Przejdź do głównej zawartości

CH8 Jak zadbać o naszą florę bakteryjną

         Ten artykuł jest właściwie kontynuacją publikacji na literę CH7, którą warto oczywiście przeczytać jako pierwszą. Wcześniej postarałem się zasygnalizować jak ważna jest nasza flora bakteryjna i jak przez nasze przesadnie higieniczne życie możemy przypadkiem wpłynąć na zmniejszenie jej różnorodności. A przypominam tylko, że nawet szczep bakterii będący w tak nieznacznej liczbie, że odkryjemy go dopiero za kilkadziesiąt lat, może mieć kluczowe znaczenie dla naszego zdrowia. Ten szczep może produkować jakąś bardzo ważną substancję dla naszego organizmu, substancję bez której nasze ciało funkcjonuje po prostu gorzej. Możliwe, że ta substancja jest równie ważna jak odkrywane co jakiś czas nowe Witaminy, które wcześniej dla nas nieznane, dziś są sprzedawane jako „jedyne” słuszne suplementy na daną dolegliwość. To, że czegoś jeszcze nie poznaliśmy i nie opisaliśmy w badaniach naukowych nie oznacza, że jest mniej istotne dla naszego zdrowia. Stąd jak już wiesz, zdecydowanie bliżej mi do wyhodowania odpowiedniej flory bakteryjnej, która będzie produkować dla nas niezbędne środki odżywcze niż łykanie suplementów z modną aktualnie Witaminą wypromowaną przez dane osoby, mające nawet najlepsze intencje. Oczywiście muszę zaznaczyć, że kiedy w naszej florze bakteryjnej brakuje szczepu produkującego dany związek, logiczna wydaje się potrzeba suplementowania go z zewnątrz. Ale chcąc leczyć przyczynę jednocześnie trzeba zadbać o przywrócenie planu zdrowia, jaki dla nas zaplanowała Natura. Dziś postaram się napisać „jak żyć”, aby nasza flora zamiast czarno białym obrazkiem była kolorową tęczą…

Ten post rozpocznę od opisu co będzie korzystnie wpływać na naszą florę bakteryjną, a następnie będę wplatać w to także elementy, które przeszkadzają w jej egzystowaniu. Może zacznę od czegoś dziwnego na pierwszy rzut oka, ale najbardziej dobitnie pokazującego jak zmieniło się nasze życie na przestrzeni ostatnich lat.

Nasz styl życia dość skutecznie odseparował nas od naturalnego źródła najlepszych probiotyków, czyli od gleby. Jeszcze kiedy ja byłem dzieckiem właściwie każdego dnia byłem ubrudzony ziemią, a sytuacje kiedy próbowałem wypluć resztki ziemi po jakimś upadku zdarzały się dość często. Z kolei nasi dziadkowie praktycznie codziennie mieli kontakt z glebą podczas uprawy roślin. Idąc dalej nasi jeszcze starsi przodkowie z ziemią obcowali cały czas, choćby w czasie poszukiwania jedzenia. Natomiast dzisiaj już coraz rzadziej zdarza się nam obcować z ziemią. Także warzywa myjemy zdecydowanie bardziej skrupulatnie niż kiedyś. W moim dzieciństwie nie zabrakło sytuacji kiedy jadłem jagody, marchewki bezpośrednio po zerwaniu, czasem tylko lekko otrzepane od gleby. W naszym aktualnym świecie takie postępowanie uważali byśmy za niehigieniczne, może nawet nieodpowiedzialne. Jednak takie postrzeganie jest bardzo ograniczone.

W glebie znajduje się ogromna ilość bakterii, która bardzo korzystnie będzie wpływać na naszą florę bakteryjną. Szacuje się, że w próbce gleby różnorodność bakterii jest zdecydowanie większa niż w naszych jelitach. Na tym tle kupowanie drogich probiotyków wydaje się co najmniej niepotrzebne. Oczywiście nie zachęcam do jedzenia brudnych warzyw, ale kiedy jesteśmy pewni, że dana roślina była uprawiana w sposób naturalny, to pozwólmy sobie czasem na odrobinę „szaleństwa”. Z kolei kiedy nasze dzieci będą całe pobrudzone i kiedy po naszych uwagach mimo wszystko pójdą i wytarzają się po raz kolejny w błocie, to może odpuśćmy im, pamiętając że dzięki takiemu postępowaniu rozwijamy ich różnorodność, różnorodność zawartą w florze bakteryjnej. A więc przede wszystkim zadbajmy o nasz kontakt z Ziemią, nawet czasem nie bojąc się, że dostanie się ona do naszych ust. 

Wydaje się, że posiadanie domowego zwierzaka także jest wspaniałą okazją dla rozbudowania naszej flory bakteryjnej. Wielu naturoterapeutów straszy nas, że jeśli mamy domowe zwierzęta, to mamy także takie pasożyty jak one. Tego tematu nie będę rozwijał, ponieważ na temat pasożytów napisałem osobny artykuł, ale jak się pewnie domyślasz nie do końca zgadzam się z tym stwierdzeniem. Pasożyty nie są przyczyną, a objawem choroby. Zawsze trzeba o tym pamiętać. W przypadku zwierzaków domowych warto zauważyć szanse jakie one nam dają. Dzięki nim możemy rozwinąć naszą florę bakteryjną do tego stopnia, że na przykład alergie bardzo rzadko występują w rodzinach mających zwierzęta. W moich obserwacjach także zdarzały się przypadki, że kupienie psa do domu spowodowało wyzdrowienie lub zmniejszenie objawów astmy (choć zdarzyły się i przypadki, że właśnie pozbycie się pupila spowodowało uzdrowienie – tutaj nie ma reguły, no chyba że poznamy mechanizmy jakie mogą na to wpływać. Jednak wyjaśnienie tego wykracza poza łamy tego artykułu). Możliwe, że „zniszczenie” sterylnych warunków w naszym domu po wprowadzeniu się zwierzaka zajęło nasz układ odpornościowy do takiego stopnia, że nie rozwijał on nadmiernie ostrych reakcji na inne czynniki potencjalnie alergiczne.

Osobiście już od jakiegoś czasu sam jestem właścicielem dwóch kotów (no może nie sam, z żoną oczywiście). Tutaj jestem totalnie nie obiektywny, ale mam wrażenie, że przyczyniły się one do zwiększenia mojego zdrowia także na tle bakteryjnym. Oczywiście nie sprawiliśmy sobie kotów tylko dla bakterii, ale jest to całkiem dobry efekt uboczny. Poza tym domowe zwierzęta potrafią wnieść coś więcej do domu, czego opisać się nie da, ale każdy właściciel czworonoga zdaje sobie z tego sprawę. W przypadku kotów nie zapominajmy także o jonach ujemnych, o których pisałem w artykule na literę N4. Dla mnie wprowadzenie zwierzęcia może spowodować zarażenie nas jakąś bakterią, która będzie produkować substancje leczące naszą aktualną dolegliwość. Zwierzęta też często (szczególnie psy) biorą na siebie negatywne energie związane z chorobą, dlatego nie powinno być dla nas zaskoczeniem, że nasz pies będzie miał podobną chorobę co my. Ba, może nawet spowoduje zmniejszenie bólu u osoby cierpiącej, która staje się jego właścicielem. Właśnie dlatego w dawnych czasach wpuszczano na okres choroby psy do domów na wsiach. No ale to już inny temat. W tym miejscu warto zauważać jak nasze zwierzaki same dbają o własną florę bakteryjną. Mianowicie robią to choćby wtedy, kiedy zjadają/liżą odchody innych zwierząt. Nie jest to miły widok, ale na pewno duża mądrość Natury.

Będąc dalej przy temacie dzieci częstym naszym zaleceniem jest mycie rąk przed jedzeniem. Z jednej strony wydaje się to słuszna idea, bo w jakim celu narażać się na przypadkowe połknięcie nieprzyjaznych bakterii. Z drugiej strony pozbawiamy nasze dzieci kontaktu z bakteriami, które mogłyby całkiem mocno wesprzeć różnorodność ich flory bakteryjnej. Jednak w tym temacie chyba lepiej zachować zdrowy rozsądek niż być zbyt mocno ortodoksyjnym. Osobiście zalecałbym mycie rąk w przedszkolu, gdzie roi się od pasożytów. Dodatkowo myłbym ręce po wizytach w szpitalu, dotykaniu roślin pryskanych pestycydami czy w okresie szalejącej grypy. Ale kiedy już spędziliśmy czas w znanym nam otoczeniu, nawet na świeżym powietrzu na przykład na wsi, to może czasem warto odpuścić sobie mycie rąk. Osobiście byłbym w stanie także odpuścić sobie ich umycie nawet kiedy byłyby ubrudzone glebą, jednak taką którą można spotkać w czystych ekologicznie miejscach. Dzisiaj trzeba być jednak ostrożnym, ponieważ większość brudu tego świata jest naszpikowana chemicznymi substancjami, które z kolei będę wpływać negatywnie na naszą florę bakteryjną. 

Będąc świadomy powyższych faktów jakoś mam więcej zrozumienia kiedy moje koty po raz kolejny wysypały piach z doniczek naszych kwiatów. Myślę sobie wtedy, że chyba każdemu z nas przydałoby się zanurzyć raz na jakiś czas palce w takiej glebie. Stąd kiedy nie mamy możliwości posiadania własnego ogródka może warto choć zasadzić kilka jadalnych roślinek w doniczkach. Zjadanie ziemi jest bardzo częste u wszelakich zwierząt na tym świecie. W sumie czy jedzenie kamiennej soli także nie jest jakimś jedzeniem ziemi bezpośrednio? Na marginesie taka hodowana w domowych warunkach bazylia czy kolendra czy inne zioła także może być świetnym źródłem bakterii, w tym także Witaminy B12. Jak już sobie to uświadomimy, mycie tych roślinek przed zjedzeniem wydaje się bezsensownym pomysłem (no chyba, że kupiliśmy sobie gotowe ze sklepu). A więc posiadanie ziół, których nie myjemy, a dodajemy surowe do naszych posiłków będzie dostarczać nam „sympatyczne” bakterie. Jak nie mamy takiego zaparcia aby hodować własne zioła, to dziś coraz łatwiej kupić tanie zioła, wyhodowane bez pestycydów. Choć mieszkańcom miast polecam własną hodowlę, jako jakiś zamiennik codziennego kontaktu z ziemią.

Idąc dalej kiedy nasze mieszkanie jest ciągle myte antybakteryjnymi środkami czystości, to możemy być pewni, że nasza flora bakteryjna na tym ucierpi. Nie chodzi o to aby nie sprzątać domu. Sam jakoś nie jestem w stanie tego przeforsować u siebie w sobotni, leniwy poranek. Ale warto zauważyć, że jeszcze nie tak dawno temu w wielu domach z podłogą było klepisko. Wydaje się to mało sterylne środowisko, ale dawało szanse na stały kontakt z rozmaitymi bakteriami. Oczywiście nie ma potrzeby przesadzać, ale może używać odpowiednich środków czyszczących. 

W moim domu nie posiadam mocno chemicznych środków. Środki czystości, których używam są zazwyczaj łagodne i ekologiczne. Nie mam w sobie tyle zapału aby samodzielnie wytwarzać własne środki czystości jak to robią niektórzy z nas, za co ich podziwiam. Jednak kiedy na przykład myję podłogę, to zamiast chemicznego środka dodaję do gorącej wody ocet jabłkowy, trochę soku z cytryny oraz kilka kropel olejku eterycznego. Zajmuje to kilka sekund a w mojej głowie rodzi się wizja dobrej flory bakteryjnej także na podłodze mojego mieszkania. 

Z drugiej strony kiedy potrzebuję trochę piany wystarczy zalać wrzątkiem orzechy piorące i już mam świetny płyn do czyszczenia łazienki. Sposobów jest wiele i może kiedyś jeszcze o nich napiszę. Ostatnio na przykład odkryłem szmatkę z Nano srebrem, której efektywność bardzo mnie zaskoczyła. Dziś chcę tylko wspomnieć, że jeśli chlor i podobne mu środki występuje w Twoich środkach czystości, to na pewno zubaża florę bakteryjną Twojego mieszkania, a w konsekwencji także Twoją. U mnie w domu do mycia używamy tylko octu jabłkowego, cytryn, orzechów piorących, wspomnianych ścierek oraz czasem szarego mydła. Tylko do czyszczenia toalety i mycia naczyń używamy jakiegoś ekologicznego preparatu. Jak widać można, tym bardziej, że na tym polu naprawdę nie jestem jakimś ortodoksem i sposoby sprzątania domu muszą być łatwe, praktyczne i szybkie.

W tym miejscu warto też wspomnieć o środkach czystości jakie używamy do mycia swojego ciała. Ten wątek rozwijałem i będę rozwijał w innych publikacjach. Dziś tylko napomknę, że im mniej dziwnie wyglądających składników ma Twoje mydło, tym lepiej. Oczywiście czasem możemy mieć dobre mydło z ponad czterdziestoma składnikami, gdzie blisko czterdzieści to rozmaite zioła. Mi na przykład zdarzyło się kupić mydło kastylijskie mające w swoim składzie głównie olej kokosowy, oliwę i glicerynę. Dodaje do niego kilka kropli olejków eterycznych i w bardzo tani sposób mam mydło nie podrażniające zbytnio mojej flory bakteryjnej na skórze. O tym i o innych sposobach jeszcze kiedyś napiszę, ale już dziś możesz poczytać sobie o tym mydle wpisując jego nazwę w wyszukiwarkę.  Aczkolwiek dziś tak naprawdę mamy coraz większy wybór w ekologicznych kosmetykach, co znacząco ułatwia sprawę. Tutaj tylko należy zachować ostrożność, ponieważ niestety także i Ci producenci czasem nas oszukują. Kończąc ten wątek powiem tylko, że moim zdaniem także na tym polu nie należy wpadać w skrajności. Używanie typowych marek z supermarketu z chlorem i innymi chemikaliami jest dla mnie nie do przyjęcia, ale z drugiej strony produkcja tylko własnych środków czystości kosztem pójścia na spacer do lasu czy zadbania o kontakty towarzyskie także jest nieprawidłowa. Tutaj należy dopasować się do własnych możliwości. 


Warto wiedzieć, że aktywność fizyczna także wpływa na florę bakteryjną i nie chodzi tu tylko o ruch na świeżym powietrzu. Prawdopodobnie składa się na to cały skomplikowany mechanizm, ale na nasze potrzeby bardzo go uprośćmy. A więc kiedy jesteśmy bardzo aktywni fizycznie zwiększamy tym samym szybkość pasażu jelitowego. Czyli w tym czasie trawiony pokarm przepływa przez jelita szybciej. Do tego nowego zjawiska muszą dostosować się bakterie i szybki pasaż jelitowy będzie powodował zwiększenie ilości szczepów bakterii, które dobrze się czują w takich warunkach, a zmniejszał ilość tych bakterii, które wolą wolniejszy przepływ pożywienia. Z kolei jeśli prowadzimy bardzo mało aktywny tryb życia nasz pasaż jelitowy będzie wolny i na tym tle rozwiną się adekwatne do tego bakterie. Nie chcąc bardzo zgłębiać tego tematu dam tylko prostą wskazówkę. Na ogół w życiu jest tak, że najlepiej wszystko działa kiedy nie jest robione ani za wolno, ani za szybko. Najlepiej aby było to gdzieś po środku. Także tutaj najlepiej będzie jak Twój pasaż jelitowy nie będzie ani za szybki, ani za wolny. A więc warto się ruszać, ale bieganie kilkunastu kilometrów dziennie może okazać się już dużą przesadą (zdaję sobie sprawę, że takimi stwierdzeniami narażam się na dużą dezaprobatę coraz większej ilości fanów biegania, no ale trudno). Z drugiej strony siedzący tryb życia spowoduje gromadzenie się w jednym miejscu pasażu jelitowego, co będzie tworzyło patologiczną substancję. Wydaje się, że najlepszy jest ciągły ruch o średniej intensywności. Dla mnie więc lepszy jest dwugodzinny spacer lub godzinny szybki marsz niż piętnastominutowy wyczyn sportowy. 

Kolejnym ważnym elementem dbania o różnorodność flory bakteryjnej są kontakty towarzyskie. Spotykając się z rozmaitymi ludźmi masz okazję spotkać szczepy bakteryjne, których nie posiada Twoja flora bakteryjna. Dla umotywowania potrzeby kontaktów międzyludzkich przytoczę pewien eksperyment. A wiec badacze odkryli, że umieszczenie razem myszy otyłych i szczupłych uchroniło przed przybieraniem na wadzę tych bardziej przy sobie. Otyłe gryzonie „zaraziły się” florą bakteryjną pochodzącą od ich szczupłych kolegów i dzięki temu zaczęły lepiej metabolizować przyjmowane jedzenie. Dlatego zadbaj czasem o to, aby spotykać się z rozmaitymi ludźmi aby mieć szanse na jak najbardziej różnorodną florę bakteryjną. Tutaj chyba warto podkreślić, że czasem warto też spotkać osobę zdrowszą od siebie.

Ważnym zauważania jest fakt, że jedne bakterie lubią dany typ błonnika, a inne inny. Czyli jedząc tylko jabłka wykształcimy florę bakteryjną dobrze trawiącą z nich pektyny. W tym samym czasie zaniedbamy inne szczepy bakterii, które nawet mogą zniknąć z naszego organizmu. Stąd bez specjalnego przedłużania warto aby nasza dieta była bogata w rozmaite substancje roślinne, tak aby rodzajów błonnika nie zabrakło dla żadnego typu bakterii. Jedząc tylko otręby jako jedyny pomysł aby w naszej diecie był błonnik, wyhodujemy sobie dość nieróżnorodną florę bakteryjną fermentującą arabinoksylany, czyli błonnik zawarty w otrębach. Natomiast jeśli w Twojej diecie zabraknie błonnika organizm sam będzie dokarmiał bakterie produkując mucynę, czyli śluz chroniący jelita. Jednak kiedy bakterie zaczynają żywić się mucyną w końcu może zabraknąć jej jako tarczy chroniącej jelita i będzie to początek stanu zapalnego jelita. Stąd już tylko chwila do rozmaitych chorób, gdzie nieszczelne jelito będzie tylko początkiem.
Teraz kilka zdań o probiotykach. Teoretycznie wydaje się dobrym pomysłem suplementowanie się takimi preparatami. Jednak zdecydowana większość z nich posiada w swoim składzie kilka lub te najlepsze kilkanaście szczepów bakterii. W moim odczuciu nie jesteśmy w stanie przewidzieć jakimi bakteriami powinniśmy się suplementować w danym etapie naszego życia. Probiotyki oczywiście potrafią czasem nawet uratować życie, nawet kiedy nie zdajemy sobie z tego sprawy. Z drugiej jednak strony możemy przypadkiem zbyt mocno ingerować w naszą florę bakteryjną dostarczając bardzo ograniczonych szczepów bakterii. Ja po prostu widzę w tym zagrożenie wykształcenia flory bakteryjnej, co prawda z dobrymi bakteriami ale jednak bardzo mało zróżnicowanej. Stąd zdecydowanie wolę nasze naturalne probiotyki, czyli choćby kiszonki. W nich ilość szczepów bakterii jest zdecydowanie większą i rozmaita, w zależność od typu rośliny jaką będziemy kisić. Zażywanie bakterii jest stare jak świat, więc nie rezygnujmy z tego. Tylko róbmy to za pomocą starych sprawdzonych metod, a nie jak to się zaczęło w ubiegłym wieku za pomocą tabletki. O kiszonkach napiszę więcej w artykule D13. Tam też podam sposób jak odnowić mocno zniszczoną florę bakteryjną.

Pamiętajmy też, że suplementując się probiotykami musimy zachować odpowiednią dietę. Jeśli brakuje w naszej diecie odpowiedniego błonnika nawet najlepsze probiotyki, nawet te naturalne nie będą miały szansy się rozwinąć. Największym błędem w naszym myśleniu jest to, że spożywając probiotyki wzbogacimy swoją florę bakteryjną na stałe. Tak naprawdę bakterie probiotyczne są tylko chwilowymi gośćmi w naszych jelitach. One pomagają utrzymać nasze zdrowie i warto dbać aby np. codziennie zjeść małą porcje czegoś kiszonego. One będą wzmacniać naszą odporność, a także wzmacniać ściany naszych jelit. Jednak myślenie, że dzięki temu będziemy mieć zdrową florę bakteryjną jest mylące. Można to porównać do zarośniętego chwastami ogródka. Jeśli nasz ogórek jest zaniedbamy przez dziesiątki lat, to posianie kilku dodatkowych nasionek nie pomoże w jego upiększeniu, nawet jak to będą najdroższe nasionka na rynku. Czasem potrzeba gruntownej „zabawy” w ogródku aby to zmienić. Właśnie taką zabawą wyrywającą chwasty może być choćby lewatywa stosowana na początku naszej zabawy w uzdrawianiu. Jednak kiedy już nasz ogródek będzie zadbany i na bieżąco pielęgnowany, to już nie będzie sensu go przekopywać. A więc wtedy także lewatywa stanie się zbyteczna, a wręcz nie zalecana.

Pamiętajmy więc, że wzbogacanie naszej flory bakteryjnej powinno się odbywać za pomocą dostarczania odpowiedniego pokarmu, zdecydowanie bardziej niż łykanie odpowiednich bakterii. Dlatego dziś też coraz częściej modne stają się rozmaite prebiotyki, takie jak choćby Inulina. Prebiotyk rożni się tym od probiotyku, że nie zawiera ona w sobie żadnych bakterii, ale tylko substancje pochodzące od roślin, których my nie trawimy, ale są idealnym obiadem dla bakterii. Ja jestem zagorzałym zwolennikiem dostarczania odpowiedniego pokarmu dla bakterii i uważam, że prędzej czy później na tym tle rozwiną się bakterię na jakich nam zależy. Nie jest to tylko takie moje teoretyzowanie, ale już potwierdzone w moich totalnie nienaukowych badaniach, które wykonują moi „pacjenci”. Zmieniając ich dietę bardzo często moim głównym celem jest wyrównanie flory bakteryjnej. To, że przypadkowo leczą sobie rozmaite choroby jest zasługą przede wszystkim właśnie bakterii w nich zamieszkujących. 

Jednak nie trzeba kupować prebiotyków, ponieważ choćby wspomniana Inulina jest zawarta w warzywach. A wiec przy odpowiedniej diecie kupowanie drogich suplementów znów staje się niepotrzebne. Z drugiej strony całkiem słusznie producenci wymyślili kolejny hit mody, czyli tak zwane symbiotyki. W tym suplemencie mamy zarówno bakterie jak i prebiotyki, czyli pokarm na którym mogą się rozwinąć. Jest to jakiś dobry kierunek, ale zwykły obiad w którego skład wchodzi cebulka, ziemniaki czy kasza oraz ogórek kiszony jest właśnie symbiotykiem. Skoro nie widać różnicy, po co przepłacać. Nawet nie umyte naturalnie uprawiane jabłko jest symbiotykiem, ponieważ jako jabłko jest idealnym prebiotykiem, a na swojej skórce ma więcej szczepów bakterii niż najlepszy probiotyk.

Jednak jeśli mamy osobę, która nie jest w stanie zmienić swoich nawyków żywieniowych, to się nie upieram przy swoim. Wtedy podanie choćby Inuliny, jakiś kiszonek czy ewentualnie probiotyków jest lepszym pomysłem niż tylko przykładanie powyższych teorii. Uczciwie muszę też napisać, że dzieci przyjmujące probiotyki nawet w formie sztucznej chorowały o około 25% rzadziej niż ich rówieśnicy. Czyli jeśli nie mamy innego pomysłu na zdrowie, to przyjmowanie probiotyków może okazać się całkiem sensowne. Choć idealnie byłoby gdyby każdy probiotyk był indywidualnie skomponowaną mieszanką dla danej osoby, przy uwzględnieniu, że flora bakteryjna może być odmienna każdego dnia. Stąd dalej będę się upierał przy kiszonkach. Tym bardziej, że w rzeczywistości większość suplementów probiotycznych nie przeszło odpowiednich badań, więc nawet nie wiadomo czy mają to co podaje producent na opakowaniu. Mnie zawsze dziwi jak te bakterie mają przetrwać roczny okres przydatności upakowane w małej tabletce. Szczerze mówiąc o praktykach jakie są stosowane przy produkcji suplementów mógłbym napisać cały artykuł, co może nawet kiedyś uczynię. Jednak ta wiedza ogólnie jeszcze bardziej zniechęca do ich stosowania.

O bakteriach chorobotwórczych pisałem już wiele razy i nie będę się powtarzał. Ale trochę z innego spojrzenia pamiętajmy, że rozmaite patogenne drobnoustroje czy pasożyty żyją z nami od samego początku, od tysięcy lat. Stąd nasz układ odpornościowy mający z nimi dość „szorstką” przyjaźń mógł się nauczyć prawidłowo funkcjonować dzięki nim. Z drugiej strony pamiętajmy, że nasze pobieżne skazywanie danego mikroba na etykietkę złego, nie oznacza, że faktycznie tak jest. Idealnym przykładem jest tutaj bakteria Helicobacter pylori. Środowisko obarczyło ją o wywoływanie wrzodów żołądka, a nawet raka. Jednak jeśli czytałeś mój artykuł o bakteriach, to już dobrze wiesz, że nie każdy strażak mimo iż znajduje się przy pożarze jest jego twórcą. Dzisiaj już z dużą dozą pewności możemy powiedzieć, że bakteria Helicobacter nie wywołuje wrzodów i właściwie występuje u każdego z nas nie wywołując żadnych chorób. Oczywiście nie występuje ona u tych ludzi, którzy w myśl medycznego leczenia łykali antybiotyki mające na celu jej zniszczenie. Teraz oni, ich dzieci nie mają tej bakterii. Z kolei zauważono, że dzieci nie mające bakterii Helicobakter zdecydowanie częściej mają astmę i alergie. Dzisiaj nawet coraz częściej słyszymy głosy aby specjalnie zarażać dzieci nie mające jej w swoim arsenale flory bakteryjnej. Takie rzeczy, tylko na Ziemi.

Coraz więcej obserwacji badawczych wskazuje, że nadużywanie antybiotyków przyczynia się do rozwoju astmy. Dobrym przykładem jak wpływają na nas antybiotyki jest przykład myszy, które po antybiotykoterapii bardzo łatwo zarażały się Salmonellą. W tym samym czasie ich koledzy z normalną florą bakteryjną nie miały żadnych objawów infekcji i wychodziły bez szwanku przy ataku takiego patogenu. Czyli chroniąc się przed chorobą antybiotykiem stajemy się zdecydowanie łatwiej podatni na rozmaite choroby w przyszłości. Trochę to chyba bez sensu. Jak zawsze nie mogę polecać konkretnych ziół dla wszystkich, ponieważ aby je zażywać powinno się być pod okiem doświadczonego zielarza. Jednak wspomnę tylko, że korzeń jeżówki jest często zdecydowanie lepszy i skuteczniejszy niż antybiotyki. Tutaj warto go połączyć z jakimś cieplejszym ziołem, czyli na przykład tymiankiem. Nie piszę o tym aby dawać pomysły jak leczyć infekcję bakteryjną, ale aby ukazać, że naprawdę jest wiele innych dróg jej leczenia niż tylko środki farmaceutyczne. 
 
Jednak nie przejmuj się jeśli Twoje dzieciństwo lub też dorosłość była związana z antybiotykami. Całe szczęście duża cześć bakterii potrafi się ukryć gdzieś w jelitach i jeśli pozbędziesz się tych mniej pożądanych, to przy dobrej diecie w końcu odbudujesz swoje pożądane oddziały. W tym miejscu warto tylko pamiętać, że zdecydowana większość produkowanych na świecie antybiotyków jest przeznaczonych dla zwierząt hodowlanych. Ten proceder bardzo mocno wpływa na florę bakteryjną naszej planety, a w konsekwencji na nas wszystkich. Stąd próbowanie wybierania produktów ze zrównoważonego rozwoju także w konsekwencji przyczyni się do lepszej flory nas wszystkich.

Tutaj może warto też powiedzieć, że jeśli w naszej diecie dominują warzywa z „supermarketu”, to ich konsumpcja także nie przyczynia się do rozwoju naszej flory bakteryjnej. Używane pestycydy w przemysłowej produkcji roślin skutecznie zubażają w pożyteczne bakterie rośliny przez nas spożywane. Dodatkowo duży napływ pestycydów do naszych ciał także może mieć dość konkretny wpływ na bakterie zamieszkujące nasze jelita. Stąd najlepiej kupować warzywa uprawiane naturalnie lub stosować się do porad jakie zamieściłem w artykule na literę D12.

Kończąc już ten artykuł chciałem zauważyć, że działań mogących wpływać na naszą florę bakteryjną może być jeszcze więcej. Jednak ostatnio coraz dłuższe wychodzą mi artykuły więc postaram się przekazać Ci kolejne wskazówki w kolejnych publikacjach. Na koniec wspomnę tylko o tym, o czym nie wie lub zapomina większość z nas. A więc to co bez wątpienia niszczy florę bakteryjną to stres. Nie jest ty tylko takie gadanie, ale dziś odkryto, że myszy które zostały odseparowane od matki (stres) miały zmienioną florę bakteryjną. Jak dla mnie stres może spowodować każdą chorobę. W tym ujęciu mam dość mocno ukształtowane poglądy mówiące w skrócie o tym, że nasze ciało jest tylko lustrem naszej duszy. Jeśli nasza dusza cierpi, to prędzej czy później odbije się to na naszym ciele, czyli też na naszej florze bakteryjnej. Czyli bycie szczęśliwym także będzie wpływać na piękno Twojej flory bakteryjnej. Szkoda tylko, że to tak łatwo się mówi, a tak trudno robi. Jednak nikt nie powiedział, że nasze cele, marzenia, aspiracje mamy spełniać od razu. Dla mnie zdecydowanie ciekawsza jest sama droga, po której kroczymy przez życie, niż osiągnięcie danego celu…
Dzień dobry Bakterio!
Zapraszam do siebie
Będzie się nam wspólnie miło żyło

Komentarze

  1. Witam serdecznie, dziękuję za kolejne pomocne wskazówki i ciekawe informacje. W artykule brakuje mi bakterii które możemy czerpać z wód mineralnych czy źródlanych. Czy warto pod tym kątem rozpatrywać nawadnianie swojego ciała ? Podam przykład, woda kranowa z której korzystają mieszkańcy w mojej okolicy została dokładnie przebadana, taka woda nie wykazała żadnej zauważalnej różnicy w porwaniu z dobrej jakości (górna półka) wodą mineralną, a pod względem czystości wyszła nawet lepiej od tej butelkowanej. Woda z tego źródła jakiś czas temu była sprzedawana jako mineralna, czystość tej wody przekłada się również na mniejszą ilość minerałów a konkretnie: Na 9.5 mg/l Cl 13.3 mg/l
    K 4.9 mg/l HCO3 221.21 mg/l
    Ca 64.4 mg/l NO3 1.9 mg/l
    Mg 7.4 mg/l SO4 16.6 mg/l
    SiO2 19.9 mg/l
    Twardość wody 7.45 PH=8.40
    Woda oficjalnie jest promowana jako zdrowa woda do picia, lokalne władze dbają aby wiele automatów stało w hotelach, szpitalach, szkołach itd. Jakość wody jest codziennie sprawdzana w sieci kanalizacyjnej. Woda pompowana jest z głębokości około 1200m. gdzie "spływa" wodami gruntowymi z gór odległych o około 150km a potem dalej aż do morza północnego. W samych górach woda jest pozyskiwana na wspomniane dobrej jakości wody mineralne. Zastanawiam czy w takim wypadku jest sensowne zakładanie filtra np. odwróconej osmozy czy też nie lepiej korzystać z ewentualnych bakterii zawartych w tej wodzie (z drugiej strony ta sama woda płynie w prysznicu) uzupełniając jej skład szczyptą soli himalajskiej i odrobiną minerałów jonowych ?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie,
      Faktycznie nie wspomniałem nic o bakteriach jakie możemy przyjmować wraz płynami, w tym z wodą. W sumie to nie wspomniałem o wielu rzeczach, ale pisząc ten artykuł miałem konkretną intencję, mianowicie aby po prostu wrócić do Natury i w ten sposób dbać o florę bakteryjną, a nie za pomocą tabletek. Woda oczywiście może i jest doskonałym źródłem dobrych bakterii, oczywiście pod warunkiem że nasza woda nie jest chlorowana. Wtedy nie tylko nie ma w niej dobrych bakterii ale będzie ona uszkadzać naszą florę bakteryjną. Odnosząc się do wody opisanej przez Ciebie, to jeśli faktycznie jest ona dobrej jakości, to zakładanie filtra odwróconej osmozy jest zbędne. Filtr odwróconej osmozy ma swoje wady, w tym właśnie chociażby wyjałowienie wody. Stąd jak pisałem w artykule tematycznym (o nawadnianiu piszę w artykułach na literę W) mimo iż sam założyłem filtr odwróconej osmozy w swoim domu, to zdaje sobie sprawę, że nie jest to idealne rozwiązanie. Zawsze tylko pozostaje pytanie czy woda nawet jeśli jest promowana jako zdrowa czy faktycznie taka jest. U mnie też wodę można pić, ale kiedy ją badałem we własnym zakresie znalazłem w niej pochodne środków używanych w rolnictwie czy bardzo małe, ale jednak stężenie metali ciężkich i jeszcze innych drobnostek. Czasem jest tak, że daną wodę nie sprawdza się na wszystkich obszarach i można przypadkiem uznać ją za zdrową, mimo iż zawiera jakieś toksyczne substancje. Jednak nie chcę Cię zachęcić do kupienia filtra tylko pokazać szersze oblicze. Jeśli czujesz, że Twoja woda jest ok, to spokojnie ją pij z kranu. Nalej ją do szklanej butelki, dodaj odrobinę soli kamiennej czy minerały jonowe i po 8 godzinach spokojnie pij:)
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
    2. Woda z wspomnianego przeze mnie źródła jest nie chlorowana, badana regularnie na poziom bakterii patogennych, metali ciężkich, pestycydów i środków farmaceutycznych. Wyniki tych testów wypadają sumarycznie lepiej od butelkowanej wody i nie przekraczają dopuszczalnych norm, na razie założę sobie że woda butelkowana jest nie warta swojej ceny ;) a normy bardziej dostosowane do już zanieczyszczonego środowiska niż naszych organizmów. Zanim zrezygnuję z filtru chciałbym przetestować jakość wody w domu. Wykonanie jakiego testu możesz mi polecić ? Przy okazji natknąłem się na ciekawą wiadomość która jeszcze bardziej komplikuje a raczej przesuwa szalę w stronę wody z kranu bez filtru. http://zdrowie.salon24.pl/686770,wodociagi-sa-pelne-bakterii-naszych-sprzymierzencow

      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Witam serdecznie,
      Niestety nie jestem stanie Ci polecić konkretnych testów - tutaj ja zdawałem się na wiedzę mojego taty, który jako pracownik Politechniki zdecydowanie bardziej zna się na chemii niż ja (obecnie były pracownik, bo mój tata przeszedł na emeryturę). Ale tak z pamięci na pewno badałem poziomy żelaza, mangan, miedzi, sodu, potasu, wapnia, fluorków, bromki, chlorki, fosforany, siarczany, azotany, azotyny i dalej już nie pamiętam. Odnośnie bakterii z wodociągów pewnie jest w tym jakaś racja, ale też pamiętajmy, że rury wodociągowe są najczęściej wykonywane z materiałów, których pochodne mają działanie rakotwórcze. A więc tutaj nie ma jednoznacznego dobrego rozwiązania, każde ma swoje wady i swoje zalety...
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
  2. Marian, dziękuję Ci za ten blog, wciąż czekam na obiecany artykuł o witaminie B12;-) Temat ostatnio bardzo na topie;-) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,
      Powiem szczerze, że ostatnio "przypadkowo" bardzo rozwinął mi się gabinet i brakuje mi czasu na pisanie bloga, tym bardziej, że wciąż studiuje Medycynę Chińską i chodzę na rozmaite kursy. Ale postaram się jakoś po wakacjach ogarnąć i jakoś przeznaczyć czas na pisanie artykułów...
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
  3. Witam,
    Marian z twoich komentarzy wnioskuję że jesteś bardzo zajęty pomaganiem pacjentom i studiami więc co bardzo zrozumiałe brakuje Ci czasu na napusanie kolejnych artykułów. Czy mógłbyś w skrócie przedstawić tematy na jakie możemy jeszcze zwrócić uwagę zanim pojawią się opisane na blogu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie,
      Powiem szczerze, że tematów które mam w głowie aby napisać jest ogromna ilość. Jednak po wakacjach postaram się jakoś wygospodarować tak czas, aby co jakiś czas napisać artykuł, aby moi czytelnicy nie ucierpieli przez moje inne aktywności. Teraz mam w głowie artykuł o wegetarianizmie, który postaram się jakoś napisać jeszcze przed końcem wakacji. W nim zamieszczę ważniejsze wskazówki jak prowadzić odpowiedzialną dietę:)
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
  4. Witam Marianie co sądzisz o grzybie kombucha ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie,
      Myślę, że jest bardzo dobrym wyborem. Z niego zazwyczaj robi się herbatę kombucha, którą zdarzyło mi się kilka razy pić. Jeśli idziemy w takie produkty to także warto zainteresować się śliwką umeboshi (czyli japońską morelą;)). Ja ją szczególnie zimą często jadam ją do obiadu wymiennie z ogórkiem kiszonym. Kiedyś napiszę artykuł i wspomnę więcej o tego typu produktach. Jednak pamiętaj, że najważniejsza jest odpowiednia dieta i to ona ma kluczowe znaczenie w wytwarzaniu prawidłowej flory bakteryjnej...
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
  5. Witam :) W jaki sposob mozna wyleczyc naturalnie zapalenie gruczolu krokowego?Mimo mojego młodego wieku (22 lata),ciągle odczuwam uczucie moczu w prąciu.Nie mam pojęcia już co robić.Dodam do tego zapurzenia potencji..w tym wieku.Pomocy !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie,
      Nie jestem w stanie Ci pomóc bez indywidualnej diagnozy. Przyczyn tej dolegliwości może być wiele i na pewno nie należy doradzać za pomocą komentarzy. Tutaj widziałbym zastosowanie akupunktury, ale musiałby być to dobry akupunkturzysta, który ma szerszą wiedzę (takich nam trochę brakuje). Możliwe, że pomogłaby odpowiednie dieta, ale ją trzeba dobrać indywidualnie (może dieta alkaliczna, ale to tylko gdybanie). Dodatkowo warto byłoby włączyć zioła, ale to tylko przypisuje na spotkaniach na żywo. A więc polecam poszukanie jakiegoś dobrego terapeuty, może ze specjalizację z Medycyny Chińskiej. Może też warto wybrać się do lekarza, aby także z tej strony się zdiagnozować...
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
    2. Dziękuje serdecznie za odpowiedz.Z góry napiszę,że nie mam pieniędzy aby chodzić po lekarzach.Byłem robić usg dopplera,w tamtych rejonach(prącie
      ) wyszlo wszystko wporządku,nerki też,lecz ten gruczoł jest prawie dwukrotnie powiększony w stosunku do wielkości normalnej jaka powinna być.W czym w takim razie mógłby mi pomóc "zwykły " lekarz który zbombardowałby mnie sporą ilością antybiotyków,czy uszkodzenie tego narządu również w jakiś sposób wchodzi w grę ? Strasznie się tym martwię.

      Usuń
    3. Witam serdecznie,
      Zdiagnozowanie się u lekarza nie oznacza od razu przyjęcia jego strategii leczenia. Ja osobiście pewnie odrzuciłbym większość zaproponowanych terapii z medycyny konwencjonalnej ale warto się chociażby zdiagnozować też tutaj. Można też skorzystać z przychodni, gdzie wydaje mi się pomoc jest bezpłatna. Ja jednak do celowo polecałbym poszukanie jakieś osoby dobrej z naturalnych metod leczenia. Trzeba znać przyczynę dolegliwości, a nie tylko objawy aby móc skutecznie kogoś leczyć...
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
    4. Dziękuje bardzo za odpowiedz.W tym celu diagnoza jestem już umówiony z lekarzem(urologiem).Co ma Pan na myśli poprzez diagnozę ? badanie Usg oraz hormony w tym przypadku jedynie chyba wchodzą w rachubę :) Nie mam żadnych symptomów typu ból,czy pieczenie lecz tylko częstomocz.

      Usuń
    5. Witam serdecznie,
      Nie chcę mówić o Medycynie Zachodniej ponieważ nie jestem lekarzem. Tutaj na pewno można zbadać parametry krwi, zrobić usg, może tomograf itd. Myślę, że tutaj trzeba zdać się na lekarza prowadzącego. Jednak ja równolegle poszukałbym dobrego naturopaty aby faktycznie móc wyleczyć przyczyny choroby. Badania po prostu mogą także być pomocne w naturalnym leczeniu, a czasem warto też skorzystać z usług Medyny Zachodniej. Wszystko zależy od indywidualnej sytuacji i wyjątkowych sytuacjach najlepsze jest połączenia Medycyny Zachodnie z Naturalną...
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
  6. Witam serdecznie,
    Mam pytania co do wirusa HSV1 - opryszczki wargowej. Sporo osób w tych czasach cierpi na niemiłe powikłania związane z jego posiadaniem w organizmie. Wobec tego chciałabym dowiedzieć się czy dzięki oczyszczaniom jelita i wątroby można wyzbyć się, bądź też uśpić go całkowicie? Ma Pan jakieś przypuszczenia, które organy ludzkich zazwyczaj łapie ta dolegliwość?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie,
      Wirus opryszki raczej zostanie z nami na zawsze. Tutaj raczej chodzi oto, aby mocno zadbać o swój układ odpornościowy, który będzie czuwał na wirusem i będzie go trzymał w uśpieniu. Układ odpornościowy możemy wzmacniać ziołami (np. korzeń jeżówki, tymianek, traganek itd.), ale też możemy go odciążyć prowadząc zrównoważoną dietę i dbając o czystość naszego ciała. Moja żona także ma tego wirusa, ale od kiedy prowadzimy zdrowszy styl życia, to jest on w uśpieniu. Jednak mimo wszystko w okresie ciąży, kiedy była bardziej zmęczona, to opryszka się znów pojawiła - czyli osłabienie ciała równa się osłabienie układu odpornościowego, a to równa się nasze choroby (stąd kobiety często mają opryszczkę w trakcie menstruacji lub kilka dni po lub kiedy są bardziej zestresowane). Jednak małą kuracją ziołową opryszka szybko zniknęła i była mniej dotkliwa niż wcześniej. Dla mnie zawsze trudno jest dawać konkretne zalecenia w danych przypadkach, ponieważ opryszczka jest tylko objawem, a nie przyczyną. A więc u różnych osób będziemy ją leczyć inaczej. Mimo wszystko jak będziesz wprowadzać coraz więcej zdrowych nawyków, to ona będzie powracała coraz rzadziej...
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
    2. Jest to niestety niezbyt dobra wiadomość, ale ważne że w jakiś sposób można temu zaradzić ;) Nie sądziłam, iż zioła maja tak duży wpływ. Tak zgadza się w okresie menstruacji pojawia się on najczęściej. Jednak mam pytanie dotyczące czegoś takiego jak "alergia" na drugą osobę. Muszę przyznać, że od kiedy związałam się z moim życiowym partnerem opryszczka zaczęła dawać o sobie znaki.. Wcześniej miewałam ją jako dziecko. Czy wiesz coś na ten temat? Oczywiście leczę się kuracjami i jestem dobrej myśli, że w końcu uspokoi się całkowicie ;)

      Usuń
    3. Zioła pomagają moim "pacjentom" wyleczyć rozmaite choroby, które w innych systemach są praktycznie nieuleczalne. Zamiast leków medycznych możemy spokojnie używać ziół, które odpowiednio stosowane są skuteczniejsze i bez efektów ubocznych:) Nie chcę wchodzić w relacje pomiędzy Tobą, a Twoim partnerem ale może po prostu Wasze relacje wymagają pracy. Każda z osób, z którymi się spotykamy może nas wzmacniać lub osłabiać. Stąd ja tak bardzo lubię kiedy po wielu miesiącach pracy moich "pacjentek" ich mężowie sami, coraz częściej zaczynają interesować się zdrowszym stylem życia. Potem oboje wchodzą na swoją ścieżkę rozwoju osobistego (ja wolę to jednak nazywać "duchowego"), dzięki czemu ich związek jest coraz pełniejszy. Musimy pamiętać, że nasze emocje moją wielki wpływ na nasze ciało, czasem zdecydowanie większy niż dieta...
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
    4. Sądzę, że są to tematy nieco bardziej osobiste, dlatego napisałam Ci wiadomość na maila :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Dzień dobry �� Napisałam do pana wiadomość na facebooku między innymi o cyklu księżycowym, byłoby miło gdyby się pan wypowiedział na ten temat. Pozdrawiam, Kamila :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie,
      Szczerze mówiąc nie widzę żadnej wiadomości na facebooku od Ciebie. Może łatwiej będzie jak zadasz pytanie tutaj. Dodatkowo informuje, że odnośnie cyklów księżycowych napisałem cały artykuł. Zaczyna się on na literę N1.
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo! Artykuł oczywście czytałam, jednak jeśli dobrze zrozumiałam podane są w nim dwie fazy oczyszczania w ciągu jednego cyklu księżyca. Niedawno jednak poznałam inną teorię, która zakłada, że oczyszczamy dany narząd (a raczej partie ciała kolejno od głowy do nóg) wraz z daną fazą. Przykładowo koncepcja ta mówi, że najefektywniej będziemy przeprowadzać zabieg płukania wątroby w okolichach pełni. Co pan o tym sądzi?
      Dodatkowo chciałabym podpytać o Moroznik Kaukaski. Jakiego też jest pan na ten temat zdania.
      Nie sprecyzowałam w komentarzu, ale wiadomość wysłałam na stornę fanpage'a, jeżeli byłoby to możliwe to prosiłabym jeszcze o kontakt w tej formie. Pozdrawiam,
      Kamila :)

      Usuń
    3. W sumie moroznik kaukaski - dlaczego z dużej litery to napisałam - sama nie wiem, brzmi jakby to był jakiś człowiek, phi. ;)

      Usuń
    4. Witam serdecznie,
      Jeśli chodzi o fazy księżyca to koncepcja, że w poszczególnych fazach księżyca mamy więcej energii/skupienia w organizmie w danej fazie jest jak najbardziej poprawna. Ja na blogu nie wypisuje wszystkich znanych mi koncepcji (nie starczyłoby miejsca, czasu i wprowadzałby też nie potrzebne zamieszanie), tylko te które uważam za najbardziej sensowne do podania dużej grupie czytelników, z których przecież każdy jest inny:) Natomiast faktycznie czas wokół pełni jest najbardziej pożądany na rozmaite oczyszczania, w tym płukanie wątroby (ale nie tylko, przecież w tym czasie dochodzi najczęściej do zapłodnienia czy też porodu;)). Jeśli chodzi o zioło moroznik kaukaski, to ja go nie stosuje w swoim systemie ziołolecznictwa. Ale to nie znaczy, że nie ma on dobrych właściwości. Jednak jest to zioło, które nie jest że tak powiem obojętne dla organizmu i nie właściwie stosowany może wyrządzić szkodę w danym organizmie. Ja patrzę na zioła z perspektywy medycyny chińskiej (także na zioła zachodnie) i w ten sposób dobieram mieszanki ziołowe dla moich "pacjentów". W tym ujęciu każde zioło należy dobrać indywidualnie ponieważ jednym osobom może pomóc, a innym zaszkodzić. Moroznik należy do ziół, które właśnie czasem mogą zaszkodzić. Natomiast jeśli chodzi o Twoje pytanie zadane wcześniej to chyba zadałaś je w zakładce "o mnie". Poniżej wklejam Ci odpowiedź jaką tam udzieliłem:
      Witam serdecznie,
      Odnośnie menstruacji to w każdej sytuacji należy podejść indywidualnie. Ja specjalizuje się w Medycynie Chińskiej, czyli w leczeniu, gdzie nie ma specjalizacji typu ginekologia itd. Lecząc całe ciało, leczy się wszystkie choroby. Oczywiście uczymy się rozmaitych dolegliwości ale podejście jest zupełnie inne niż w Medycynie Konwencjonalnej, gdzie każdy lekarz jest od innej części ciała. Odnośnie Twojej dolegliwości wszystko zależy od przyczyny, czemu cykle są nieregularne. Ja na blogu nie jestem w stanie Cię zdiagnozować więc trudno będzie mi Tobie pomóc. Przykładowo nieregularne cykle mogą być rezultatem niedoboru krwi. Wtedy organizm jest w trybie oszczędzania i będzie ograniczał dodatkowe wydatkowanie krwi, a krew menstruacyjna jest ekstra krwią (z tej właśnie przyczyny często kobiety uprawiające zawodowo sport tracą miesiączkę - zbyt dużo zużywają krwi w czasie ćwiczeń fizycznych). W tym przypadku wzmacnianie krwi potrafi wyregulować cykle, a do celowo pozwolić nam łatwiej zajść w ciąże. Ale może być przyczyna zupełnie gdzie indziej, np mogą być zastoje w organizmu czy też niedobór Qi śledziony itd. W każdym przypadku postępowanie będzie trochę inne, a więc aby móc coś komuś dokładnie doradzić, co powinien robić muszę go zdiagnozować na żywo. Jeśli chodzi o działanie hormonalne, to w moim odczuciu jest to podejście błędne. Możemy doprowadzić do sytuacji, że miesiączka faktycznie będzie regularna, ale będziemy się pozbawiać krwi, której w organizmie brakuje, a którą normalnie by on oszczędzał. Wrotyczu faktycznie nie polecam pić na co dzień. Lapacho już bardziej. W tym ujęciu Lapacho na przykład ma łatwo przyswajalne minerały, w tym żelazo więc w jakiś sposób może pomagać uzupełniać niedobór krwi, ale też usuwa gorącą wilgoć, która także może być jedną z przyczyn. Inne zioło, które mogłabyś pić dłużej, aby mogłyby być pomocne to liść maliny, liść melisy, liść pokrzywy, krwawnik, nasiona kopru włoskiego. Czyli już masz małą recepturę ziołową:). Pewnie nie zaszkodzą też spacery i dobre gatunkowo jedzenie - teraz w okresie jesienno zimowym głównie gotowane i jedzone na ciepło...
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
  8. Ojeej, bardzo dziękuję za odpowiedź! :) Jednak to nie ja byłam autorką pytania o menstruacje, ale dziękuję za odpowiedź, mam na ten temat podobne zdanie. :)) Pozdraiwam, Kamila

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam,a jak dla vaty nie są wskazane kiszonki czym może się wspomóc?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie,
      Vata może jeść ogórki kiszone, ale w mniejszych ilościach. Czyli do obiadu jeden mały ogórek wystarczy, mała porcja (dosłownie na dwa widelce) kapusty kiszonej itd. Poza tym bardzo dobra jest śliwka umeboshi, ja dość regularnie jadam jedną do obiadu (niecodziennie, ale raz na kilka dni)...
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
  10. Wszystko super . Zapomniałeś ,że oprócz bakterii są jeszcze drożdże, nie drożdżaki i grzyby a, proces fermentacji alkoholowej odbywa się w naszym ciele szczególnie w miejscach niedotlenionych . Czy teraz wiesz dlaczego ludzie pijąc młode wino z bardzo małą zawartością alkoholu chorują mniej (Francja ,Włochy, Hiszpania )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie,
      Wydaje mi się, że niczego nie zapomniałem, może po prostu skupiłem się na florze bakteryjnej. W innym artykule (już niestety nie pamiętać gdzie) wspominam o dobroczynnym działaniu drożdży piwnych (drożdży używanhch do produkcji wyrobów piekarskich nie polecam). Odnośnie Hiszpanii i innych miast południa warto pamiętać, że picia wina nie jest jedyną rzeczą która wpływa na zdrowie. Tam jest zdecydowanie więcej życiodajnego słońca, więcej uśmiechu, je się więcej rozmaitej roślinności, których bogactwo jest zdecydowanie większe niż u nas. Niestety mimo tego bogactwa także w krajach wymienionych przez Ciebie ludzie chorują zdecydowanie zbyt często. Tutaj warto zapoznać się ze zwyczajami ludzi żyjących w tak zwanych niebieskich strefach, czyli w miejscach na naszej ziemi gdzie ludzie żyją zdecydowanie dłużej i bardziej witalni niż w innych częściach naszej planety. Trzeba też pamiętać, że nie tylko picie młodego wina może mieć znaczenie, ale kontakty towarzyskie ludzi je spożywających;) Dzięki za trafny komentarz...
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
  11. Witam,
    Bardzo ciekawy artykuł, jak i cały blog. Chcę jednak poradzić się w ważnej sprawie.
    Przez ostatnie pół roku wyrwałam trzy ósemki, co wiąże się z zażyciem ogromnej ilości antybiotyków. Czuję, że moja flora bakteryjna bardzo na tym ucierpiała. Żyję w mieście i kontakt z naturą mam nieco utrudniony, ale chciałam podziałać w tej kwestii m.in. z dietą. Wprowadziłam już kiszonki, tylko jak często powinnam je spożywać? Jem też duże ilości owoców i warzyw, piję soki od czasu do czasu, robię lewatywę głównie z moczu. Czy leki miały jakiś wpływ na wątrobę (która jest w trakcie oczyszczania) i jak mogę "wyrzucić" je z organizmu? Proszę o wszelkie rady związane z odbudowaniem flory po antybiotykoterapii.

    Pozdrawiam
    Zuzanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie,
      Wydaje mi się, że właśnie o tym jak odbudować florę bakteryjną był ten artykuł, choć pisałem go już jakiś czas temu. Ogólnie kiszonki może pewnie jeść codziennie. Napisałem "pewnie" ponieważ nie znam Twojego ciała więc w indywidualnych przypadkach postępujemy inaczej niż ogólne zalecenia. Jeśli będziesz robić to co napisałaś to Twoja flora bakteryjna się sama odbuduje, ale trzeba pamiętać, że średnio zajmuje to około dwóch lat lub dłużej. Aby to trochę przyśpieszyć polecam suszone morele, śliwkę umeboshi, zjeść czasem brudne ekologiczne jabłko czy marchew (lub inne owoce). Poza tym dieta urozmaicono:)
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń
  12. Witam , czy naturalne antybiotyki też wyniszczają nasz dobra florę bakteryjną ?
    I pisze Pan w komentarzu że filtr odwróconej osomozy ma swoje wady gdyz ,wyjaławia wodę,to nie chodzi właśnie o to żeby tych minerałów się pozbyć i zastąpić je jonowymi w całości ?:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

O2 Lewatywa z Kawy

W temacie dlaczego czyścimy jelito starałem się opisać jak ważne jest posiadanie czystego jelita. W tym poście zaprezentuję jeden ze sposobów jego oczyszczania za pomocą lewatywy z kawy. W innych publikacjach już wspominałem, że lewatywa z kawy była jednym z kluczowych elementów mojej terapii przy nowotworze i uważam ją za jeden z najłatwiejszych i najskuteczniejszych sposobów oczyszczenia jelita grubego, wątroby oraz krwi z nagromadzonych toksyn. Oczywiście nie jest to jedyny sposób oczyszczania ciała i kiedy się wie jak, to można spokojnie oczyścić organizm bez wykonywania lewatywy. Jednak zazwyczaj jest to najprostszy sposób na rozpoczęcie nowej zabawy z uzdrawianiem swojego ciała. Na początek proponuję zadać pytanie - Jak to działa?

Kryzys ozdrowieńczy

Podejmując trud oczyszczania naszego organizmu w pewnych momentach nasze samopoczucie może ulec pogorszeniu. Tworząc odpowiednie warunki dla organizmu służące pozbywaniu się zgromadzonych przez lata toksyn, narażamy się na chwile kryzysowe, które nazywamy kryzysami ozdrowieńczymi, oczyszczającymi (choć to dwa różne kryzysy). Mianowicie w czasie zmiany drogi z rozwoju zanieczyszczeń i chorób na ich redukcję, w naszej krwi zaczynają krążyć duże ilości toksyn pochodzące z tkanek naszego organizmu. W początkach oczyszczania nasz układ wydalniczy może nie być w stanie na czas usuwać wszystkich gromadzących się toksyn i objawi się to naszym kryzysem ozdrowieńczym, czyli np. bólem głowy, nudnościami, gorączką itp. Jeśli w tym momencie źle zinterpretujemy nasze objawy i zahamujemy cały proces, to nasze wysiłki pójdą na marne. Wstrzymując dietę lub biorąc leki przepisane na dane objawy cały proces uzdrawiający może zostać przerwany. Pisząc artykuły na tej stronie staram się tak dopisywać kolej…

O5 Zabieg płukania wątroby

W artykule zaczynającym się na literę O4 starałem się ukazać potrzebę usunięcia kamieni z naszej wątroby. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, to proszę zrób to przed przeczytaniem tej publikacji. Dzisiaj postaram się w czytelny sposób opisać jedną z metod oczyszczania wątroby. Poniższa procedura jest znana ludzkości od tysięcy lat z różnymi modyfikacjami w zależności od miejsc jej wykonywania na naszej planecie. Ja skupiłem się na starożytnej metodzie lekko ulepszonej przez Andreasa Moritza. Wydaje mi się, że zaproponowana metoda jest najbardziej efektywna przy jednoczesnym najmniejszym ewentualnym złym samopoczuciu. Możliwe, że znasz lub poznasz inne metody, ale wszystkie oparte na wypiciu dużej ilości oleju roślinnego mają podobne działanie. Samo płukanie wątroby zajmie nam jeden wieczór, ale trzeba się do niego przygotowywać przez 6 dni. Warto także zaplanować wolny dzień po płukaniu wątroby, więc samą procedurę najczęściej przeprowadza się w weekend. Ze swojej strony zaznaczam…