Przejdź do głównej zawartości

T12 To jak jest z tym mięsem?

          Dziś coraz częściej dochodzą do nas informacje, że jedzenie mięsa może być główną przyczyną naszych dolegliwości zdrowotnych jeśli rozpatrujemy nasze zdrowie pod kątem diety. Badań naukowych pokazujących negatywne oddziaływanie spożycia dużych ilości mięsa jest aż nadto, ale bazując bardziej na doświadczeniu łatwo jest zauważyć, że ludzie w rejonach gdzie mięsa się nie spożywa wcale lub bardzo rzadko, żyją zdecydowanie dłużej. Poza tym jestem też zwolennikiem czerpania mądrości od ludzi długowiecznych, a właśnie całkowity brak lub sporadyczne spożywanie mięsa najbardziej rzuca się w oczy analizując ich dietę. Ale czy faktycznie całkowita rezygnacja z konsumpcji mięsa jest najlepszym pomysłem na zdrowe życie? Odpowiedź staje się bardziej jasna jeśli skorzystamy z tradycyjnych terapii medycznych opartych na diecie. Wtedy szybko dojdziemy do wniosku, że raczej nie powinniśmy pytać czy dany produkt jest szkodliwy dla zdrowia, ale dla kogo jest przeznaczony? W naszym szybko pędzącym świecie, gdzie szukamy szybkich informacji brakuje chwili zastanowienia, że każdy z nas jest inny, a nawet w danej chwili nasze ciało może mieć inne potrzeby niż w inny dzień. Stąd może łatwiej będzie nam zrozumieć, że osłabiona kobieta na przykład w ciąży czy po porodzie skorzysta na jedzeniu mięsa, a dla zdrowego mężczyzny w sile wieku mięso może stać się toksyną. Idąc dalej tą myślą, zimą kiedy brakuje świeżych produktów, jedzenie mięsa wydaje się bardziej naturalne niż latem, kiedy mamy pod dostatkiem Słońca i bujną roślinność. W tej publikacji chciałbym przybliżyć produkt jakim jest mięso w prawdziwej odsłonie i mimo iż osobiście go nie jem postaram się dać wskazówki jak z mięsem powinniśmy się obchodzić. Uważam, że ten produkt zasługuje na obszerne omówienie tym bardziej, że jedząc go korzystamy z prawa odbierania życia innym osobnikom. A więc przyjrzyjmy się bliżej jednemu z bardziej odżywczych produktów jaki spożywamy, dla większości z nas nawet zbyt odżywczy…
    
        Aby temat choć ogólnikowo był dobrze przestawiony, muszę napisać dość długi artykuł. W związku z tym jeśli teraz nie masz czasu na jego czytanie, to może odłóż sobie go na inną chwilę. Mimo iż staram się przekazywać wiedzę w sposób jak najkrótszy, to w tym przypadku pozwolę sobie na zabranie Ci trochę więcej czasu (choć jak zawsze nie dam rady napisać nawet części, jaką chciałbym Ci przekazać). Od razu zaznaczam, że niedługo napiszę publikacje o diecie wegetariańskiej i tam dam kilka podpowiedzi czy lub kiedy warto sięgnąć po produkty zwierzęce takie jak mięso, a dzisiaj skupię się tylko na jego opisie. Stąd jeśli pojawią się u Ciebie nowe wątpliwości, proszę skonfrontuj je z tą kolejną publikacją jaką napiszę. Na  początek proponuję napisać kilka słów dlaczego jedzenie mięsa jest szkodliwe dla człowieka, później dla równowagi kilka zdań pozytywnych o mięsie, a w następnej części jak się z mięsem obchodzić aby nie stało się główną toksyną w naszej diecie.

Dlaczego mięso może stać się trujące?   

        W przypadku mięsa szczególnie łatwo zauważyć problem hodowli czy wręcz produkcji na skalę przemysłową. Nie liczy się cierpienie zwierząt, a co za tym idzie końcowa jakość produktu, a ważna jest niska cena wytworzenia kilograma mięsa (zresztą to samo dotyczy wszystkich produktów, w tym warzyw czy zbóż, gdzie rolnikowi płacimy nie za jakość mierzoną na przykład ilością minerałów i Witamin, a za kilogramy). Zwierzęta mimo iż mają pod dostatkiem ilości pokarmów, to mimo wszystko są niedożywione, a to często staje się przyczyną ich przewlekłego chorowania. Na ich częste dolegliwości cielesne na pewno ma też wpływ ograniczona swoboda ruchu, czyli zbyt wielka ilość osobników na małym obszarze oraz brak kontaktu ze Słońcem. 

        Spędzanie całego okresu swojego życia w ciasnych i brudnych klatkach, kojcach czy na betonie musi wpłynąć na zaburzenia metaboliczne w ciałach zwierząt, co czyni je bardzo podatnymi na choroby,  w tym nowotwory złośliwe. Wymusza to na producentach szpikowanie ich lekami oraz innymi chemikaliami mającymi za zadanie podtrzymać dane zwierzę przy życiu. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale zdecydowana większość produkcji antybiotyków nie jest przeznaczona dla ludzi, ale właśnie dla zwierząt hodowlanych. Dziś rolnictwo jest tak samo ważnym klientem firm farmaceutycznych jak człowiek. Stąd może firmy farmaceutyczne dość łatwo odpuszczają antybiotyki przeznaczone dla ludzi wiedząc, że największy rynek zbytu znajduje się u hodowców zwierząt. Stąd jak słyszę puste hasła ostrzegające przed nadmiernym przepisywaniem antybiotyków przez lekarzy (choć jak wiemy kiedy lekarz nie ma pomysłu co z nami zrobić, to zazwyczaj dostaniemy antybiotyk „profilaktycznie”), zawsze zastanawiam się, czy nikt nie widzi gdzie tak naprawdę bakterie mają przestrzeń do uodparniania się na antybiotyki. Wracając do mięsa musimy sobie zdawać sprawę, że wraz z nim możemy zjeść całe spektrum leków, sterydów, hormonów czy antybiotyków. I co z tego, że nie chodzimy do lekarza, a antybiotyków czy hormonów nie wzięlibyśmy do ust pod hasłem życia wolnego od chorób i w zgodzie z Naturą, jak jedząc codziennie mięso jesteśmy na ciągłej terapii lekowej. Taki gratis od przemysłu mięsnego.

        Warto się także przyjrzeć diecie zwierząt hodowlanych. Jak się pewnie domyślasz każde zwierzę nie będzie zdrowe jeśli będzie się mu dawać pokarm, który nie jest dla niego przeznaczony. Stąd króliki szybko zaczną chorować kiedy na przykład zaczną jeść mięso, a koty czy psy wtedy kiedy tego mięsa zabraknie w ich diecie. Problem polega na tym, że dziś w dużych farmach praktycznie wszystkie zwierzęta jedzą pokarm nie przeznaczony dla nich. Przykładowo układ trawienny krowy jest zaprojektowany do konsumpcji trawy, a nie soi czy kukurydzy. Dodatkowo zwierzęta są karmione paszami GMO, co na pewno nie jest bez znaczenia. Idąc dalej analizując skład karm przeznaczonych dla zwierząt hodowlanych wśród rozmaitych sztucznych dodatków możemy znaleźć sztuczne słodziki, takie jak choćby aspartam, które to sprawiają że zwierzęta przybierają na masie jeszcze szybciej (jeszcze nie tak dawno temu  świnia potrzebowała kilkakrotnie więcej czasu aby ją przeznaczyć do uboju niż dziś, kiedy dorasta w kilka miesięcy),

         Jedząc mięso jemy także pestycydy i rozmaite środki ochrony roślin stosowane przy produkcji roślin przeznaczonych na pasze dla zwierząt (a akurat kukurydza czy soja GMO naprawdę są spryskiwane wręcz szaleńczo). Jako ostatnie w łańcuchu pokarmowym (no prawie ostanie bo przecież na końcu jesteśmy my), zwierzęta kumulują wszystkie toksyny wprowadzone po drodze przez przemysł rolny do środowiska, w tym także metale ciężkie. Z tej perspektywy zabijanie zwierząt hodowlanych, dając im kilka miesięcy życia wydaje się nawet dobre dla nas, ponieważ nie zgromadzą tak wielu toksyn, a ich wątroby dadzą radę dużą ich część wydalić. No dobrze, temat jakości mięsa już sobie odpuśćmy, ale ufam, że dość jasno wyraziłem się abyśmy dbali o jakość jedzonych przez nas produktów i chyba nie warto jadać starych osobników.
Innym produktem zawartym w mięsie, tym razem także w tym ekologicznym jest kwas moczowy, który mocno obciąża nasze ciało, a w szczególności nerki. Dodatkowo zwierzęta mają w sobie duże ilości hormonów stresu, które wyprodukowały za życia z powodu słabych warunków bytowych, ale przede wszystkim w chwili śmierci. Niestety na te hormony nie ma specjalnie rady jedząc mięso, bo nawet ubój ekologicznie hodowlanych zwierząt nie należy do przyjemnych. W tym miejscu warto pochylić się przed praktykami wielu ludów, gdzie dla przykładu Indianie przed zabiciem wilka przeznaczonego na obiad, próbowali go uspokoić głaszcząc i prosząc go o wybaczenie za jego śmierć. Także na naszym podwórku słyszałem wiele opowieści rodzinnych, w których to na przykład dziadek przed zabiciem kurczaka głaskał go i z nim rozmawiał, tak aby go maksymalnie uspokoić w chwili śmierci. Kiedyś się śmialiśmy z takich praktyk, a dziś okazuje się że jest w tym bardzo wiele mądrości.

        Wiele osób szukających sposobów na poprawę swojego zdrowia upatruje ratunku w terapiach przeciw pasożytniczych. Moje opinia na ten temat jest trochę inna, ale na pewno warto zauważyć, że osoby jedzące mięso praktycznie zawsze mają rozmaite robaki w swoim ciele. Czy spotkałeś się kiedykolwiek z dietą przeciw pasożytniczą zawierającą mięso? Raczej nie i to chyba nie jest przypadek. Pasożyty pojawiają się u ludzi mięsożernych z powodu gnicia mięsa w naszych jelitach. A więc nawet jeśli założylibyśmy coś niewiarogodnego, że zabite zwierze nie miałoby w sobie pasożytów, to jego martwe zwłoki staną się celem ataku rozmaitych mikroorganizmów jeszcze w ubojni. A przecież mało kto z nas zjada zwierzę od razu po zabiciu i zazwyczaj mięso ma co najmniej kilka dni kiedy trafi do naszej kuchni. Najbardziej niebezpieczne z tego miejsca wydają się te bakterii, które wcześniej uodporniając się na zmasowany atak antybiotyków (które notabene są już dodawane do pasz) i zmutowały się w odporniejsze szczepy. 

        W związku z tym, że tak naprawdę jemy kilku dniowe zwłoki mające w sobie ogromne ilości szkodliwych dla nas drobnoustrojów warto zadać sobie pytanie, czy stek powinien być wypieczony czy krwisty. Z tego punktu widzenia lepszy wydaje się dobrze wysmażony, ale z drugiej strony taki stek jest tak ciężko strawny, chyba nie warto sobie nim zagradzać ciała. Choć będąc z tobą zupełnie szczery chociażby tak ostatnio popularne pasożyty jak przywry są w stanie przetrwać zarówno proces gotowania oraz kwas żołądkowy (człowiek jako pierwotnie gatunek roślinożerny nie jest w stanie strawić wszystkich pasożytów bytujących na mięsie). 

        O głównym składniku zawartym w mięsie jakim jest białko zwierzęce napisałem osobny artykuł, więc nie będę powtarzał informacji tam zawartych. Powiem tylko, że z punku widzenia Medycyny Chińskiej mięso będzie przyczyniało się do gromadzenia śluzu, którego nadmiar na nasze potrzeby możemy zinterpretować jako zapchany układ limfatyczny. Blokady w tym układzie będą sprawiały, że nasze ciało nie będzie w stanie odprowadzać gromadzących się toksyn, w tym rozkładających się białek komórkowych, które mogą uszkadzać programy genetyczne. Stąd właśnie nagromadzenie śluzu w naszym ciele jest główną przyczyną nowotworów oraz różnych chorób na tle rozmaitych guzów, torbieli, choć dla przypomnienia z genetyką to nie ma nić wspólnego.

        W naszych rozważaniach pomińmy w ogóle przetworzone mięso w formie wędlin, kiełbas itp. Dziś już nawet WHO (Międzynarodowa Organizacja Zdrowia) uznała je za rakotwórcze. A skoro nawet tam musieli zwrócić uwagę na ten problem, to znaczy że jest on naprawdę poważny. Z pewnością na stan naszego zdrowia wpływają poza samym mięsem w produktach takich jak szynka zawarte w nich konserwanty, takie jak choćby azotany sodu. Badania wykazały, że aminy zawarte w piwie, winie, herbacie czy tytoniu reagują z konserwantami chemicznymi tworząc nitrozo-aminy, czyli jedne z najbardziej rakotwórczych substancji na świecie. Stąd jak już skusisz się na szyneczkę czy kiełbaskę lepiej zapomnij o piwie czy papierosie. Czyli jeśli jesteśmy typowymi Polakami i grill z piwkiem nie jest nam obcy, warto zadbać aby na grillu znalazło się tylko dobrej jakości mięso (ze swojej strony polecam kupować surowe mięso, a grill niech będzie gazowy). 

        Poza tym trzeba też zauważyć problem odchodów zwierząt, które zatruwają środowisko i prędzej czy później pośrednio znajdą się w naszym ciele. Szczerze mówiąc dla mnie jako wegetarianina jest to największy problem. Nie przejmuję się jakością mięsa, bo go po prostu nie jem i na to mam wpływ (choć przypominam, że nie każdy powinien być od razu wegetarianinem). Ale to, że skumulowane duże ilości zwierząt na małym obszarze produkują ogromne ilości gnojówki, które następnie są wylewane na pola, nie jest mi już obojętne. Stąd kiedy słyszę chwalenie się naszych władz, że jesteśmy największym producentem wieprzowiny w Europie, to załamuję ręce. Przecież tak naprawdę nam jako społeczeństwu z tego wszystkiego zostaje tylko kupa odchodów i zatrute środowisko. Notabene w praktyce hodowla wieprzowiny często wygląda tak, że polski rolnik jest tylko podwykonawcą. Całym biznesem zarządzają kraje zachodnie i to one czerpią przeważającą część zysków. Te kraje są na tyle mądre, że nie chcą mieć takich hodowli u siebie i wolą nawet dać polskiemu rolnikowi preferencyjne kredyty unijne na budowę nowoczesnych chlewni. Dziś nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wiele takich przemysłowych chlewni powstaje, ponieważ często są one budowane jako mniejsze jednostki rozsiane po całym kraju (moim rodzice mający gospodarstwo rolne także stali się sąsiadami takiej hodowli świń, stąd temat jest mi znany także z autopsji).

        Powyższy tekst nie napisałem aby Cię w jakikolwiek sposób przestraszyć czy zniechęcić do konsumpcji mięsa. Mam tylko w intencji zachęcić Cię do jedzenia mięsa rzadziej, a jak już kupujesz dany produkt zadbaj aby był dobrej jakości. Teraz powiedzmy sobie o pozytywnym wpływie produktów zwierzęcych na nasze zdrowie.

        Dzisiejszy artykuł jest dość długi więc proponuje zrobić sobie minutę przerwy. Może w ciągu tej minuty warto zastanowić się co dziś zrobiłeś dla siebie aby się dobrze poczuć? Czyli w jaki sposób zadbałeś dziś o siebie? Niby proste pytanie a jakie trudne. Jak masz ochotę zastanów się nad nim przez minutę i wróć tu do mnie za chwilę.

Mięso a jego pozytywny wpływ na zdrowie

        Mięso jest bardzo dobrym produktem dla osób mających duże niedobory, czyli takich, w których ciałach brakuje jakiś substancji. Stąd właśnie może pojawić się ochota na jedzenie mięsa, ponieważ z niego stosunkowo łatwo wchłaniają się substancje odżywcze, takie jak choćby minerały czy białko. Mimo wszystko znam wiele kobiet, które miały anemię przez całe życie jedząc duże ilości mięsa i dopiero na odpowiednio dobranej diecie wegetariańskiej pozbyły się jej bezpowrotnie. Często sam się nad tym zastanawiałem jak to jest, że mimo iż żelazo z roślin podobno jest bardzo trudno przyswajalne, to w przypadku tych pań poradziło sobie zdecydowanie lepiej niż łatwo dostępne żelazo z mięsa. Dziś mam na to swoje teorie, ale chciałem się z tobą podzielić tylko jednym ze spostrzeżeń jakie wyniosłem z któregoś z badań naukowych. Mianowicie w tym badaniu okazało się, że jedna bakteria zamieszkująca jelita pochłania duże ilości żelaza z naszego ciała, a ilość tej bakterii zwiększa się wprost proporcjonalnie do ilości zjedzonego mięsa. Czyli mimo iż mamy teoretycznie więcej żelaza w sobie kiedy jemy mięso, to przypadkiem hodujemy sobie „złodzieja” tego pierwiastka. To co napisałem nie jest jakoś specjalnie potwierdzone, ponieważ ten mechanizm nie był brany pod uwagę we wnioskach z badań, ja go tylko wyczytałem między wierszami czytając opis samego badania. Więc nie zważając na to czy faktycznie tak jest chcę tylko pokazać, że czasem mogą w naszym ciele zachodzić mechanizmy, których nie braliśmy pod uwagę. Stąd wbrew teorii wiele kobiet pozbyło się anemii odrzucając mięso (choć akurat kobiety zdecydowanie częściej powinny pozwolić sobie na kawałek mięsa niż mężczyźni, ale o tym napiszę w publikacji na temat diety wegetariańskiej).

        Miało być teraz pozytywnie więc spróbuję jeszcze raz. Wiele osób na dietach wegetariańskich ma niedobory białka, ponieważ źle przeżuwają produkty, które spożywają. Jeśli chodzi o mięso to białko w nich zawarte wchłonie się mimo iż źle pogryźliśmy nasz posiłek. Stąd łatwo wysunąć wniosek, że kiedy nie mamy czasu aby dobrze jeść warto sięgać po mięso, aby nie powstały niedobory w naszym ciele. Także w okresie wzrostu organizmu kiedy zapotrzebowanie na substancje odżywcze jest większe, czyli u dzieci widzę potrzebę dodawania małych ilości mięsa. Oczywiście nie w formie schabowego, a raczej w formie długo gotowanej zupy na mięsie. Na marginesie dzieci najbardziej skorzystają na jedzeniu pokarmów przetartych, zmielonych i dobrze ugotowanych – no ale to nie ten temat.

        Stąd kiedy nasze ciało jest osłabione, czyli na przykład jesteśmy bladzi, nasze mięśnie są słabe i ogólnie brakuje nam energii wtedy możliwe jest, że mięso będzie nam dobrze służyło. Oczywiście mięso można zastąpić takimi produktami jak choćby algi, pyłek pszczeli czy rośliny strączkowe, ale bez odpowiedniej wiedzy jak się z nimi obchodzić i kiedy możemy je jeść, mięso może okazać się bezpieczniejszym wyborem.  Mięso zawiera w sobie duże ilości witamin oraz minerałów, w tym także tych śladowych. Składniki uzyskane z mięsa dość łatwo mogą być przetworzone w tkanki naszego ciała. 

        A więc mięso naprawdę może odżywić nasz organizm i czasem warto wykorzystać jego możliwości odżywiania. Osobiście traktuję mięso jako lekarstwo i „przepisuje” je swoim „pacjentom” w sytuacji kiedy tego wymaga ich aktualny stan ciała. Terapie lecznicze oparte na diecie sugerują, że warto jeść te narządy zwierząt, które sami mamy osłabione. Czyli mając słabe nerki powinniśmy właśnie je zjadać. Dodatkowo chcąc zostać wegetarianami powinniśmy z mięsa rezygnować stopniowo, tak aby przypadkiem wraz z nową dietą nie powstawały niedobory w ciele – o tym jednak w innym artykule.

Porady jak się z mięsem obchodzić

        Poniżej postaram się w przejrzysty sposób przedstawić informacje, mające na celu pokazanie na co zwrócić uwagę i jak się obchodzić z mięsem.
·         Jakość – wydaje się to oczywiste, ale dla porządku tylko wspomnę, że warto dbać o to aby zjadać mięso dobrej jakości. Osobiście gdybym jadł mięso kupowałbym przede wszystkim dziczyznę, te z ekologicznego chowu albo od zaprzyjaźnionego rolnika.

·     Rodzaje mięsa – w moim odczuciu powinniśmy przede wszystkim zjadać zwierzęta jak najmniej świadome, czyli ogólnie mówiąc te mniejsze. Oczywiście w przypadku „niedoboru krwi” idealna wydaje się wołowina, ale wtedy traktujemy ją jako lekarstwo i stosujemy czasowo. Warto także dopasować oddziaływanie termiczne produktu na nasze ciało. Jest to osobny temat ale wspomnę tylko, że mięso królika ma działanie bardziej ochładzające, a mięso z baraniny silnie ogrzewające. Stąd kiedy jest nam ciągle ciepło zupa z baraniny może okazać się nie najlepszym pomysłem. Większość mięs poza królikiem i kaczką ma naturę ciepłą.

·       Części mięsa – jeśli nasze ciało jest w nierównowadze, warto jeść te części produktów, które mamy zaburzone. Jest także tak zwykła oczywistość, że aby odżywić krew warto zjadać wątróbkę (na marginesie w Medycynie Chińskiej wątroba jest właśnie „magazynem krwi”).

·        Ilości mięsa – powinniśmy jeść małe ilości produktów zwierzęcych. Nie chcę napisać żadnej cyfry, ponieważ każdy z nas jest inny i ma zupełnie inne zapotrzebowania. Jednak w jednym posiłku staraj się nie przekraczać 80 gram mięsa. Jeśli nie mamy poważniejszych niedoborów powinniśmy jeść mięso nie częściej niż raz w tygodniu.

·        Marynaty – marynując mięso przed gotowaniem poprawiamy jego strawność. Przykładowo kwaśna marynata pomaga w przełamaniu długich łańcuchów białkowych i w rozkładaniu tłuszczów. Najlepiej jest marynować mięso pokrojone w drobne kawałeczki. Do marynaty możemy wykorzystać na przykład ocet jabłkowy, sok z cytryny, wino lub piwo.

·        Gotowanie – mięso ma właściwości bardzo yang według Medycyny Chińskiej. W związku z tym warto je trochę zrównoważyć gotując je w wodzie. Smażenie mięsa jeszcze bardziej podkręca jego naturę, co łatwo wprowadzi nierównowagę w naszym ciele (no chyba, że akurat brakuje nam tego, wtedy celowo możemy używać różnych metod obróbki cieplnej, no ale to inny temat). Osobiście polecam jedzenie mięsa w formie zup, które jeśli będą długo gotowane nabierają leczniczych właściwości. Czasem polecam długo gotowane zupy na mięsie jako napój leczniczy. W tym przypadku nawet nie musimy zjadać fizycznie mięsa, ponieważ całe jego skarby wygotują się do zupy. Możemy także mięso gotować na parze, dusić oraz piec w piekarniku.

·       Z czym jeść mięsonie powinniśmy jeść mięsa w otoczeniu produktów skrobiowych, takich jak zboża czy ziemniaki oraz wraz z innymi produktami zwierzęcymi (czyli kotlet namoczony w mleku i otoczony w jajku niestety odpada). Zamiast tego najlepsze będą wszystkie warzywa zielone, ponieważ one ułatwiają trawienie białek i tłuszczów. Korzystnie łączą się mięsem także kapusty, gotowana cebula czy czosnek. Czyli ogólnie mięso jemy z dużo ilością warzyw.

·     Przyprawianie – mięso ogólnie zawsze jest dobrze odpowiednio doprawić. Większość przypraw będzie korzystna (no może poza tymi ostrymi jak pieprz Cayenne) więc specjalnie nie będę ich wypisywał. Jedynie na specjalną uwagę zasługuje majeranek, który wesprze naszą wątrobę w czasie metabolizmu mięsa.

·        Czas spożycia – mięso najlepiej jest jeść na wczesny obiad, czyli w godzinach od 12:00 do 14:00. Później siły trawienne nasze układu trawiennego mogą nie podołać temu produktowi.

·      Sezon na mięso – wbrew pozorom narodowe święto Polaków czyli letnie grillowanie nie jest najlepszym pomysłem. Większe ilości mięsa możemy jeść późniejszą jesienią i zimą, natomiast wiosną i latem jeśli mamy takie możliwości warto z niego prawie zrezygnować.

·    Namaczanie - warto wiedzieć, że skoro wątroba jest miejscem neutralizacji toksyn w organizmie, to w tej zakupionej przez nas na pewno będą się jakieś znajdowały. Dlatego jeśli jesz wątróbkę, to warto ją namoczyć na kilka godzin w wodzie. Dzięki temu jakaś część toksyn z niej wypłynie. Podobnie można obchodzić się z innymi częściami zwierząt, ale najlepszym rozwiązaniem mimo wszystko będzie kupowanie mięsa z hodowli naturalnej.

·     Dbałość o jelita – jeśli nasze jelita są nieszczelne, co dziś jest dość powszechne, to niestrawione białko może przedostawać się bezpośrednio do krwi czyniąc wielkie spustoszenie. Jeśli chcesz poprawić trawienie białka łącz niewielkie ilości mięsa z dużą ilością warzyw, ale w dłuższej perspektywie zadbaj o szczelność swoich jelit.

·       Wypróżnianie - kiedy spożywamy mięso musimy być szczególnie uczuleni na codzienne wypróżnianie. Jeśli cierpimy na zaparcia (czyli np. wypróżniamy się raz na dwa dni) to mięso jest dla nas szczególnie groźne. Uwięzione w naszych ciałach kawałki mięsa podczas procesu gnicia będą uwalniały trujące związki chemiczne oraz będą pożywką dla pasożytów (stąd właśnie zwierzęta mięsożerne mają tak krótki przewód pokarmowy). Inną sprawą jest to, że zbyt duże ilości spożywanego mięsa sprzyjają zaparciom.

        Ufam, że powyższe wskazówki pomogą Ci czerpać jak najwięcej dobrego z tak trudnego produktu jakim jest mięso.

         Gdybyśmy spojrzeli na jedzenie mięsa bardziej religijnie wtedy dostrzeżemy, że chcąc czy nie chcąc zjadając „kotleta” jesteśmy współodpowiedzialni za jego zabicie. Wydaje mi się, że praktycznie każda religia namawia do nie zabijania. Ze swojej strony patrzę na to trochę czerpiąc wiedzę z nauk buddyjskich, gdzie odebranie życia pociąga za sobą nieuchronną karmę wprost proporcjonalną do poziomu świadomości danej istoty. Czyli zjedzenie ryby, skorupiaków czy kurczaka wydaje się zdecydowanie lepszym pomysłem niż jedzenie tak świadomych zwierząt jak krowa czy koń. Tematu czy karma istnieje czy nie, nie będziemy rozważać w tym artykule, ale może warto sięgać częściej po zwierzęta ogólnie rzecz biorąc mniejsze gabarytowo. Choć w tym przypadku karma akurat jest dość oczywista, ponieważ mniejsze osobniki, będące na niższych poziomach łańcucha pokarmowego zawierają w sobie mniej pestycydów czy innych chemikaliów niż zwierzęta żyjące dłużej na tym świecie. Dla typowych mięsożerców nie biorących pod uwagę karmy itp. polecam wizytę w typowej przemysłowej hodowli zwierząt. Myślę sobie, że widok cierpienia tak dużej ilości zwierząt każdego przekona, że akurat produkt jakim jest mięso trzeba szanować szczególnie. Osobiście uważam, że jak kupujemy już całego kurczaka, to powinniśmy wykorzystać go jak najlepiej czyli w całości. Stąd poza mięsem powinniśmy zjadać wątróbkę, nerki itd., a z kości, z kurzych łapek przygotowywać wywary do zup.
        Zbliżamy się już do końca artykułu, ale jeśli pozwolisz chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze inną sprawę związaną z mięsem, o której często zapominamy. Mianowicie chciałbym ukazać etyczne spojrzenie na jedzenie zwierząt, ale nie z perspektywy duchowej, ale zwykłej ekonomicznej. Już Albert Einstein powiedział, że nic nie przyniesie tyle korzyści dla zdrowia i nie zwiększy szans na przeżycie na Ziemi niż ewolucja w kierunku diety wegetariańskiej. Jakie korzyści mógł mięć na myśl Einstein? Przekonajmy się.

Jedzenie mięsa trochę inaczej

        Nietrudno znaleźć informacje, że gdybyśmy jedli tylko o połowę mniej mięsa, to żywności starczyłoby z nawiązką dla całej ludzkości. Dziś najwięcej obszarów ziemi jest przeznaczonych na uprawę soi i kukurydzy, które z kolei w większości są przeznaczone na karmę dla zwierząt. Z tego punktu widzenia dobrze jest zauważyć, że aby wyprodukować tą samą ilość białka w przypadku mięsa potrzeba powierzchni ziemi pod uprawy od pięciu do nawet dwudziestu razy więcej  niż w porównaniu do roślin (w zależności jakiego rodzaju warzywa będziemy uprawiać). Mówiąc trochę inaczej będąc wegetarianami ludzkość potrzebowałaby tylko niewielką część obecnie wykorzystywanych gruntów rolnych. Stąd wraz z coraz większa ilością ludzi na Planecie Ziemia przejście na dietę wegetariańską naszego gatunku może okazać się koniecznością i może nie było potrzeby wycinania na masową skalę lasów tropikalnych. Z innej strony aby wyprodukować 1 kilogram owsa potrzeba około 130 litrów wody, natomiast aby wyprodukować 1 kilogram mięsa w zależności od jego rodzaju potrzeba aż do 50 tysięcy litrów wody. Wyprodukowanie 1 kilograma kurczaka pochłania „tylko” 3,6 tysiąca litra wody. Oznacza to, że ja jako wegetarianin nawet jak odkręcę wszystkie krany w swoim domu i pozwolę płynąć wodzie cały czas, bez żadnych przerw, to i tak zużyje mniej wody niż przeciętny zjadacz mięsa. Trochę to przerażające, a przecież to tylko część danych liczbowych jakie możemy wyciągnąć porównując produkcje roślinną do mięsnej.

        Chcąc jeszcze bardziej ukazać jak nieekonomiczna jest produkcja mięsa wspomnę, że potrzebuje ona ponad 10 razy więcej paliw kopalnych niż uprawa roślin. Warto też wspomnieć, że ponad 10 procent gazów cieplarnianych produkowanych przez człowieka jest zasługą hodowli zwierząt. Osobiście nie wiążę gazów cieplarnianych z ociepleniem klimatu, zresztą to już inny temat, ale na pewno im mniej trujących gazów takich jak metan w atmosferze tym lepiej dla naszego zdrowia. 

          Jak widzimy jedząc mniej mięsa automatycznie stajemy się bardziej przyjaźni dla środowiska niż jakiekolwiek powierzchowne działanie typu jazda rowerem zamiast samochodem czy zakręcanie kranu w czasie mycia zębów. W mojej ocenie ludzkości po prostu nie stać na to abyśmy jedli mięso na co dzień, ponieważ wyczerpujemy w ten sposób w bardzo szybkim tempie nasze zasoby wodne, energetyczne i zubożamy w minerały dużą powierzchnie Ziemi. Stąd staram się propagować w jakiś sposób aby jeść produkty zwierzęce zdecydowanie mniej niż to robi większość z nas, ponieważ w ten sposób realnie najbardziej przyczyniamy się do poprawy środowiska naszej planety. Jedzenie mięsa w moim odczuciu jest po prostu nieekonomiczne i trochę nieodpowiedzialne patrząc w dłuższej perspektywie. Stąd zachęcam do ograniczenia konsumpcji mięsa do na przykład raz w tygodniu i traktowanie go raczej jako smaczne lekarstwo, niż produkt pierwszej potrzeby. Przy czym należy pamiętać, że jak w przypadku każdego lekarstwa jego nadmiar może zaszkodzić, szczególnie poprzez tworzenie lepkiego śluzu w naszym ciele.

        Podsumowując ten artykuł jeszcze raz wspomnę, że nie jestem zwolennikiem odrzucania produktów mięsnych w 100 procentach, chyba że już doszliśmy do takiego poziomu zdrowia, że mięso nie jest nam potrzebne. Jednak jeśli przyjdzie czas naszego osłabienia powinniśmy pozwolić sobie na wykorzystanie tego produktu, traktując go jako lekarstwo. Konstruktywne podejście powinno być takie, że skoro wzmocniliśmy się lekarstwem pod postacią mięsa, warto wykorzystać większą moc naszego ciała do zrobienia czegoś dobrego, choćby dla innego człowieka czy zwierzęcia. Czasem wystarczy być bardziej miłym dla osób, które kochamy.

        W całej tej publikacji nie wspomniałem o krzywdzie jaką wyrządzamy naszym młodszym braciom w hodowlach przemysłowych. Wydaje mi się, że nie zrobię tego lepiej niż jest to ukazane w filmie pod tytułem „Ziemianie”, który jest umieszczony na miejscu nr 9 na naszej liście filmów. Polecam go tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Na koniec warto się zastanowić czy jedząc mięso nie zjadamy jakiejś części świadomości zwierzęcia. To, że ludzie jedzący większe ilości mięsa stają się bardziej agresywni jest już potwierdzone od dawna. Na przykład poziom agresji w więzieniach zdecydowanie spadał kiedy „klientów” tych zakładów karmiono dietą roślinną. Zresztą do tego nie potrzeba żadnych badań, ponieważ sam obserwuję jak ludzie się zmieniają na diecie roślinnej, w tym ja sam stałem się oazą spokoju w porównaniu z okresem kiedy byłem mięsożercą. Ja jednak poszedłbym dalej i wydaje mi się, że jedząc dane zwierzę asymilujemy jego formy świadomości oraz pewne jego cechy. Ten temat jednak chyba jest zbyt skomplikowany aby próbować go drążyć po tak długim artykule. Na marginesie gratuluję Ci, że wytrzymałeś ten dłuższy czas tu ze mną…

Gdyby rzeźnie miały szklane ściany, każdy byłby wegetarianinem.
                                                                                  Paul Mc’Cartney

Czyż nie ma hipokryzji w tym, że upominamy dzieci gdy krzywdzą kotki czy pieski, podczas gdy sami zasiadamy do stołu, na który zabito dziesiątki stworzeń?
                                                                                              Lew Tołsoj

Tak więc żyję bez tłuszczów, bez mięsa czy ryb, ale czyniąc tak czuję się całkiem nieźle. Zawsze wydawało mi się, że człowiek nie narodził się, aby być drapieżnikiem.
                                                                                              Albert Einstein

Komentarze

  1. i tutaj pojawia się dla mnie problem. Z testów na nietolerancje wyszło mi, że nie mogę ani jajek, ani nabiału, ani strączków..to co mogę jeść żeby przyswoić białko? na mięso już patrzeć nie mogę. Czy mogę zastosować np suplementację w postaci odżywek białkowych/izolatów - chociaż wymiennie z mięsem ? :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie,
      Osobiście nie jestem fanem testów na nietolerancje pokarmowe. Dla mnie nie masz żadnej nietolerancji tylko słabe siły układu trawiennego, które po wzmocnieniu będą trawić także trudne do strawienia białka z produktów jakie napisałaś. Jednak nie jestem w stanie napisać konkretnej diety bez diagnozy na żywo. Myślę, że mimo iż masz uczulenie na jajko, to spokojnie możesz jeść samo żółtko jajka gotowane na miękko. W ten sposób jajko jest bardzo lekko strawne a zazwyczaj "uczulenie" jest na białko pochodzące z białej części jajka. Poza tym naturalnych produktów wysokobiałkowych jest dość dużo. Na przykład algi morskie, czyli spirulina, chlorella itp. Choć możliwe, że gdybym ustawiał Ci dietę to akurat na początku ich bym nie stosował (dość mocno wyziębiają układ pokarmowy, a pewnie w Twoim przypadku potrzebne jest dużo ciepła). Poza tym komosa ryżowa, kasza jaglana mają ciałkiem dobre ilości i stosunek aminokwasów. Poza tym wystarczy, że zjesz ryż i trochę orzechów włoskich i już masz pełne spektrum białek:)Orzechy warto najpierw trochę podprażyć. Ogólnie białek jest pod dostatkiem nawet nie jedząc zbyt dużo strączków, no ale trzeba dbać o urozmaiconą dietę. Podobnie wszystkie aminokwasy zawiera owies plus np. pestki dyni czy nasiona słonecznika. Chia także ma pełne spektrum białek.
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
  2. Cześć, na wstępie gratuluję wspaniałego bloga. dziś na niego trafiłem i widzę, że mam sporo do czytania. Mam takie pytanie do Ciebie Marian - zawsze miałem problem właśnie z białkiem tj. z jego ilością w diecie. Różne konwencjonalne zalecenia podają, aby go zjadać od 0.8 do 2 gram na kilogram masy ciała czyli przy np. wadze 70 kg powinno się tego białka (oczywiście pisze o tym uważanym za pełnowartościowe czyli z małymi wyjątkami typu komosa, amarantus - zwierzęce) spożywać od 55 do nawet 140 gram dziennie. No i teraz jak to pogodzić, bo widzę, że Ty jakby się tym nie przejmujesz i co raz bardziej zwracam się w tym kierunku aby o to w ogóle nie dbać. Z drugiej jednak strony jak np jesz 3 posiłki - rano węglowodany, na obiad białka i na kolacje zupę i to wszystko w formie roślinnej - to ile tego białka dostarczasz dziennie? 20-30 gram? a co jak ktoś uprawia sport typu kalistenikę hobbystycznie gdzie białko jest przecież potrzebne (albo tak wmówiono ludziom na świecie)? Czy mógłbyś mi przedstawić co Ty o tym myślisz? Bo sam najchętniej to nie jadłbym mięsa, kombinuje żeby np w zamian dostarczać sobie białko wegańskie w proszku itp itd i dobrze byłoby wiedzieć co o tej ilości białka w diecie myślisz. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za miłe słowo.
      Mi jako osobie specjalizującej się w Medycynie Chińskiej coraz dalej od takiego postrzegania jedzenia, jak ile gram białka powinniśmy jeść. Czasem możesz dostarczyć dużo białka, ale w nieodpowiedniej proporcji aminokwasowej i wcale nie skorzystasz z niego tak bardzo jakbyś sobie życzył. Z drugiej strony większość z nas je za dużo białka i bardzo słabo je trawi (co gorsza takie niestrawione do końca białka trafiają do obiegu krwi takich osób). Jeśli chodzi o ilość dostarczanego białka to dziś nawet są kulturyści będący na diecie wegańskiej i to jeszcze surowej (ani jednej diety wegańskiej ani tym bardziej surowej nie polecam). Dla Ciebie proponuje przyjmować białko w postaci żółtek jajek (na przykład kogiel mogiel czy jajko na miękko). Poza tym kiedy gotujesz na przykład płatki owsiane dodawaj trochę pestek słonecznika lub nasion dyni. Także połączenie ryży z odrobiną na przykład fasolki mung daje bardzo dobre proporcje białka (wspomniana przez Ciebie komosa ryżowa sama w sobie ma bardzo dobre stosunki aminokwasów). Ogólnie białko roślinne jest bardzo dobre tylko trzeba umieć je komponować. Jednak ciężko mi się doradza za pomocą komentarzy - niektóre osoby mogą wymagać tak naprawdę dużej redukcji białka w diecie a nie jego podaży nawet na poziomie 70 gram. Zalecenie Medycyny Chińskiej mówią o tym aby produktów zwierzęcych jeść na poziomie około 5 procent, zboża na poziomie około 55 procent, a warzyw na poziomie około 30 procent. Jednak to są tylko ogólne zalecenia, które i tak zawsze trzeba dopasować do indywidualnej sytuacji w ciele danej osoby oraz w miejscu w którym mieszka. Na marginesie ja od kilku lat jem stosunkowo mało białka (na pewno duuużo poniżej 70 gram, choć szczerze mówiąc nie liczę takich rzeczy) i czuje się bardzo dobrze. Moja waga jest jak na początku studiów więc chyba jest ok:) A więc na moim przykładzie białko chyba jest trochę przereklamowane. Ważniejsze jest aby dostarczyć odpowiednie aminokwasy niż duże ilości białka. Z kolei aby budować mięśnie ważny jest zdrowy układ pokarmowy, w tym odpowiednia flora bakteryjna...
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
    2. Witam serdecznie,
      Czy zoltko lub dwa oddzielone od bialka jajka np. lekko sciete dodane do kaszy jaglanej itp.bedzie lamac zasade nie laczenia bialka z weglowodanami ?
      Od jakiegogos czasu moj pierwszy posilek to porcja owocow w ilosci np. jablko,pomarancza, 3daktyle, suszona figa, suszona morela. Taka porcje spozywam na surowo lub w formie szejka, wtedy dodaje jeszcze awokado, wiorki kokosowe, rodzynki itp. Czy taki posilek moge traktowac jako jeden z 3 jedzonych na dzien, Czy nie jest to zbyt duza ilosc owocow ? Czy mozna taki posilek spozywac regularnie ? Z gory dziekuje za odpowiedz

      Usuń
    3. Witam,
      Jeśli dodamy dwa żółtka kaszy to myślę, że i tak przewaga węglowodanów będzie znaczna. Poza tym żółtko na miękko jest bardzo lekkostrawne więc taki posiłek nie będzie zbytnio obciążał naszego układu trawiennego. Zasada nie łączenia węglowodanów z białkami ma sprawić, że nasz posiłek nie będzie zbytnio ciężkostrawny. W tym przypadku tak się nie stanie więc jest ok. Twoje śniadanie z kolei jest bardzo wychładzające i warto sprawdzić czy takie rozwiązanie służy Twojemu ciału. Tego niestety nie jestem w stanie Ci powiedzieć bez diagnozy na żywo. Jednak teraz kiedy za oknem jest już zimno w moim odczuciu dla wszystkich lepiej jest jeść ciepłe śniadanie, takie jak na przykład jaglanka o której wspomniałeś. Na pewno odpuścił bym sobie jedzenie pomarańczy czy awokado w naszej strefie klimatycznej. Można oczywiście czasem sobie je zjeść, ale to raczej późniejszą wiosną i latem. One po prosto bardzo wychładzają nasze organizmy...
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
  3. wszyscy 3ej paul,lew,albert nie skalali sie fizyczna praca tzn 8-10h dniem pracy... promujesz koree pln? Tam trawa 3x na dzien, oczywiscie inaczej przyrzadzona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie,
      Nie zauważyłem nigdzie w moim artykule nawiązania do promocji Korei Północnej i przyznam szczerze trochę nie rozumiem Twojego komentarza. Ja osobiście promuje ograniczenie w diecie produktów zwierzęcych, jednak zawsze z podkreśleniem, że nie powinniśmy z nich rezygnować całkowicie. Chodzi mi tylko o proporcje na talerzu, na którym będą królować produkty roślinne, a te zwierzęce będą tylko dodatkiem (jednak ważnych dodatkiem). Natomiast jeśli uważasz inaczej to rozumiem Twoje zdanie i wcale nie namawiam do tego abyś wprowadzał jakiekolwiek zmiany zgodne z moim poglądami. Ja tylko dzielę się swoją ograniczoną wiedzą z innymi osobami, ale co kto z tymi informacjami zrobić pozostawiam dla Twojego indywidualnego spojrzenia. A tak na marginesie w moim odczuciu większość z nas nie skala się bardziej fizyczną pracą niż wymieniona trójka. I dla jasności ja nie promuje diety wegetariańskiej jako takiej, ale tą naprawdę dobrą. "Trawa" trzy razy dziennie to nie są moje pomysły na zdrowie. No ale aby zachować kontekst warto poznać inne moje artykuły...
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

O2 Lewatywa z Kawy

W temacie dlaczego czyścimy jelito starałem się opisać jak ważne jest posiadanie czystego jelita. W tym poście zaprezentuję jeden ze sposobów jego oczyszczania za pomocą lewatywy z kawy. W innych publikacjach już wspominałem, że lewatywa z kawy była jednym z kluczowych elementów mojej terapii przy nowotworze i uważam ją za jeden z najłatwiejszych i najskuteczniejszych sposobów oczyszczenia jelita grubego, wątroby oraz krwi z nagromadzonych toksyn. Oczywiście nie jest to jedyny sposób oczyszczania ciała i kiedy się wie jak, to można spokojnie oczyścić organizm bez wykonywania lewatywy. Jednak zazwyczaj jest to najprostszy sposób na rozpoczęcie nowej zabawy z uzdrawianiem swojego ciała. Na początek proponuję zadać pytanie - Jak to działa?

Kryzys ozdrowieńczy

Podejmując trud oczyszczania naszego organizmu w pewnych momentach nasze samopoczucie może ulec pogorszeniu. Tworząc odpowiednie warunki dla organizmu służące pozbywaniu się zgromadzonych przez lata toksyn, narażamy się na chwile kryzysowe, które nazywamy kryzysami ozdrowieńczymi, oczyszczającymi (choć to dwa różne kryzysy). Mianowicie w czasie zmiany drogi z rozwoju zanieczyszczeń i chorób na ich redukcję, w naszej krwi zaczynają krążyć duże ilości toksyn pochodzące z tkanek naszego organizmu. W początkach oczyszczania nasz układ wydalniczy może nie być w stanie na czas usuwać wszystkich gromadzących się toksyn i objawi się to naszym kryzysem ozdrowieńczym, czyli np. bólem głowy, nudnościami, gorączką itp. Jeśli w tym momencie źle zinterpretujemy nasze objawy i zahamujemy cały proces, to nasze wysiłki pójdą na marne. Wstrzymując dietę lub biorąc leki przepisane na dane objawy cały proces uzdrawiający może zostać przerwany. Pisząc artykuły na tej stronie staram się tak dopisywać kolej…

O5 Zabieg płukania wątroby

W artykule zaczynającym się na literę O4 starałem się ukazać potrzebę usunięcia kamieni z naszej wątroby. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, to proszę zrób to przed przeczytaniem tej publikacji. Dzisiaj postaram się w czytelny sposób opisać jedną z metod oczyszczania wątroby. Poniższa procedura jest znana ludzkości od tysięcy lat z różnymi modyfikacjami w zależności od miejsc jej wykonywania na naszej planecie. Ja skupiłem się na starożytnej metodzie lekko ulepszonej przez Andreasa Moritza. Wydaje mi się, że zaproponowana metoda jest najbardziej efektywna przy jednoczesnym najmniejszym ewentualnym złym samopoczuciu. Możliwe, że znasz lub poznasz inne metody, ale wszystkie oparte na wypiciu dużej ilości oleju roślinnego mają podobne działanie. Samo płukanie wątroby zajmie nam jeden wieczór, ale trzeba się do niego przygotowywać przez 6 dni. Warto także zaplanować wolny dzień po płukaniu wątroby, więc samą procedurę najczęściej przeprowadza się w weekend. Ze swojej strony zaznaczam…