Przejdź do głównej zawartości

D12 Czy warto kupować rośliny ekologiczne?

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że produkty oznaczone symbolem „bio” są zdrowsze od produktów wytwarzanych jak na ironię się mówi sposobem „tradycyjnym”. Jak do tego doszło, że sposób hodowli roślin z użyciem tysiąca środków chemicznych nazywamy rolnictwem „tradycyjnym” tego nie wiem. W moim odczuciu żywność określana jako ekologiczna nie jest jakimś specjalnie zdrowym jedzeniem, ale po prostu normalnym. Z kolei produkty wytwarzane w rolnictwie konwencjonalnym są produkowane w sposób brutalny, nienaturalny, całkowicie ignorując, że życie na tej planecie zależy od kilkunastocentymetrowego żyznego płata ziemi, więc warto byłoby o niego zadbać. Jedzenie produktów konwencjonalnych jest nie tylko eksperymentem na naszym zdrowiu, ale także na całej Naturze. Osobiście staram się jeść tylko produkty z upraw ekologicznych i do takiego rozwiązania będę Cię zachęcał. Jednak jak zawsze postaram się zachować jak największą obiektywność i przyznam w tej publikacji też rację, że używając produkty z upraw konwencjonalnym można osiągnąć znakomite wyniki w odzyskiwaniu zdrowia. Nie będzie to artykuł chełbiący tylko ekologiczne rośliny, a więc dam też wskazówki jak usunąć chociażby w części pestycydy, czy jakie warzywa lepiej kupować ze znaczkiem „bio”, a jakie można sobie „odpuścić”…


Jest to publikacja z serii dietetyki w związku z tym streśćmy ją do kolejnej z naszych zasad żywieniowych. A więc:

18.  Staraj się spożywać jak najwięcej produktów ekologicznych, ale też nie dostawaj obsesji na tym punkcie.

Zasada wydaje się dość prosta. Nie będę ukrywał, że dla mnie jej wypełnianie nie stanowi większego problemu. Dzięki posiadania sklepu z dużym działem ze żywnością organiczną mam stały dostęp choćby do warzyw ekologicznych, a dodatkowo jestem całkiem dobrze wspomagany przez moich rodziców, którzy zarażeni pasją ekożywności oraz zbieraniem ziół z powodzeniem mogą się nazwać rolnikami ekologicznymi i to takimi żyjącymi naprawdę blisko natury. Dzięki znajomości z rolnikami zarówno ekologicznymi, ale też z tymi mającymi uprawy konwencjonalne ufam, że mój artykuł będzie jak najbardziej praktyczny. Na początek odpowiedzmy sobie na pytanie dlaczego żywność ekologiczna miałaby być zdrowsza od tej „normalnej”? Przypominam tylko, że żywność ekologiczna to taka, w produkcji której nie używa się pestycydów, herbicydów, nawozów sztucznych, szlamu ściekowego (np. nawozu pod postacią gnojówki pochodzącej od świń karmionych GMO), biotechnologii (czyli genetycznej modyfikacji) czy też promieniowania jonizującego. A więc kupując produkty ze znaczkiem „bio” teoretycznie jesteśmy wolni od tych atrakcji współczesnej produkcji żywności. „Teoretycznie”, ponieważ jak w każdej dziedzinie naszego życia także i tutaj zdarzają się oszustwa. Jednak kiedy swego czasu badałem warzywa ekologiczne pod względem zawartości w nich choćby pestycydów, to zdecydowana większość była od nich wolna. A więc pamiętajmy, że mimo czasem nawet głośnych afer pokazujących złe praktyki związane z żywnością organiczną jest to jednak margines.

A więc często się mówi, że rośliny ekologiczne są zdecydowanie zdrowsze od tych konwencjonalnych. Jest to prawda wynikająca choćby z tego faktu, że w momencie użycia pestycydów eliminujemy potencjalnych wrogów rośliny. W związku z tym taka roślina nie musi tak mocno dbać o swój system odpornościowy. Z naszej perspektywy oznacza to mniejszą ilość wszelakich fito-związków mających właściwości lecznicze w roślinach przemysłowych. Znaczna część różnego rodzaju fito-związków roślinnych, które wspaniale regulują Twoje ciało jest po prostu odpowiedzią rośliny na rozmaite zagrożenia ze strony świata zewnętrznego. Z drugiej strony jeśli roślina nie ma potencjalnych „wrogów”, takich jak choćby owady czy bakterie, to nie produkuje dużej ilości związków polifenolowych. To z kolei oznacza, że takie rośliny będą miały zdecydowanie mniej przeciwutleniaczy niż produkty uprawiane naturalnie, które ciągle muszą produkować polifenole aby oprzeć się przed naporem choćby owadów. Dlatego żywność ekologiczna będzie zdecydowanie bardziej dbała o witalność i młodość Twojego ciała. To ona jest w stanie przyhamować produkcje wolnych rodników w Twoim ciele, które powodują szybsze starzenie się organizmu (choć temat czy wolne rodniki są tylko złe na razie pozostawiam jako otwarty). Jeśli jemy produkty z supermarketu może się okazać, że ilość przeciwutleniaczy będzie zbyt mała aby utrzymać homeostazę organizmu. A więc kiedy używamy pestycydów czy innych środków ochrony doprowadzamy do nienaturalnego stanu, kiedy rośliny nie mają wrogów i nie potrzebują tak silnej obrony, co dla nas oznacza mniejszą ilość w nich substancji odżywczych. 

Skoro już mówimy sobie o pestycydach to warto też zauważyć, że to że zubożają jedzone przez nas rośliny chyba jest jednak mniejszym problem. Pestycydy są tak naprawdę szkodliwe, ponieważ mogą wywołać rozmaite choroby. Przykładów czy badań jakie dokładnie pestycydy przyczyniają się do wywołania choćby raka jest naprawdę sporo. Przywoływanie ich mija się z celem. Jednak może warto wspomnieć, że u kobiet, u których wykryto raka piersi znaleziono kilkakrotnie więcej śladów pestycydów we krwi niż u kobiet zdrowych. Czy to oznacza, że pestycydy wywołały u nich nowotwór? Raczej nie, ale były jednym z elementów składowych koktajlu chemicznego jaki się nam serwuje we współczesnej żywności i nie tylko w niej. 

Jeśli chodzi o pestycydy tutaj łatwo zauważyć ciągle powtarzającą się historię. Mianowicie na rynek jest wprowadzany nowy pestycyd, który po kilkunastu latach okazuje się szkodliwy dla zdrowia. Wtedy nasi urzędnicy „chroniący” nasze zdrowie zakazują jego stosowania. Następnie firmy biotechnologiczne wprowadzają kolejny rodzaj pestycydu (herbicydu, preparatów grzybobójczych) i historia się powtarza. Z resztą to, że dany pestycyd jest zakazany w Unii Europejskiej nie jest równoznaczne z zakazem jego użycia poza jej terenem. Wtedy możemy eksportować produkty rolne skażone chemicznymi środkami, nawet tymi niedozwolonymi. Wydaje mi się, że powinniśmy wyciągnąć wnioski z pestycydu DDT, którego w Polsce użyto tysiące ton, a który został nam „podarowany” przez Amerykanów. DDT okazał się nie tylko bardzo szkodliwym związkiem wywołującym ogromne ilości chorób, ale też działał destrukcyjnie na całe środowisko. W Polsce np. dość skutecznie spowodował czasowe wyginięcie Sokoła Wędrownego. Środek ten jest tak bardzo niebezpieczny, ponieważ jego rozkład trwa kilkadziesiąt lat, a przez to następuje efekt jego kumulacji w Naturze, bądź też w naszych ciałach. O tym, że ten związek jest toksyczny dla ludzi wiedziano już w latach pięćdziesiątych, jednak jak widać nic nie stanęło na przeszkodzie aby w Polsce używać go jeszcze do 1976 roku (z resztą nie tylko w Polsce). Najciekawsze w tej historii jest to, że DDT wykryto w organizmach osób teoretycznie nie mających z nim nic wspólnego. Mianowicie kiedy zbadano mleko karmiących Eskimosek okazało się, że jest w nim stężenie DDT czterokrotnie większe niż u białych kobiet. Powodem okazało się jedzenie dużych ilości tłustych ryb przez Eskimosów, które jak to często bywa szybko są skażone pestycydami używanymi na lądzie. Ten przykład jak dla mnie pokazuje jakie są tak naprawdę zagrożenia związane z pestycydami i że ich używanie może wpłynąć także na ludzi będących ich przeciwnikami. DDT mimo iż już nie jest używane, zostanie z nami na bardzo długo i podejrzewam, że jego śladowe ilości moglibyśmy znaleźć w Twoim i w moim ciele. Stare powiedzenie, że w Naturze nic nie ginie ma tutaj dość smutną odsłonę. 

Czasem myślimy, że taka historia jak z DDT we współczesnym świecie już się nie powtórzy i że nasze technologie nie dopuszczą do wyprodukowania tak niebezpiecznej toksyny. W jak w wielkim błędzie jesteśmy pokazuje nam choćby przykład najbardziej popularnego herbicydu na świecie, czyli Roundup produkowanym przez firmę Monsanto (czyli tej samej która wprowadziła na rynek DDT). Na marginesie dzisiaj tej herbicyd stracił prawa patentowe i mogą go też produkować inne firmy. Substancją czynną Roundup jest glifosat. Według najnowszych badań glifosat działa na nas jak antybiotyk, czyli niszczy naszą naturalną florę bakteryjną. Dodatkowo blokuje enzymy potrzebne do detoksykacji organizmu oraz wyciąga minerały z układu pokarmowego. Są także inne negatywne oddziaływania glifosatu na organizm, jednak dla mnie najciekawsza jest udana próba sfilmowania przez naukowców jak glifosat rozszczelnia jelita. Kiedy w naszym układzie pokarmowym znajduje się glikosat, to nasze jelita bardziej przypominają durszlak niż chroniący nas przed światem zewnętrznym mur obronny. Stąd już do tak zwanych chorób autoimmunologicznych, alergii i wielu innych dosłownie jeden krok. A więc jeśli pytasz czy historia DDT może się powtórzy, to ja odpowiadam to już się stało, tylko teraz jesteśmy w punkcie kiedy najbardziej niebezpieczny na świecie herbicyd jest także najczęściej stosowany, również w Polsce.


Myślę, że temat pestycydów nie wymaga już większego komentarza. Warto wiedzieć, że obecnie używane pestycydy mają formy oleiste, aby przypadkiem opady atmosferyczne za szybko nie zmywały ich z roślin. Jest to oczywiście wygodne dla rolników, no ale nam utrudnia ich usuwanie. Kiedyś miałem nadzieję, że Polscy rolnicy z racji posiadania mniejszych pieniędzy niż ich zachodni koledzy pryskają mniej. Czasem tak jest, ale coraz częściej znaczna część warzyw sprzedawanych w supermarketach jest pryskana nawet kilkanaście razy. Czy wiedziałeś, że np. jabłka zanim się zbierze z drzew są opryskiwane ponad dwadzieścia razy? Kiedyś jak czytałem poradnik dla rolników miałem wrażenie, że żyję w zupełnie innym świecie. Jak dla mnie wskazówki dotyczące sposobu oprysków, dodawania nawozów itp. nie przypominają rad prawdziwej uprawy roślin. Na końcu artykułu przedstawię sposób jak ewentualnie próbować się pozbyć pestycydów z naszych warzyw. Choć oczywiście najlepsze będzie po prostu kupowanie warzyw ekologicznych. Przejdźmy teraz bliżej ziemi i zobaczmy jakie tam są zagrożenia związane z rolnictwem przemysłowym.

Jednym z większych problemów jakie widzę, to ciągłe uprawianie tych samych pól uprawnych. Jeśli cały czas eksploatujemy ten sam skrawek ziemi, to nieuniknione jest, że po pewnym czasie zacznie w nim brakować pewnych minerałów. Na ten element jest narażone zarówno rolnictwo ekologiczne jak i przemysłowe. Kiedy produkujemy rośliny, to one wyciągają minerały z ziemi i zbiegiem czasu ziemia zubożeje. Natura miała nawet na to swój sposób, ale ludzie wiedzący wszystko lepiej ujarzmili rzeki aby przypadkiem nie wylewały i nie powodowały podtopień. Jednak w tym wszystkim umknęła nam jedna z przydatnych funkcji takiej „powodzi”. Kiedyś kiedy nie było wałów ochronnych, zbiorników retencyjnych itp. rzeka raz na jakiś czas wylewała dostarczając na pola wszelkie minerały zebrane ze skał. Dzięki temu ziemia była ciągle żyzna. No ale ten proces jest już za nami i raczej jest to nieodwracalne. W tym aspekcie łatwo dostrzec, że niestety ludzie często nie potrafią spojrzeć szerzej, a problem widzą wyrywko, co w tym przykładzie oznacza „tereny zalewowe” (czytaj kiedyś ziemie bardzo żyzne). 

Współcześnie problem minerałów w roślinach jest ogromny. Kiedyś w diecie człowieka minerałów było tak dużo, że organizm specjalnie nie przejmował się ich wchłanianiem. Dziś jednak warzywa zawierają znacznie mniej minerałów i przez to często zaczyna brakować ich w naszym ciele. Na przykład w Polsce praktycznie nie ma selenu w ziemiach i nie dostarczając go w inny sposób po prostu z biegiem czasu zacznie go nam brakować (o minerałach napiszę osobną publikację, a jeśli chodzi o selen to polecam dwa orzechy brasilijskie dziennie, ale też nie więcej). Dlatego kiedy czytam zawartość minerałów w danych roślinach w poradnikach dietetycznych, zdaję sobie sprawę, że te dane są już dawno nieaktualne i to ile minerałów ma np. cukinia w moim domu jest zależne od tego ile minerałów miała do dyspozycji w ziemi, na której rosła. Jeśli w tej ziemi nie było np. cynku, to też nie będzie go w cukinii.

Rolnictwo przemysłowe dawno temu odkryło, że rośliny aby ładnie wyglądać nie potrzebują zbyt wielu minerałów. Ten fakt spowodował, że rolnicy używają tylko trzy podstawowe pierwiastki takie jak azot, fosfor i potas. Dlatego rośliny z supermarketu będą bogate właśnie w te trzy pierwiastki ale będą ubogie (czasem nawet w ogóle nie mają) w ponad sześćdziesiąt innych ważnych dla zdrowia minerałów. Dlatego takie rolnictwo produkuje rośliny ubogie w minerały, ale co za tym idzie także w inne substancje odżywcze takie jak choćby enzymy. Mimo ładnego wyglądu takie rośliny są ubogie w składniki odżywcze. 

W mojej ocenie jeszcze gorsza może okazać się gnojówka używana jako nawóz po przemysłowej produkcji zwierząt. Słowo „produkcji” w tym miejscu jest jak najbardziej adekwatne. W Polsce są tysiące świniarni produkujących swoje zwierzęta przy użyciu antybiotyków, pasz GMO, sztucznych słodzików i tysiąca innych chemicznych środków, dzięki którym świnie dorastają w ciągu trzech miesięcy, a nie w rok. Rolnicy raz na jakiś czas gnojówkę po tych zwierzętach rozpryskują po polach. Kto miał okazję być w trakcie takiej operacji ten wie, że ta gnojówka jest zupełnie inna niż ta tradycyjna. Tutaj ciężko szukać jakiś górnolotnych słów. Po prostu śmierdzi nie do wytrzymania, a zapach utrzymuje się przez kilka dni. W tym czasie sąsiedzi są zmuszeni do nie otwierania okien we własnych mieszkaniach i wchodzenia do domu drzwiami od piwnicy. Dlatego osobiście raczej się złoszczę niż cieszę kiedy słyszę, że jesteśmy największym eksporterem świń w Europie. Tym bardziej, że tak naprawdę na tych świniach i tak zarabiają głównie zachodnie firmy, a nam pozostaje tylko gó… i to mocno zatruwające nasze ziemie.

Rolnictwo ekologiczne w tym miejscu postępuje znacznie lepiej. Tutaj są różne warianty, ale zazwyczaj nawozi się ziemię gnojówką po zwierzętach wolno biegających po polach, dzięki czemu tworzy się zamknięty obieg. Można też wykorzystywać kompost, który gromadzi się ścinając choćby dziko rosnące rośliny z terenów aktualnie nie wykorzystywanych. Tak postępują moim rodzice przy czym dodatkowo podlewają rośliny wodą ze stawu, który ma w sobie dużo torfu. Dzięki temu ich rośliny są zdecydowanie bogatsze w składniki odżywcze od roślin uprawianych „tradycyjnie”. Jednak nawet w gospodarstwach będących podobnymi do roli moich rodziców uprawia się cały czas ten sam skrawek ziemi, ewentualnie dając czas na odpoczęcie na sezon lub kilka. Często też prowadzi się rolnictwo biodynamiczne, czyli zmienia się sezonowo uprawy danych warzyw na danym obszarze i to w odpowiedniej kolejności. Jednak mimo wysiłków rolników zazwyczaj taka ziemia z biegiem lat także staje się uboższa i dziś nawet rośliny ekologiczne mają w sobie mniej substancji odżywczych od tych, które jedli nasi pradziadkowie. Dlatego współcześnie jesteśmy zmuszeni do tak dużej dbałości o różnorodność naszej diety i wspomagania się roślinami określanymi jako superfood. 

Jak widzimy metody ekologicznego rolnictwa nie tylko mają dobroczynny wpływ na ludzi, ale też chronią środowisko dla przyszłych pokoleń. Trzeba jednak wiedzieć, że dziś rolnictwo ekologiczne staje się powoli przemysłem. Z jednej strony to dobrze, ponieważ mamy więcej bio-warzyw do dyspozycji i większe obszary ziemi są chronione przez co ogólnie rośliny są zdrowsze. Z drugiej strony nic nie staje na przeszkodzie aby takie gospodarstwo nastawione głównie na zysk powstało obok ruchliwej drogi samochodowej czy w pobliżu gospodarstw konwencjonalnych. Dlatego zawsze najlepszym rozwiązaniem będzie kupowanie produktów od rolników nam znanych lub jeszcze lepiej kiedy sami na własne potrzeby będziemy hodować rośliny. 

Trochę wylałem goryczy na rolnictwo przemysłowe więc dla równowagi kilka słów bardziej pozytywnych. Po pierwsze znam wiele ludzie, którzy używając produktów „normalnych” bez większych problemów poprawili swoje zdrowie. Nie chcąc aby to zdanie umknęło powtarzam jeszcze raz - wiele ludzi w tym kraju wyleczyło się nawet z bardzo ciężkich chorób stosując najtańsze, potencjalnie najbardziej zatrute warzywa i owoce z supermarketu. Po drugie osobiście czytam setki badań naukowych, które potwierdzają ogromy potencjał prozdrowotny warzyw czy owoców, w tym często możliwości leczenia nowotworów. W tych badaniach używano rośliny uprawiane przemysłowo, a nie ekologiczne. A więc mimo wszystko takie rośliny dalej zachowują wiele ze swoich właściwości. Dlatego zdecydowanie lepiej spożywać w swojej diecie więcej roślin standardowych niż tylko od czasu do czasu produkty ekologiczne. Warto też wspomnieć, że właściwości lecznicze roślin przewyższają szkodliwość pestycydów. Poza tym nasze Ministerstwo Rolnictwa jest zobligowane do badania poziomu choćby pestycydów aby nie przekraczały one ustalonych norm. A więc nie taki diabeł straszny jak go sam namalowałem.

W tym miejscu chciałbym Cię zachęcić, że jeśli już kupujesz warzywa czy owoce standardowe, to zawsze lepiej jest je kupować na ryneczku od miejscowych rolników. Rolnicy sprzedający swoje warzywa bezpośrednio do klientów, często używają zdecydowanie mniej chemii niż rolnicy przemysłowi współpracujący z supermarketami. Jednak trzeba kupować od zaufanych rolników bo pamiętajmy, że takie warzywa z kolei nie są poddawane kontroli, o której wcześniej wspomniałem. Poza tym warto wiedzieć, że miejscowi rolnicy będą żyć z nami przez kolejne dziesiątki lat więc może warto ich powoli przekonywać aby dla nas i naszych znajomych uprawiali swoje warzywa inaczej. Raczej będzie to trudne, ale należy próbować. W tym miejscu warto zauważyć, że sieci handlowe, w tym dyskonty typu o nazwie czerwonego owada w czarne kropki wręcz wymuszają na rolnikach używanie większej ilości chemii, aby warzywa w sklepie prezentowały się jak najlepiej. Jednak mimo wszystko jedzenie nawet takich warzyw jest korzystniejsze dla zdrowia niż rezygnacja z nich. Ostrzegam Cię tylko przed kupowaniem warzyw od handlarzy, którzy na ryneczkach tylko udają rolników. Oni kupują warzywa od hurtowni warzywnych gdzie akurat dominuje rolnictwo przemysłowe. Z drugiej strony na takich ryneczkach można znaleźć rolnika, który choć po części będzie uprawiał swoje warzywa bardziej naturalnie. Niestety w mojej ocenie jeśli dany rolnik nie ma certyfikatu, to raczej warzywa nie będą w pełni ekologiczne. Niektórzy rolnicy tak mocno zżyli się z chemią, że specjalnie nie widzą problemu choćby przy stosowaniu nawozów sztucznych i tak wyhodowane warzywa widzą jako naturalne. 


Może dla Ciebie to dziś jeszcze zabrzmi trochę abstrakcyjnie, ale ja wolę kupować warzywa od ludzi pozytywnych i uśmiechniętych, ponieważ nie chciałbym aby mój pokarm był skażony złą energią przez znerwicowaną osobę (wiem, że to dziś jeszcze temat zbyt magiczny, ale wraz z poznawaniem fizyki kwantowej na przykład w artykułach z serii E jakoś sobie wytłumaczymy, jak nasze intencje przechodzą choćby na pożywienie).

Jakie rośliny ekologiczne, a jakie konwencjonalne?

W mojej ocenie jeśli nie stać nas na kupowanie tylko warzyw ekologicznych, które są droższe, to warto naprawdę zastanowić się gdzie szukać oszczędności. Na przykład mimo iż ziemniaki ekologiczne są często dwu/ trzy krotnie droższe od tych zwykłych to i tak jest to wydatek kilku złotych, a więc tutaj nie warto oszczędzać. Tym bardziej, że akurat ziemniaki należą do warzyw bardzo obficie traktowanych chemią i bardzo dobrze ją absorbujących. Nie chcąc demonizować zbytnio rolnictwa przemysłowego podkreślam jeszcze raz, że badania na polskich produktach rolniczych wykazują, że w naszym kraju nie jest tak źle z pestycydami jak choćby w Stanach Zjednoczonych. Inne rośliny, na które warto uważać to jarmuż, papryka, wiśnie, fasolka szparagowa, sałata rzymska, szpinak, jabłka, jagody, winogrona, brzoskwinie, truskawki, seler naciowy. Także produkcja pomidorów nie mających nigdy w życiu kontaktu z ziemią pozostawia wiele do życzenia. Te warzywa i owoce raczej kupowałbym ekologiczne. Z kolei warzywa i  owoce, do których produkcji używa się mniej środków ochrony roślin lub też nie absorbują ich tak znacznie należą: cebula, awokado, mango, chrzan, seler, groszek, buraki, szparagi, śliwki, kapusta, arbuzy, słodkie ziemniaki (bataty), grejpfruty, papaje, bakłażan. Oczywiście pozostaje pytanie czy warto w ogóle jeść owoce nie rosnące w Polsce? Poza tym jeśli chodzi o kapustę, to trzeba wiedzieć, że doskonale ona chłonie wszelkie nieczystości więc ją raczej też polecałbym kupować ekologiczną. Na wszelki wypadek zaznaczam, że piszę o roślinach do kupienia w Polsce, ponieważ w Internecie często możemy znaleźć dane o rolnictwie konwencjonalnym, tylko jakoś autorzy zapominają, że podpierają się badaniami nad roślinami sprzedawanymi w Stanach Zjednoczonych. Warzywa, na które bardziej bym uważał, ale też bez przesady to morele, czereśnie, kapusta pekińska, ogórki. Jeśli chodzi o inne warzywa, to ciężko jednoznacznie dać wskazówkę jak z nimi postępować. Ogólnie brokuł czy kalafior jest traktowany chemią, ale ceny ich odpowiedników ekologicznych szczególnie zimą są już naprawdę wysokie. Osobiście nie oszczędzam na jedzeniu, ale gdybym miał doradzać osobie mającej określony budżet, to poleciłbym kupowanie ich późnym latem i jesienią jako ekologiczne (wtedy ceny są zdecydowanie niższe), a zimą czy wiosną kupowanie odpowiedników konwencjonalnych używając sposobu na pozbycie się chemii jaki zamieszczam w dalszej części artykułu.

Jeśli chodzi o zboża, to tutaj zachowałbym większą ostrożność. Raczej polecam kupowanie kaszy jaglanej, gryczanej czy ryżu jako ekologiczne. Podobnie jeśli chodzi o owies, orkisz czy żyto. W tym przypadku trudno o jakieś wiarygodne dane, ale z doświadczenia wiem, że w produkcji zbóż używa się dużo chemii rolniczej. Przykładowo w produkcji gryki spryskuje się ją pestycydami także przed samy zbiorem, aby łatwiej ją było później wysuszyć. Czyli jak widać pestycydy mogą mieć rozmaite zastosowania. Dlatego polecam Ci kupowanie tych produktów jako ekologiczne. Tym bardziej, że w moim odczuciu nawet gdybyśmy jedli kaszę jaglaną codziennie na śniadanie, to porównując ceny z mojego z sklepu zaoszczędzilibyśmy w miesiącu około 10 złotych. W mojej ocenie nie warto. Z kolei takie produkty jak płatki owsiane często są „konserwowane” za pomocą promieniowania. O pszenicy nic nie piszę, ponieważ zgodnie z moim artykułem na literę T7 uważam, że dzisiejsza zmodyfikowana genetycznie pszenica nie nadaje się do jedzenia. 

Natomiast jeśli chodzi orzechy czy nasiona, to w wersji konwencjonalnej one także zawierają pestycydy, ale w mniejszych ilościach. Aby zjeść dawkę pestycydów jedząc orzechy musielibyśmy zjeść ich naprawdę sporo, a raczej je jemy w mniejszych ilościach. Tutaj prędzej zwracałbym uwagę aby nie jeść orzechów zjełczałych, ponieważ to jest zdecydowanie gorsze dla naszego zdrowia. Dlatego jeśli masz możliwość kupuj orzechy w łupinach i rozgniataj je przed samym zjedzeniem.

Jak pozbyć się pestycydów?

Aby pozbyć się pestycydów po pierwsze można zaopatrzyć się w specjalny płyn do mycia warzyw i owoców. Jednak zawsze pozostaje pytanie czy taki płyn jest aby na pewno w stu procentach zdrowy i skuteczny. Kiedyś jak analizowałem skład jednego z nich, to szczerze mówiąc nie widziałem w nim substancji mających możliwości usuwania pestycydów, a raczej nadawał się do walki z groźnymi bakteriami. Dlatego może lepiej wykonać odpowiedni płyn samemu.

Ze swojej strony proponuję taki sposób mycia warzyw. Aby usunąć potencjalnie szkodliwe bakterie płuczemy warzywa (czy owoce) w wodzie mającej kwaśny odczyn pH. W tym celu na około 1 litr wody używamy pół szklanki octu (nie ma większego znaczenia jaki użyjesz ocet, jednak najlepszy jak zawsze jest jabłkowy, ale też może być winny). Jeśli nie mamy octu, możemy też zakwasić wodę dodając do niej 3 łyżki kwasu cytrynowego. W tak przygotowanym roztworze płuczemy nasze rośliny. Możemy wlać do miski i po prostu zamoczyć w niej warzywa. Ten manewr będzie bardzo dobry na bakterie jednak nie wiele zdziała w przypadku pestycydów (opcjonalnie można wykorzystać wodę utlenioną ale o niej na pewno napiszę osobną publikację). Jeśli chodzi o nie, to musimy zmienić pH wody do jak najbardziej zasadowego. W tym celu na 1 litr wody dodajemy dwie łyżki sody oczyszczonej. Kiedy mamy roztwór gotowy, to wyjmujemy warzywa z kwaśnej wody i zamaczamy w roztworze zasadowym. Tym razem trzymamy warzywa w naszym roztworze około 3 minut. Na koniec opłukujemy warzywa pod bieżącą wodą i … zjadamy z uśmiechem.

Ze swojej strony proponuję, że jeśli chcesz podjąć trud oczyszczania warzyw uprawianych metodami konwencjonalnymi, a Twoje zdrowie jest tego warte, to myj je od razu po przyniesieniu ich ze sklepu do Twojego domu. Możesz je potem spokojnie włożyć do lodówki i korzystać od razu z czystych warzyw. Z kolei warzywa korzeniowe takie jak np. marchewka czy pietruszka jeśli kupujemy ekologiczne, to wystarczy je dobrze wyszorować. Natomiast jeśli pochodzą z rolnictwa konwencjonalnego, to należy je obrać ze skórki, ponieważ to w niej kumulują się toksyny. 

Podsumowując ten artykuł, zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest kupowanie produktów ekologicznych, ale też nie ma powodów do paniki. Jedzenie warzyw nawet uprawianych konwencjonalnie pozytywnie wpłynie na Twoje zdrowie. Osobiście jestem zwolennikiem zachowania zdrowego rozsądku. Jeśli chodzi o pestycydy od razu na myśl przychodzą nam warzywa i owoce. Ale czy słusznie? Raczej nie, ponieważ zdecydowanie więcej pestycydów, ale też innych zanieczyszczeń jesteśmy w stanie wchłonąć jedząc mięso zwierząt karmionych paszą konwencjonalną. Zdziwiony? Produkty pochodzenia zwierzęcego będące ostatnim ogniwem łańcucha pokarmowego gromadzą w sobie najwięcej toksyn. No ale o mięsie innym razem…

Rośliny są jak ludzie,
Potrzebują miłości…

Komentarze

  1. jak zwykle w punkt :-) wspaniały artykuł ! WK

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam ,co Pan sądzi o obieraniu warzyw ,czytałem że takie warzywa jak marechew ziemniaki cukinia najlepiej nie obierać ,że zwgledu na witaminy zawarte pod skorka...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie obieram:) Tylko ja w swojej kuchni mam warzywa ekologiczne. Ale chyba tak i tak lepiej nie obierać:) Nawet skórka z arbuza czy z mandarynki jest bardzo wartościowa:)
      Pozdrawiam,
      Marian

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

O2 Lewatywa z Kawy

W temacie dlaczego czyścimy jelito starałem się opisać jak ważne jest posiadanie czystego jelita. W tym poście zaprezentuję jeden ze sposobów jego oczyszczania za pomocą lewatywy z kawy. W innych publikacjach już wspominałem, że lewatywa z kawy była jednym z kluczowych elementów mojej terapii przy nowotworze i uważam ją za jeden z najłatwiejszych i najskuteczniejszych sposobów oczyszczenia jelita grubego, wątroby oraz krwi z nagromadzonych toksyn. Oczywiście nie jest to jedyny sposób oczyszczania ciała i kiedy się wie jak, to można spokojnie oczyścić organizm bez wykonywania lewatywy. Jednak zazwyczaj jest to najprostszy sposób na rozpoczęcie nowej zabawy z uzdrawianiem swojego ciała. Na początek proponuję zadać pytanie - Jak to działa?

Kryzys ozdrowieńczy

Podejmując trud oczyszczania naszego organizmu w pewnych momentach nasze samopoczucie może ulec pogorszeniu. Tworząc odpowiednie warunki dla organizmu służące pozbywaniu się zgromadzonych przez lata toksyn, narażamy się na chwile kryzysowe, które nazywamy kryzysami ozdrowieńczymi, oczyszczającymi (choć to dwa różne kryzysy). Mianowicie w czasie zmiany drogi z rozwoju zanieczyszczeń i chorób na ich redukcję, w naszej krwi zaczynają krążyć duże ilości toksyn pochodzące z tkanek naszego organizmu. W początkach oczyszczania nasz układ wydalniczy może nie być w stanie na czas usuwać wszystkich gromadzących się toksyn i objawi się to naszym kryzysem ozdrowieńczym, czyli np. bólem głowy, nudnościami, gorączką itp. Jeśli w tym momencie źle zinterpretujemy nasze objawy i zahamujemy cały proces, to nasze wysiłki pójdą na marne. Wstrzymując dietę lub biorąc leki przepisane na dane objawy cały proces uzdrawiający może zostać przerwany. Pisząc artykuły na tej stronie staram się tak dopisywać kolej…

O5 Zabieg płukania wątroby

W artykule zaczynającym się na literę O4 starałem się ukazać potrzebę usunięcia kamieni z naszej wątroby. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, to proszę zrób to przed przeczytaniem tej publikacji. Dzisiaj postaram się w czytelny sposób opisać jedną z metod oczyszczania wątroby. Poniższa procedura jest znana ludzkości od tysięcy lat z różnymi modyfikacjami w zależności od miejsc jej wykonywania na naszej planecie. Ja skupiłem się na starożytnej metodzie lekko ulepszonej przez Andreasa Moritza. Wydaje mi się, że zaproponowana metoda jest najbardziej efektywna przy jednoczesnym najmniejszym ewentualnym złym samopoczuciu. Możliwe, że znasz lub poznasz inne metody, ale wszystkie oparte na wypiciu dużej ilości oleju roślinnego mają podobne działanie. Samo płukanie wątroby zajmie nam jeden wieczór, ale trzeba się do niego przygotowywać przez 6 dni. Warto także zaplanować wolny dzień po płukaniu wątroby, więc samą procedurę najczęściej przeprowadza się w weekend. Ze swojej strony zaznaczam…