jakimkolwiek badaniom naukowym jak praktycznie w każdej sprawie są one sprzeczne? Faktem jest, że komisja europejska poczyniła wiele działań mających na celu wyeliminować z farb do włosów wszystkie potencjalnie niebezpieczne dla zdrowia związku chemiczne. W związku z tym dzisiejsze farby powinny być bezpieczniejsze niż te jeszcze z przed kilkunastu lat. Jednak w tego typu specyfikach zawsze pozostanie jakaś część substancji niezbadanych, ukrywanych czy po prostu pominiętych. 

Nie jestem naiwny i wiem, że niektóre kobiety nie zechcą zaprzestać farbować włosy. Z drugiej strony nagła rezygnacja z farbowania włosów mogłaby wprowadzić niepotrzebny stan stresowy z tym związany, a przecież nie o to chodzi. Dlatego w takim przypadku warto zastanowić się nad zminimalizowaniem ryzyka. Jeśli farbujesz włosy, to warto abyś przestrzegała zasad picia wody zawartych w artykule W2, oczyszczała na bieżąco nerki oraz wątrobę. Poza tym warto co jakiś czas stosować inne zabiegi oczyszczające zawarte choćby na mojej stronie. Dzięki temu toksyczne chemikalia powinny być odprowadzane na bieżąco. Z drugiej strony wybieraj farby do włosów pochodzenia naturalnego. Tutaj nie mam zbytniego doświadczenia ale na rynku na pewno jest wiele farb opartych na wyciągach roślinnych czy hennie (sam mam takie w swoim sklepie). Poza tym lepiej jest aby nakładać farbę bardziej na włosy, czyli np. za pomocą folii niż wsmarowywać ją w całą głowę. Im mniej kontaktu farby ze skórą głowy tym lepiej. Zawsze kiedy farbujesz zakładaj na ręce ochronne rękawice, tak aby kontakt farby ze skórą był ograniczony do minimum. 

Szminki

W tym przypadku wszystko jest podobnie jak w przypadku skóry. Wszystko co nakładamy przecież na bardzo mocno ukrwione usta przedostaje się do krwi. W 2012 roku FDA przebadała około czterystu szminek z różnych przedziałów cenowych. W badanych szminkach najbardziej niebezpieczną toksyną był ołów. Ołów często znajdziemy w kosmetykach, ponieważ w celu nadania połysku najczęściej producenci stosują takie substancje jak mika czy minerały pigmentowe, które właśnie mają w sobie wiele ołowiu. Nie będę wypisywał jacy producenci znaleźli się na liście toksycznych szminek, ale na tej liście znajdziemy większość tak zwanych uznanych firm z polskiego czy światowego rynku produkujących szminki. Nie ważna była cena szminki i niestety kupując nawet te najdroższe nie mamy pewności co w niej znajdziemy. Co prawda nie jestem ekspertem kosmetycznym, ale ma wrażenie, że praktycznie każdy producent znalazł się na tej „czarnej” liście. Tych, których tam zabrakło zazwyczaj akurat nie badano, a więc także co do nich nie można mieć pewności. Osoby bardziej ciekawe szybko znajdą wyniki przytoczonego badania w Internecie. Skupiłem się tylko na ołowiu ale lista toksycznych substancji niestety jak zwykle jest bardzo długa. Jeśli chodzi o szminki, to moja rada jest bardzo prosta. Stosuj je tylko wtedy kiedy to konieczne, a w celu chronienia ust stosujcie naturalne oleje (olej kokosowy, masło shea itp.). Dziś na rynku znajdziemy też już całkiem spory wybór pomadek naturalnych, których ceny wcale nie są aż tak powalające (u mnie w sklepie od 5 do 30 złotych). Jednak znów przestrzegam przed ufaniem ślepo produktom oznaczonym jako ekologiczne.

Podsumowując z tego artykułu powinno wybrzmieć jednoznacznie, że to co nakładamy na naszą skórę ma ogromne znaczenie. Nasza skóra jest w stanie zaabsorbować około 60 procent tego co na niej się znajduje. A więc nadkładając cokolwiek na skórę nie dajemy organizmowi zbyt wielkiego wyboru poza wchłonięciem chemicznej mieszanki najpierw do krwi, a następnie do wątroby, nerek, serca i innych naszych organów w tym mózgu i to z pominięciem możliwości neutralizacji toksyn. To zjawisko możemy wykorzystać do swoich celów aby np. móc dostarczyć jakieś substancje naturalne przez skórę. Dlatego warto stosować naturalne tłuszcze, które nie tylko nawilżą, ale mocno odżywią naszą skórę.
   
Błaznem jest ten, kto odtrąca uciechy, jakich natura mu dostarcza.
Nie trzeba ani gonić za nimi, ani od nich uciekać – trzeba je przyjmować
                                                             Michel Eyquem de Montaigne
 

Dla lubiących czytać dziwne nazwy poniżej jakaś część toksycznych substancji znajdujących się w kosmetykach:
 
1,4-dioxane Dioksan (C4H8O2), pochodna glikolu etylenowego,  AHA alpha hydroxy acid, Bentonite, sodium bentonite, quaternium-18 bentonite, Benzalkonium Chloride, mieszanina chlorków alkilodimetylobenzyloamoniowych, et Benzalkonium bromide, mieszanina bromków alkilodimetylobenzyloamoniowych, BHA (butylated hydroxyanisole), BHT Butylated Hydroxytoluene, C15H24O, 2,6-di-tert-butyl-p-cresol, Carbomer 934, 940, 941, 960, 961, polimery kwasu akrylowego, Cocamidopropyl betaine  (CAPB), ocoyl amide propyldimethyl glycine, coconut oil amidopropyl betaine, tegobetaine L7, N-cocamidopropyl-N,N-dimethylglycine hydroxide, Coco-betaine, Cocoyl Sarcosine, Diethanolamine DEA, Dietanolamina Triethanolamine (TEA), Monoethanolamine (MEA, Cocomide DEA, Cocamide DEA, Dimethicony ilicone rubber, silicone latex, latex, dimethyl silicone, simethicone, dimethyl polysiloxane, dermafilm, silbar, dimethicream, poly(dimethylsiloxane), methyl silicone, dimethicone 350, good-rite, Disodium EDTA, EDTA = ethylenediaminetetraacetic acid, DMDM Hydantoin & Urea Glydant, FDC-n, Fragrances, Methyl Chloroisothiazolinine, Methylparaben  C8H8O3, 4-Hydroxybenzoesyremethylester, methyl-p-hydroxybenzoat, Mineral oil, Petrolatum, Paraffin Oil, Paraffinum liquidum, Olej mineralny, parafina, olej parafinowy, Oxybenzone, Parabeny (inaczej nazywane: Parabens, Methyl, Ethyl Propyl i Butyl  Parabens), Phenoxyethanol, Polyethylene Glycol (PEG), Gliko polietylenowy, PEG-20 Gliceryl Laurate, PEG (4-200), Butylene Glycol, Polysorbate, Propylene Glycol, Glikol propylenowy, PG, Xylene Glycol, Quaternium-15, C9H16Cl2N4, Cis isomer of 1-(3-chloroallyl)-3,5,7-triaza-1-azoniaada mantane-chloride,N-(3-chloroallyl)-hexammonium chloride, Imidazolidinyl urea, Sodium Cyanide, Sodium Lauryl Sulfate, Sodium Laureth Sulfate, Ammonium Lauryl Sulfate, Sodium Myreth Sulfate, Laurylosiarczany sodu, SLS, SLES, Sodium Oleth Sulfate, Sodium PCA (NAPCA), Sorbolene, Stearamidopropyl Tetrasodium EDTA, Styrene Monomer, Talk, Triclosan

Komentarze

  1. Dlatego zaczelam uzywac kosmetyków Orientana. Bez parabenow, SLS/SLES/ALS, silkonow, pochodnych ropy naftowej, parafiny,PPD oraz amoniaku. Kosmetyki 100 % naturalne z roślin azjatyckich, posiadają certyfikat. Co prawda zapachy są bardzo intensywne np. Krem z kurkumą, imbir czy drzewo sandałowe oraz trawa cytrynowa no ale da się przyzwyczaić :) Oczywiście kto co lubi :P . Rewelacyjna też jest terapia do włosów Ajurwedy :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejny dobry artykul.Juz nigdy nie posmaruje ciala kremem z filtrem po tym jak usunieto mi znamie na plecach,ktore okazalo sie rakowe I cale szczescie,ze sama zauwazylam jak znamie sie zmienia.Teraz to nawet sie boje opalac a witaminki D naturalnej by sie przydalo.Co do kosmetykow to ograniczylam sie do kredki I tuszu.Nawet w tych naturalnych kosmetykach zawsze sie cos znajdzie chemicznego,bo ma wtedy dluzsza przydatnosc.Glowe myje sie swietnie zoltkami z dodatkiem olejku arganowego,dzieki temu mniej sie przetluszczaja czego nigdy nie zauwazylam stosujac szampony nawet te 'naturalne'.Do ciala mydlo Alleppo lub Bialy Jelen moze nie jest najlepszy ale przynajmniej bez ,fragrance'sztucznych zapachow,olej kokosowy nierafinowany do ciala.Pozdrawiam Izabela :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. A co myślisz na temat prysznica bez mydła? od kilku lat praktycznie nie używam mydła podczas kąpieli (kiedyś skóra mi się przesuszała i odstawiłem). zauważyłem, że sama woda bardzo dobrze spłukuje pot z ciała i to wystarcza by.. nie odstraszać ludzi :). wychodzę z założenia, że na skórze jest mnóstwo korzystnych bakterii, które są zmywane dzięki (ekologicznym lub nie) mydłom. poza tym mydłem zmywamy również lipidy, które naturalnie chronią i impregnują naszą skórę. Z drugiej stroni nie wiem czy woda wystarczy do spłukiwania toksyn wydzielanych przez skórę. Co myśli o tym ekspert? Czy ten kierunek jest ok?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie,
      Myślę, że Twój kierunek jest bardzo dobry. Ja osobiście jednak używam jakiś wyrobów ekologicznych mydeł, jednak one są wykonywane na bazie rozmaitych roślin, ziół itp. Dzięki temu moja skóra nie jest wysuszana, a flora bakteryjna jest naruszana w mniejszym stopniu. Jednak na pewno nie jest to idealne rozwiązanie. Lepiej byłoby mięć tak czyste ciało, aby nie musieć używać mydeł, tak jak Ty to robisz. Dla osób nie będących w tak dobrej sytuacji warto przed prysznicem wysmarować ciało na przykład olejem sezamowy (pisałem o tym w artykule na literę A4). Zamiast mydeł używać naturalnych produktów takich jak orzechy piorące, coś na bazie mydlnicy lekarskiej, może coś na bazie olejów takich jak oliwa i olej kokosowy itp. Może kiedyś o tym napiszę, ale najpierw będę musiał sam poeksperymentować, jakie mydło robione na bazie olei będzie najbardziej wskazane do danych rodzajów skóry. A ekspertem od Twojego ciała jesteś tylko Ty, ja tu tylko mogę na coś zwrócić uwagę;)
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
  4. Ja również polecam naturalne mydła np.100% oliwkowe,dobre naturalne mydlo nie wysusza ,myje nawet nim głowę i skóra jest w lepszym stanie.Pamiętać trzeba żeby przywracac skórze odpowiednie ph roztworem z octu ,po 2 miesiącach stosowania mydła umylem sie żelem pod prysznic i zaczęła mnie skóra swedziec,więc już nigdy więcej chemii.A może Pan coś polecić zamiast pasty do zębów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie,
      Najprostsza jest soda oczyszczona. Bierzemy odrobinę sody, mieszamy z wodą i mamy pastę do zębów. Są też takie szczoteczki jak soladey, w których nie używa się pasty do zębów. Jednak mi się ona jakoś specjalnie nie sprawdziła, ale niektóre osoby sobie chwalą. Poza tym dziś na rynku mamy organiczne pasty do zębów mających całkiem dobry skład:)
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
  5. Witam, moglby Pan podpowiedziec co mozna uzywac do sprzatania-prania zmywania itd
    Czy moze mozna pozwolic sobie na popularane srodki chemiczne, czy moze jednak szukac bardziej naturalnych sposobow?
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie,
      Dziś można kupić ekologiczne środki, które nie są idealne ale na pewno są jakąś drogą po środku między wygodą, a brakiem mocnej chemii w domu. Jednak ja np. do sprzątania podłóg używam octu jabłkowego, odrobiny soku z cytryny plus jakiś oleje zapachowy (no i oczywiście gorąca woda). Do prania używam orzechów piorących plus sodę oczyszczoną. Do sprzątania ogólnego używam ścierek z nanosrebrem, do których wystarczy tylko woda. Do zmywarki ekologiczne kostki plus ocet jabłkowy (można też dawać orzechy piorące ale mi się to jakoś nie sprawdza). Do odkamieniania np. baterii w zlewie ocet spirytusowy zostawiony na parę minut (można też sok z cytryny). Do okien także ocet. Nie wiem czy wszystko napisałem ale chyba na początek wystarczy:)
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

O2 Lewatywa z Kawy

W temacie dlaczego czyścimy jelito starałem się opisać jak ważne jest posiadanie czystego jelita. W tym poście zaprezentuję jeden ze sposobów jego oczyszczania za pomocą lewatywy z kawy. W innych publikacjach już wspominałem, że lewatywa z kawy była jednym z kluczowych elementów mojej terapii przy nowotworze i uważam ją za jeden z najłatwiejszych i najskuteczniejszych sposobów oczyszczenia jelita grubego, wątroby oraz krwi z nagromadzonych toksyn. Oczywiście nie jest to jedyny sposób oczyszczania ciała i kiedy się wie jak, to można spokojnie oczyścić organizm bez wykonywania lewatywy. Jednak zazwyczaj jest to najprostszy sposób na rozpoczęcie nowej zabawy z uzdrawianiem swojego ciała. Na początek proponuję zadać pytanie - Jak to działa?

Kryzys ozdrowieńczy

Podejmując trud oczyszczania naszego organizmu w pewnych momentach nasze samopoczucie może ulec pogorszeniu. Tworząc odpowiednie warunki dla organizmu służące pozbywaniu się zgromadzonych przez lata toksyn, narażamy się na chwile kryzysowe, które nazywamy kryzysami ozdrowieńczymi, oczyszczającymi (choć to dwa różne kryzysy). Mianowicie w czasie zmiany drogi z rozwoju zanieczyszczeń i chorób na ich redukcję, w naszej krwi zaczynają krążyć duże ilości toksyn pochodzące z tkanek naszego organizmu. W początkach oczyszczania nasz układ wydalniczy może nie być w stanie na czas usuwać wszystkich gromadzących się toksyn i objawi się to naszym kryzysem ozdrowieńczym, czyli np. bólem głowy, nudnościami, gorączką itp. Jeśli w tym momencie źle zinterpretujemy nasze objawy i zahamujemy cały proces, to nasze wysiłki pójdą na marne. Wstrzymując dietę lub biorąc leki przepisane na dane objawy cały proces uzdrawiający może zostać przerwany. Pisząc artykuły na tej stronie staram się tak dopisywać kolej…

O5 Zabieg płukania wątroby

W artykule zaczynającym się na literę O4 starałem się ukazać potrzebę usunięcia kamieni z naszej wątroby. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, to proszę zrób to przed przeczytaniem tej publikacji. Dzisiaj postaram się w czytelny sposób opisać jedną z metod oczyszczania wątroby. Poniższa procedura jest znana ludzkości od tysięcy lat z różnymi modyfikacjami w zależności od miejsc jej wykonywania na naszej planecie. Ja skupiłem się na starożytnej metodzie lekko ulepszonej przez Andreasa Moritza. Wydaje mi się, że zaproponowana metoda jest najbardziej efektywna przy jednoczesnym najmniejszym ewentualnym złym samopoczuciu. Możliwe, że znasz lub poznasz inne metody, ale wszystkie oparte na wypiciu dużej ilości oleju roślinnego mają podobne działanie. Samo płukanie wątroby zajmie nam jeden wieczór, ale trzeba się do niego przygotowywać przez 6 dni. Warto także zaplanować wolny dzień po płukaniu wątroby, więc samą procedurę najczęściej przeprowadza się w weekend. Ze swojej strony zaznaczam…